Jeszcze niedawno Krzysztof Sobolewski należał do najbliższego politycznego otoczenia Jarosława Kaczyńskiego. Był sekretarzem generalnym PiS, człowiekiem od partyjnej kuchni, jednym z tych działaczy, którzy znali mechanizmy Nowogrodzkiej od podszewki. Dziś ten dawny pupil prezesa ma być – jak opisują media – „na wylocie” z partii i coraz wyraźniej spoglądać w stronę Mateusza Morawieckiego. Trudno o lepszy symbol tego, czym stało się Prawo i Sprawiedliwość po utracie władzy: partią, w której dawni wierni zaczynają szukać nowego patrona, zanim stary ostatecznie straci kontrolę.
„Niegdyś jeden z najwierniejszych ludzi Jarosława Kaczyńskiego, były sekretarz generalny partii, który zna ją na wylot, jest teraz sam na wylocie z PiS” – napisał „Newsweek” o Sobolewskim. Jeszcze ciekawszy jest komentarz jednego z polityków PiS: „To przykre, ale ‘Sobol’ od dawna jest już zapatrzony w Morawieckiego”. Trudno o bardziej brutalne podsumowanie partyjnych relacji. W PiS najwyraźniej nie ma już trwałych lojalności. Są tylko aktualne układy sił.
I właśnie dlatego historia Sobolewskiego jest tak interesująca. Człowiek, który przez lata należał do partyjnego establishmentu Kaczyńskiego, miałby dziś przejść do środowiska Morawieckiego. Według „Newsweeka” w PiS panuje przekonanie, że „jest kwestią czasu, aż Sobolewski zmieni barwy z PiS na Rozwój Plus”. Jeśli rzeczywiście tak się stanie, będzie to kolejny dowód na to, że obóz Kaczyńskiego przestaje być monolitem, a dawni funkcjonariusze partyjnej centrali zaczynają obstawiać przyszłych zwycięzców.
Nie chodzi przy tym tylko o Sobolewskiego. W tle jest żona byłego sekretarza generalnego PiS, Sylwia Sobolewska, która pojawiła się na grillu organizowanym przez Mateusza Morawieckiego i jego stowarzyszenie Rozwój Plus. Sam grill może oczywiście niczego nie przesądzać, ale w polityce takie gesty rzadko są całkowicie niewinne. Zwłaszcza gdy towarzyszą im informacje o możliwym transferze jednego z najbardziej rozpoznawalnych dawnych działaczy aparatu partyjnego.
Kaczyński ma więc problem podwójny. Po pierwsze, traci ludzi, których sam przez lata wynosił na wysokie stanowiska. Po drugie, traci ich na rzecz Morawieckiego – polityka, którego środowisko coraz wyraźniej próbuje budować własne zaplecze poza ścisłą kontrolą prezesa PiS. To szczególnie bolesne dla lidera, który całe życie polityczne budował na osobistej lojalności i przekonaniu, że partia ma tylko jedno centrum dowodzenia.
Morawiecki z kolei też nie ma powodów do przesadnej dumy. Jeśli jego nowy projekt ma być budowany głównie z ludzi wyciąganych z PiS, to trudno mówić o wielkiej politycznej odnowie. To raczej recykling starej kadry niż tworzenie nowej jakości. Były premier może mówić o modernizacji prawicy, nowych ideach i świeżym otwarciu, ale jeśli fundamentem Rozwoju Plus mają być byli partyjni aparatczycy, obraz robi się znacznie mniej efektowny.
W tym wszystkim najbardziej kompromituje się jednak samo PiS. Partia, która przez lata mówiła o jedności, dyscyplinie i wspólnocie wartości, dziś wygląda jak środowisko przygotowujące się do sukcesji po Kaczyńskim. Jedni zostają przy prezesie, inni patrzą na Morawieckiego, kolejni czekają, kto pierwszy osłabnie.
A Sobolewski? Jeśli rzeczywiście przejdzie do Morawieckiego, będzie to ruch niezwykle symboliczny. Dawny pupil Kaczyńskiego zmieni politycznego patrona, pokazując przy okazji, ile warte są partyjne deklaracje o wierności.
W PiS zaczyna obowiązywać prosta zasada: póki Kaczyński jest silny, wszyscy są lojalni. Gdy słabnie – każdy zaczyna rozglądać się za nowym panem.











