Paweł Kukiz od lat przekonuje Polaków, że stoi ponad partyjnymi podziałami, walczy z systemem i chce zmieniać zasady gry. Problem polega na tym, że z każdą kolejną polityczną burzą coraz bardziej przypomina człowieka, który nie tyle zmienia system, ile desperacko szuka w nim miejsca dla siebie. Najnowsze wypowiedzi dotyczące konfliktu w PiS i Mateusza Morawieckiego są tego najlepszym dowodem.
Jeszcze niedawno Kukiz budował swój polityczny kapitał na ostrej krytyce partyjniactwa. Atakował zarówno Platformę Obywatelską, jak i Prawo i Sprawiedliwość, przekonując, że obie formacje są elementem tego samego układu. Dziś z uznaniem wypowiada się o środowisku byłego premiera Mateusza Morawieckiego i kreśli wizję nowej prawicy pod jego przywództwem. Trudno nie odnieść wrażenia, że bardziej niż o spójną wizję państwa chodzi o odnalezienie politycznego projektu, do którego można byłoby się przyłączyć.
W rozmowie z Radiem Wnet Kukiz stwierdził, że obecny kryzys w PiS może doprowadzić do powstania „nowoczesnej europejskiej prawicy” pod wodzą Mateusza Morawieckiego. Według niego partia Jarosława Kaczyńskiego wyczerpała swoją formułę, jest „siermiężna” i wymaga głębokiej przebudowy. Trudno jednak nie zauważyć, że podobne diagnozy Kukiz stawiał już wielokrotnie wobec różnych środowisk politycznych. Zmieniały się jedynie nazwiska tych, którym akurat wróżył świetlaną przyszłość.
Jeszcze bardziej zaskakuje entuzjazm, z jakim były lider ruchu Kukiz’15 ocenia ludzi Morawieckiego. „Jak porównuję czterdziestkę Mateusza z tą resztą, która jest w PiS-ie, to jest potężna różnica, nawet intelektualna. To są ludzie, którzy mają coś do powiedzenia, którzy w pierwszej kolejności słuchają sumienia, a nie głosu wodza” – przekonuje. To bardzo odważna teza, zwłaszcza jeśli przypomnieć, że wielu z tych polityków przez lata współtworzyło właśnie ten sam PiS, który dziś Kukiz określa mianem partii „siermiężnej”. Czy nagle stali się inni tylko dlatego, że znaleźli się w konflikcie z Jarosławem Kaczyńskim?
Nie sposób oprzeć się wrażeniu, że Kukiz znów próbuje wyczuć kierunek politycznego wiatru. Od początku swojej kariery wielokrotnie zmieniał sojusze i polityczne strategie. Był symbolem antysystemowego buntu, później współpracował z PiS, wspierał rozwiązania proponowane przez rząd, a dziś zdaje się dostrzegać swoją szansę w środowisku Morawieckiego. W efekcie coraz trudniej odpowiedzieć na pytanie, jakie poglądy naprawdę reprezentuje. Stałe pozostaje jedynie jedno – gotowość do odnalezienia się w nowej konfiguracji politycznej.
Równie niejednoznacznie brzmią jego przewidywania dotyczące przyszłości prawicy. Z jednej strony przekonuje, że wyjście Morawieckiego ze „starego PiS” „przysłuży się Polsce”, z drugiej niemal natychmiast dodaje, że przed wyborami możliwe jest ponowne zjednoczenie obu środowisk. „Nie wykluczam sytuacji, gdzie dojdą do wniosku, że opłaca się wszystkim startować z jednej listy, ponieważ metoda D’Hondta promuje duże organizmy partyjne” – argumentuje. Trudno nie zauważyć sprzeczności. Jeśli nowa formacja ma być odpowiedzią na słabości PiS, dlaczego miałaby po kilku miesiącach wrócić do punktu wyjścia?
W rzeczywistości Kukiz nie przedstawia żadnej spójnej wizji przebudowy polskiej sceny politycznej. Zamiast tego snuje rozważania o możliwych koalicjach, nowych liderach i przyszłych układach. To bardziej polityczna publicystyka niż program. Łatwo jest mówić o „nowoczesnej europejskiej prawicy”, znacznie trudniej odpowiedzieć na pytanie, czym miałaby się ona różnić od ugrupowania, które jeszcze do niedawna współtworzyli ci sami ludzie.
Cała ta historia pokazuje również słabość samego obozu prawicy. Zamiast dyskusji o gospodarce, bezpieczeństwie czy demografii opinia publiczna od tygodni obserwuje niekończące się spekulacje o rozłamach, nowych partiach i personalnych ambicjach. Kukiz wpisuje się w ten spektakl, dokładając kolejne prognozy i polityczne scenariusze, zamiast proponować konkretne rozwiązania.
Być może właśnie dlatego jego kolejne deklaracje nie wywołują już takiego zainteresowania jak przed dekadą. Polityk, który miał zmienić zasady gry, coraz częściej sprawia wrażenie uczestnika nieustannego castingu do następnego projektu politycznego. Dziś widzi swoją szansę w środowisku Mateusza Morawieckiego. Jutro może uznać, że przyszłość należy do kogoś innego. Problem polega na tym, że wyborcy coraz rzadziej szukają polityków, którzy potrafią odnaleźć się w każdej sytuacji. Znacznie bardziej cenią tych, którzy potrafią pozostać wierni własnym przekonaniom.











