Największym problemem Prawa i Sprawiedliwości nie jest dziś Donald Tusk ani koalicja rządząca. Największym problemem PiS pozostaje pamięć Polaków. Choć od utraty władzy minęły już niemal trzy lata, społeczne oczekiwanie rozliczenia ośmiu lat rządów tej partii wcale nie osłabło. Przeciwnie – najnowszy sondaż pokazuje, że większość obywateli uważa, iż państwo zrobiło w tej sprawie zbyt mało.
To niezwykle niewygodna wiadomość dla polityków PiS, którzy od miesięcy próbują przekonywać, że temat rozliczeń interesuje wyłącznie ich przeciwników politycznych. Dane pokazują coś zupełnie innego. Według badania SW Research dla portalu rp.pl aż 53,3 proc. respondentów uważa, że rząd Donalda Tuska nie spełnił oczekiwań dotyczących rozliczenia okresu rządów PiS. Jedynie 14,6 proc. ankietowanych jest zadowolonych z dotychczasowych działań.
To nie jest sondaż świadczący o tym, że Polacy chcą zostawić przeszłość za sobą. To sondaż pokazujący, że ogromna część społeczeństwa oczekuje znacznie skuteczniejszych działań. Gdyby wyborcy uznali temat za zamknięty, nie ocenialiby tak krytycznie tempa prowadzonych postępowań.
Donald Tusk sam przyznał, że skala oczekiwań została niedoszacowana. „Powinienem mieć więcej wyobraźni, kiedy zapowiadałem szybkie rozliczenia, przepraszam” – powiedział po decyzji sądu dotyczącej Europejskiego Nakazu Aresztowania wobec Zbigniewa Ziobry. To uczciwe przyznanie, że państwo prawa działa wolniej, niż chciałaby polityka.
Ale ta historia ma również drugiego bohatera – Prawo i Sprawiedliwość. Partię, która przez osiem lat przekonywała Polaków, że walczy z układami, przywilejami i bezkarnością elit. Dziś, gdy pojawiają się pytania o odpowiedzialność ludzi związanych z jej rządami, ci sami politycy najchętniej przedstawiają każde śledztwo jako polityczną zemstę.
To wygodna narracja, ale coraz trudniej ją utrzymać. Jeżeli przez lata sprawowano pełnię władzy, kontrolowano największe państwowe instytucje i podejmowano decyzje dotyczące miliardów złotych z publicznych pieniędzy, naturalne jest, że po zmianie rządu pojawiają się pytania o legalność części działań. Tak funkcjonują demokratyczne państwa. Rozliczenie władzy nie jest aktem odwetu. Jest elementem odpowiedzialności.
Dlatego hasło „Rozliczymy rządy PiS”, które znalazło się wśród „100 konkretów” Koalicji Obywatelskiej, nie było jedynie wyborczym sloganem. Było odpowiedzią na oczekiwania milionów obywateli, którzy chcieli wyjaśnienia licznych afer i kontrowersji z ostatnich lat.
Premier zapewniał jeszcze kilka miesięcy temu: „Rozliczenia wchodzą w decydującą fazę. Państwo działa cierpliwie, konsekwentnie i zgodnie z prawem. Nie ma już świętych krów. Niewinni nie mają się czego obawiać. Winni jak najbardziej.” Problem polega na tym, że cierpliwość wyborców nie jest nieograniczona.
Jednocześnie rząd nie może ulec pokusie prowadzenia pokazowych procesów pod dyktando mediów czy politycznych emocji. Każda sprawa musi zostać udowodniona przed niezależnym sądem. W przeciwnym razie każde rozstrzygnięcie będzie podważane jako element politycznej wojny. Właśnie dlatego rozliczenia wymagają czasu.
Nie zmienia to jednak zasadniczego faktu. Polacy nie oczekują kolejnych konferencji prasowych ani nowych deklaracji. Oczekują efektów. Chcą wiedzieć, czy osoby odpowiedzialne za ewentualne nadużycia poniosą konsekwencje, niezależnie od zajmowanych stanowisk i partyjnych legitymacji.
Dla PiS ten sondaż jest wyjątkowo niepokojący. Oznacza bowiem, że mimo intensywnej kampanii przedstawiającej śledztwa jako polityczne prześladowania, większość obywateli nie kupuje tej opowieści. Co więcej, uważa, że państwo powinno działać zdecydowanie skuteczniej.
Polityka opiera się na zaufaniu. A zaufanie odbudowuje się nie sloganami o „polowaniu na opozycję”, lecz rzetelnym wyjaśnieniem wszystkich wątpliwości. Dopóki tak się nie stanie, temat odpowiedzialności za osiem lat rządów PiS będzie wracał. Nie dlatego, że domagają się tego politycy. Dlatego, że domagają się tego sami Polacy.










