Decyzja prezydenta Karola Nawrockiego o zastosowaniu prawa łaski wobec kilku osób wywołała polityczną burzę. Samo korzystanie z prerogatywy prezydenckiej nie jest niczym nadzwyczajnym – Konstytucja daje głowie państwa takie uprawnienie. Jednak każda decyzja tego rodzaju niesie również silny przekaz polityczny. I właśnie ten przekaz budzi dziś największe kontrowersje.
Mecenas Roman Giertych nie krył oburzenia. W swoim wpisie ocenił, że prezydent nie podważył jego osoby, lecz autorytet całego wymiaru sprawiedliwości. „Dzisiaj Karol Nawrocki nie napluł na mnie. (…) On napluł na wymiar sprawiedliwości mówiąc, że jego kumple mogą się czuć bezpieczni” – napisał poseł KO. To mocne słowa, ale trudno odmówić im politycznej logiki. Każde ułaskawienie osoby prawomocnie skazanej rodzi pytanie, czy państwo nie wysyła sygnału, że wyroki sądów mogą zostać unieważnione decyzją polityczną.
Szczególne emocje budzi ułaskawienie Piotra Staruchowicza „Starucha”, jednego z najbardziej rozpoznawalnych liderów środowiska kibicowskiego Legii Warszawa. Prezydent darował mu środek karny w postaci zakazu stadionowego oraz zarządził zatarcie skazania. Można oczywiście argumentować, że człowiek zasługuje na drugą szansę. Można wskazywać na pozytywne opinie środowiskowe czy ustabilizowane życie. Ale równie zasadne jest pytanie, dlaczego właśnie ta sprawa została uznana za wymagającą wyjątkowej interwencji głowy państwa.
Prawo łaski ma charakter nadzwyczajny. Nie powinno być odbierane jako narzędzie budowania politycznych sympatii ani gest wobec środowisk, które stanowią ważną część zaplecza ideowego którejkolwiek ze stron sporu. Gdy pojawia się takie wrażenie, cierpi nie tylko autorytet prezydenta, lecz także zaufanie obywateli do instytucji państwa.
Giertych poszedł jeszcze dalej. Uznał, że decyzja Nawrockiego oznacza „wypowiedzenie wojny wymiarowi sprawiedliwości” i stwierdził, że „nasza walka o Polskę sprawiedliwą, praworządną, respektującą wymiar sprawiedliwości” nie zakończy się, dopóki obecny prezydent sprawuje urząd. Niezależnie od tego, czy ktoś podziela tak ostrą ocenę, trudno zaprzeczyć, że kolejne decyzje dotyczące prawa łaski stają się elementem politycznego konfliktu zamiast budować autorytet urzędu.
Jeszcze większe emocje wywołał fragment wpisu poświęcony Krzysztofowi Stanowskiemu. Giertych zarzucił twórcy Kanału Zero, że „nie może dzisiaj ukryć satysfakcji, że przestępca uniknął kary”. To pokazuje, jak głęboko spór o praworządność przeniknął już nie tylko do świata polityki, ale także mediów i opiniotwórców. Każdy komentarz natychmiast staje się deklaracją przynależności do jednego z dwóch obozów.
Nie zmienia to jednak zasadniczego problemu. Państwo prawa opiera się na przekonaniu, że o winie i karze rozstrzygają niezależne sądy. Prezydent posiada konstytucyjne prawo łaski, ale korzystanie z niego powinno być wyjątkowe i szczególnie starannie uzasadnione. Im bardziej decyzje te są odbierane jako motywowane politycznie, tym większe szkody ponosi zaufanie obywateli do instytucji państwa.
Mec. Giertych zapowiedział również, że celem jego środowiska powinno być odsunięcie Karola Nawrockiego od urzędu poprzez postawienie go przed Trybunałem Stanu po wyborach parlamentarnych. „To musi być nasz cel” – napisał. Jest to oczywiście deklaracja polityczna, której realizacja zależy od przyszłych decyzji wyborców i parlamentu. Pokazuje jednak skalę konfliktu, jaki już na początku prezydentury narasta wokół głowy państwa.
Karol Nawrocki obejmował urząd z deklaracją, że będzie prezydentem wszystkich Polaków. Tymczasem kolejne decyzje sprawiają, że coraz częściej postrzegany jest jako aktywny uczestnik politycznego sporu. A prezydent, który zamiast łagodzić podziały staje się ich symbolem, osłabia nie tylko własny autorytet. Osłabia także urząd, który powinien stać ponad bieżącą walką partyjną. W demokratycznym państwie właśnie zaufanie do prawa i jego bezstronności jest wartością, której nie warto poświęcać nawet dla najbardziej efektownego politycznego gestu.










