Jeszcze niedawno Prawo i Sprawiedliwość wydawało się partią niemal niezniszczalną. Dziś kolejne sondaże pokazują jednak coś zupełnie innego – ugrupowanie Jarosława Kaczyńskiego nie tylko traci wyborców, ale zaczyna przegrywać walkę o własne polityczne zaplecze. Najnowsze badanie IBRiS dla Polsat News jest kolejnym sygnałem alarmowym. PiS może liczyć już tylko na 16,9 proc. poparcia, podczas gdy Koalicja Obywatelska osiąga 27,5 proc. To przepaść, której jeszcze rok temu mało kto się spodziewał.
Jeszcze bardziej wymowne są jednak szczegóły sondażu. Nie chodzi wyłącznie o spadek poparcia, lecz o kierunek, w którym uciekają wyborcy. Coraz większym problemem PiS staje się Mateusz Morawiecki i jego środowisko Rozwój Plus. Według badania aż 40,6 proc. wyborców PiS deklaruje, że gdyby ich partia nie startowała w wyborach, zagłosowałoby właśnie na ugrupowanie byłego premiera. To polityczny koszmar dla Jarosława Kaczyńskiego.
Jeszcze niedawno prezes PiS mógł przedstawiać każdy konflikt wewnętrzny jako drobne nieporozumienie. Dziś nie ma już takiego komfortu. Rozłam stał się faktem, a nowa inicjatywa Morawieckiego zaczyna funkcjonować jako realna alternatywa dla części prawicowego elektoratu. Sondaż pokazuje również, że 21 proc. ankietowanych deklaruje gotowość oddania głosu na partię Morawieckiego, wybierając odpowiedź „zdecydowanie tak” lub „raczej tak”. To wynik, którego nie sposób zlekceważyć.
Największym problemem PiS nie jest jednak sam Morawiecki. Jest nim zmęczenie własnym stylem uprawiania polityki. Przez osiem lat rządów partia budowała przekonanie, że jest jedynym gwarantem stabilności państwa. Tymczasem po utracie władzy wyborcy obserwują przede wszystkim niekończące się wojny personalne, wzajemne oskarżenia i walkę o polityczne przetrwanie.
Jeszcze kilka miesięcy temu politycy PiS zapewniali, że partia pozostaje zjednoczona. Dziś te deklaracje brzmią jak ponury żart. Kolejne odejścia, publiczne konflikty i budowanie nowych środowisk pokazują, że fundament, na którym przez lata opierało się ugrupowanie Kaczyńskiego, zwyczajnie pęka.
Wyniki badania są również ciekawą odpowiedzią na narrację, zgodnie z którą wyborcy prawicy nie mają dokąd odejść. Okazuje się, że mają. Część wybiera Konfederację, część spogląda w stronę Morawieckiego, inni po prostu rezygnują z udziału w politycznej wojnie prowadzonej przez dawnych liderów Zjednoczonej Prawicy. To właśnie dlatego PiS nie tylko traci poparcie, ale traci monopol na reprezentowanie konserwatywnego elektoratu.
Nie można też zapominać, że obecny kryzys nie spadł na partię z nieba. Jest konsekwencją wielu lat centralizacji władzy, eliminowania samodzielnych polityków oraz przekonania, że lojalność wobec kierownictwa jest ważniejsza od kompetencji. Gdy wszystko działało, taki model wydawał się skuteczny. Gdy przyszła porażka wyborcza, okazało się, że zamiast silnej drużyny pozostał zbiór skonfliktowanych frakcji.
Paradoksalnie największym przeciwnikiem PiS nie jest dziś Donald Tusk ani Koalicja Obywatelska. Jest nim własna przeszłość. Osiem lat sprawowania pełni władzy pozostawiło po sobie nie tylko polityczne sukcesy, ale również ogromny bagaż sporów, kontrowersji i niewyjaśnionych decyzji. Im więcej czasu mija od utraty rządów, tym częściej dawni współpracownicy zaczynają mówić o kulisach funkcjonowania partii. To proces, którego nie da się zatrzymać konferencjami prasowymi ani kolejnymi oskarżeniami pod adresem przeciwników.
Sondaże nie rozstrzygają wyborów, ale bardzo często pokazują kierunek zmian. A ten wydaje się dla PiS wyjątkowo niekorzystny. Partia, która przez lata dominowała na prawicy, coraz częściej musi oglądać się nie tylko na Koalicję Obywatelską, lecz także na konkurentów wywodzących się z własnego obozu. Rozpad monopolu na prawicy staje się faktem.
Największym problemem Jarosława Kaczyńskiego jest dziś to, że wyborcy przestali wierzyć, iż tylko PiS może reprezentować ich poglądy. Gdy znika poczucie politycznej wyjątkowości, pozostaje zwykła konkurencja. A tej Prawo i Sprawiedliwość od dawna nie musiało prowadzić. Teraz będzie musiało nauczyć się jej od nowa – o ile nie okaże się, że na tę lekcję jest już po prostu za późno.










