To miał być świat, w którym prawica przepisała Polakom najnowszą historię. Lech Kaczyński miał zostać symbolem wielkiej prezydentury, Andrzej Duda jej godnym kontynuatorem, a Karol Nawrocki – nową nadzieją obozu PiS. Tymczasem najnowszy sondaż United Surveys by IBRiS dla Wirtualnej Polski przynosi Jarosławowi Kaczyńskiemu wiadomość wyjątkowo nieprzyjemną. Polacy najwyżej oceniają Aleksandra Kwaśniewskiego. I robią to w sposób, który trudno nazwać inaczej niż nokautem.
Na Kwaśniewskiego jako najlepszego prezydenta III RP wskazuje aż 44,7 proc. badanych. Drugi Lech Kaczyński dostaje 14,2 proc. Karol Nawrocki – 12,3 proc. Różnica jest więc gigantyczna.
Można oczywiście powiedzieć, że sondaże są tylko fotografią społecznych nastrojów. Ale właśnie dlatego ten wynik jest dla PiS tak dotkliwą porażką wizerunkową. Partia Kaczyńskiego przez lata prowadziła bowiem nie tylko walkę polityczną, ale także wielką operację na pamięci historycznej. Jej własna opowieść miała stworzyć zupełnie nową hierarchię prezydentów III RP.
Najwyraźniej Polacy tej hierarchii nie kupili.
Najbardziej bolesny musi być rezultat Andrzeja Dudy. Dziesięć lat w Pałacu Prezydenckim, niezliczone przemówienia, uroczystości, podróże zagraniczne i wielka partyjna machina przekonująca, że oto mamy do czynienia z prezydenturą historyczną. A na końcu – 2,1 proc.
To nie literówka. Dwa przecinek jeden procent.
Bronisław Komorowski, którego prezydenturę prawica przez lata przedstawiała niemal jako serię gaf przerywanych od czasu do czasu oficjalnymi uroczystościami, zdobywa 5,3 proc. wskazań. Ponad dwa razy więcej niż Duda.
Dla PiS trudno o bardziej złośliwy komentarz wyborców.
Jeszcze ciekawszy jest przypadek Karola Nawrockiego. Urzędujący prezydent zajmuje trzecie miejsce z wynikiem 12,3 proc. Na pierwszy rzut oka można byłoby uznać to za sukces. Problem w tym, że Nawrocki jest obecnie politykiem znajdującym się w centrum zainteresowania mediów, korzystającym z całej potęgi urzędu oraz świeżości politycznej. A mimo to do Kwaśniewskiego traci ponad 32 punkty procentowe.
To przepaść.
PiS może pocieszać się drugim miejscem Lecha Kaczyńskiego. Jego wynik – 14,2 proc. – pokazuje, że pozostaje ważną postacią dla znaczącej części społeczeństwa. Tyle tylko, że nawet on przegrywa z Kwaśniewskim ponad trzykrotnie.
I właśnie to jest politycznie najbardziej interesujące.
Aleksander Kwaśniewski jest przecież człowiekiem wywodzącym się z obozu, który PiS od lat przedstawia jako symbol wszystkiego, co miało być w III RP złe: postkomunizmu, układów, elit transformacji i politycznego establishmentu. Tymczasem po latach tej propagandy niemal połowa badanych mówi: najlepszym prezydentem był właśnie Kwaśniewski.
Być może dlatego, że wyborcy pamiętają rzeczy prostsze niż partyjne narracje. Pamiętają wejście Polski do NATO i Unii Europejskiej. Pamiętają prezydenta, który – niezależnie od wszystkich jego wad, błędów i kompromitacji – próbował być głową państwa, a nie przewodniczącym kolejnego partyjnego okopu.
Wynik sondażu pokazuje też coś jeszcze. Polacy najwyraźniej nie oceniają prezydentów według tego, jak długo ich nazwiska wiszą na partyjnych sztandarach.
PiS może przez lata budować pomniki, organizować rocznice i przekonywać, że jego politycy zapisali najpiękniejsze karty najnowszej historii. Ale pamięć społeczna rządzi się własnymi prawami.
A liczby są wyjątkowo złośliwe.
Kwaśniewski – 44,7 proc. Lech Kaczyński – 14,2. Nawrocki – 12,3. Duda – 2,1.
Dla partii, która od kilkunastu lat próbuje przekonać Polaków, że to właśnie ona posiada monopol na patriotyzm, państwowość i właściwe rozumienie historii, trudno wymyślić bardziej dotkliwy wizerunkowy policzek.











