Marcin Romanowski miał zapewne nadzieję, że czas będzie działał na jego korzyść. Że polityczny azyl, zagraniczne schronienie i przeciągające się procedury pozwolą mu przeczekać najgorsze. Tymczasem wygląda na to, że dzieje się dokładnie odwrotnie. Z każdym kolejnym miesiącem były wiceminister sprawiedliwości ma coraz mniej komfortu, coraz więcej ograniczeń i coraz poważniejszy problem z odpowiedzią na proste pytanie: skoro uważa zarzuty za politycznie motywowane i bezpodstawne, dlaczego nie chce skonfrontować się z nimi przed sądem?
Tomasz Siemoniak, minister koordynator służb specjalnych, przedstawił sytuację Romanowskiego w sposób wyjątkowo sugestywny. „Marcin Romanowski jest aktywnie poszukiwany. Minister Żurek aktywnie działa. Romanowski jest w dramatycznie trudnej sytuacji, nie dzwoni, nie przemieszcza się, nie korzysta z kart płatniczych, zostały mu cofnięte węgierskie papiery. Prędzej czy później wpadnie i zostanie ściągnięty do Polski” – mówił w TVN24. Aktualne doniesienia potwierdzają, że były wiceminister jest poszukiwany, a jego obecne miejsce pobytu pozostaje nieznane.
Trudno uznać taki opis za obraz człowieka, który odniósł polityczne zwycięstwo nad „reżimem”, jak swoje problemy prawne lubią przedstawiać politycy dawnej Suwerennej Polski. Bardziej przypomina to życie człowieka, który musi uważać na telefon, płatność kartą i przekroczenie granicy. To dość wysoka cena za demonstracyjne unikanie polskiego wymiaru sprawiedliwości.
Romanowski ma prawo twierdzić, że jest niewinny. Jego obrońcy mają prawo kwestionować zarzuty prokuratury. I właśnie dlatego najrozsądniejsze są słowa Siemoniaka: „Jest domniemanie niewinności, nikt nie mówi, że Romanowski jest winny, ale niech się broni przed sądem, a nie chwyta się sztuczek i ucieczek do Orbana”.
Sedno sprawy jest właśnie tutaj. Domniemanie niewinności nie oznacza prawa do wybierania sobie państwa, w którym chce się odpowiadać przed wymiarem sprawiedliwości. Nie oznacza również możliwości uznania każdego niekorzystnego działania prokuratury lub sądu za polityczne prześladowanie.
Prokuratura Krajowa ogłosiła Romanowskiemu w październiku 2024 roku 11 zarzutów dotyczących nieprawidłowości przy Funduszu Sprawiedliwości. Obejmują one między innymi podejrzenie udziału w zorganizowanej grupie przestępczej oraz działań dotyczących konkursów finansowanych z funduszu. Są to zarzuty prokuratury, a nie prawomocne rozstrzygnięcia sądu.
Tym bardziej Romanowski powinien być zainteresowany procesem, jeśli uważa oskarżenia za absurdalne.
Zamiast tego obserwujemy kolejne etapy polityczno-prawnego serialu. Pierwszy europejski nakaz aresztowania został uchylony w grudniu 2025 roku, ale w lutym 2026 roku sąd ponownie wydał ENA. Na początku sierpnia sąd odmówił jego uchylenia, więc nakaz nadal obowiązuje. To ważne, bo pokazuje, że sytuacja byłego wiceministra nie zmierza w stronę uspokojenia. Przeciwnie – komplikuje się.
Romanowski może oczywiście jeszcze długo przedstawiać się jako ofiara politycznych prześladowań. Tyle że im dłużej pozostaje poza Polską i im bardziej spektakularne stają się zabiegi związane z unikaniem zatrzymania, tym trudniej przekonywać opinię publiczną, że chodzi wyłącznie o heroiczną walkę o praworządność.
Największym przeciwnikiem Romanowskiego może się więc okazać nie Siemoniak, Żurek czy prokuratura, ale czas. Każdy kolejny miesiąc zamiast zamykać sprawę, przynosi nowe komplikacje. Europejski nakaz aresztowania pozostaje w mocy, służby deklarują aktywne poszukiwania, a bezpieczna polityczna przystań wygląda na coraz mniej bezpieczną.
Można uciekać od prokuratora. Można próbować uciekać od sądu. Znacznie trudniej jednak bez końca uciekać od własnej sprawy.











