Prawo i Sprawiedliwość najwyraźniej weszło w fazę produkowania pomysłów, których głównym zadaniem jest zwrócenie na siebie uwagi. Najnowszy przykład? Zapowiedź deportowania z Polski niepracujących legalnie Ukraińców w wieku poborowym. To kolejny kuriozalny, nieprzemyślany i potencjalnie fatalny pomysł partii Jarosława Kaczyńskiego. Pomysł, który rodzi więcej pytań, niż daje odpowiedzi.
Propozycję przedstawił europoseł Tobiasz Bocheński podczas konferencji programowej PiS „Ku nowemu rządowi”. Jeżeli partia wróci do władzy, mężczyźni z Ukrainy w wieku poborowym, którzy nie pracują legalnie w Polsce, mieliby zostać deportowani.
Proste? Tylko na konferencji prasowej.
Bo natychmiast pojawia się pytanie: na jakiej podstawie prawnej Polska miałaby deportować człowieka tylko dlatego, że jest Ukraińcem w wieku poborowym i nie pracuje legalnie? Co z osobami uczącymi się, utrzymywanymi przez rodzinę albo posiadającymi inne legalne źródło utrzymania? Co z ludźmi niezdolnymi do służby wojskowej? I wreszcie: czy Polska ma sprawdzać, kto zgodnie z ukraińskim prawem rzeczywiście podlega mobilizacji? PiS najwyraźniej uznał, że takimi drobiazgami będzie można martwić się później.
Jarosław Kaczyński przedstawił natomiast całą operację jako gest solidarności z Kijowem. – To jest pomoc dla Ukrainy, jeżeli chodzi o mobilizację – przekonywał.
To dopiero osobliwa konstrukcja. Polska miałaby wyłapywać określoną kategorię ukraińskich obywateli, deportować ich, a następnie przedstawiać to jako pomoc dla Ukrainy w uzupełnianiu armii. Państwo polskie zostałoby w praktyce wciągnięte w realizowanie polityki mobilizacyjnej innego kraju.
Jeszcze ciekawsze jest uzasadnienie Kaczyńskiego. – Jeżeli druga strona to planuje, podobno po wyborach w Rosji przeprowadzić mobilizację, to trzeba skądś do tego ludzi brać, a z tym jest duży kłopot na Ukrainie – tłumaczył.
Słowo „podobno” robi tutaj ogromne wrażenie. Mówimy przecież o pomyśle dotyczącym potencjalnie bardzo poważnych decyzji państwa wobec ludzi przebywających w Polsce. Tymczasem prezes największej partii opozycyjnej uzasadnia go między innymi informacją, że Rosja „podobno” coś planuje.
Tak ma wyglądać program przyszłego rządu?
Równie zastanawiające są słowa rzecznika PiS Rafała Bochenka. – Mężczyźni niepracujący w naszym kraju powinni pracować i działać na froncie, bo tam jest ich ojczyzna – powiedział.
Ale od kiedy polska partia polityczna decyduje, że obywatel innego państwa „powinien działać na froncie”? Polska może określać warunki legalnego pobytu cudzoziemców na swoim terytorium. To oczywiste. Czym innym jest jednak polityka migracyjna, a czym innym sugerowanie, gdzie cudzoziemiec powinien walczyć.
Za całą sprawą widać zresztą problem, który coraz bardziej ciąży PiS: paniczne oglądanie się na Konfederację. Kaczyński zapewnia wprawdzie, że „niespecjalnie obserwuje to, co robi Konfederacja”, ale trudno nie dostrzec, że kolejne propozycje jego partii coraz częściej brzmią tak, jakby powstawały właśnie z myślą o odzyskaniu najbardziej radykalnego wyborcy.
Prezes PiS mówi o konkurentach z wyższością: – To są panie i panowie, którzy nigdy nie rządzili, nawet na niskim poziomie, i którzy są takimi recenzentami.
Tyle że to właśnie brak doświadczenia Konfederacji powinien być przewagą PiS. Partia, która rządziła Polską przez osiem lat, powinna przedstawiać rozwiązania bardziej odpowiedzialne, precyzyjne i możliwe do wykonania. Tymczasem zaczyna zachowywać się jak ugrupowanie protestu, które rzuca efektowne hasło, a szczegółami zajmie się później.
I to jest największy problem tego pomysłu. Nie chodzi o to, że państwo nie ma prawa wymagać od cudzoziemców przestrzegania zasad pobytu czy podejmować decyzji deportacyjnych w przypadkach przewidzianych prawem. Ma.
Ale odpowiedzialna polityka wymaga czegoś więcej niż hasła: „nie pracujesz, jesteś w wieku poborowym – wyjeżdżasz”.
PiS przedstawia konferencję pod hasłem „Ku nowemu rządowi”. Jeśli takie pomysły mają być zapowiedzią sposobu sprawowania przyszłej władzy, nazwa rzeczywiście brzmi niepokojąco. Bo zamiast programu otrzymujemy kolejne polityczne fajerwerki – głośne, efektowne i gasnące dokładnie w chwili, gdy zaczyna się zadawać konkretne pytania.











