Karol Nawrocki bardzo lubi mówić o bezpieczeństwie, suwerenności i konieczności wzmacniania polskiej armii. Gorzej, gdy trzeba przejść od wielkich słów do praktycznej współpracy z rządem. Wtedy prezydencka retoryka coraz częściej zderza się z polityczną rzeczywistością. Dlatego słowa wiceminister obrony Magdaleny Sobkowiak-Czarneckiej, choć złośliwe, trafiają w sedno: bezpieczeństwa państwa nie da się budować na ciągłym sporze i odruchowym wetowaniu wszystkiego, co nie wyszło z własnego obozu politycznego.
Podczas wystąpienia wiceminister zwróciła uwagę na rzecz podstawową: skoro przedsięwzięcia obronne są realizowane zgodnie z planem, bez awarii, bez gwałtownego zrywania kontraktów i bez chaosu organizacyjnego, to trudno udawać, że jedyną właściwą postawą prezydenta jest nieustanna kontestacja.
„Pan prezydent może w końcu zmienić zdanie i zacznie nas popierać w tych dobrych ideach” – powiedziała Sobkowiak-Czarnecka. I dodała: „To, że ten projekt jest wykonywany w terminie, to, że możemy z dumą powiedzieć, że tym razem nie ma żadnych awarii, żadnych zmian planu, nagłych zrywań kontraktów, to najlepszy dowód na to, że w zgodzie możemy więcej”.
Trudno się z tym nie zgodzić. Obronność nie powinna być kolejnym polem partyjnej wojny. Tymczasem Nawrocki zbyt często zachowuje się tak, jakby jego podstawowym zadaniem było udowodnienie, że rząd nie może mieć racji nawet wtedy, gdy ją ma. To polityka efektowna dla najtwardszego elektoratu, ale znacznie mniej użyteczna z punktu widzenia państwa.
Wiceminister słusznie przypomniała również, że samo powtarzanie hasła o wydatkach na poziomie 5 proc. PKB nie rozwiązuje wszystkich problemów. „Panie prezydencie, 5 proc. PKB na obronność – tak, ale współpraca ponad podziałami związana z bezpieczeństwem to też wspólne działanie, żeby funduszy na bezpieczeństwo było jak najwięcej” – podkreśliła.
I właśnie tutaj pojawia się zasadniczy problem Nawrockiego. Łatwo jest domagać się rekordowych wydatków. Trudniej zaakceptować mechanizmy finansowania, które proponuje rząd, zwłaszcza gdy pochodzą one z europejskich instrumentów. Tymczasem bezpieczeństwo kosztuje i jeżeli można pozyskać dodatkowe środki na modernizację armii czy rozwój przemysłu obronnego, odrzucanie ich wyłącznie dlatego, że nie pasują do politycznej narracji prawicy, byłoby zwyczajnie nierozsądne.
Sobkowiak-Czarnecka wskazała przy tym konkretny przykład: budowany w stoczni Okręt Ratownik finansowany z mechanizmu SAFE. „Mam nadzieję, że pan prezydent może w końcu zmienić zdanie i zacznie nas popierać w tych dobrych ideach” – mówiła.
Najbardziej celne było jednak jej ostatnie zdanie: „Miarą odwagi jest kontynuowanie tego, co robią poprzednicy, ale miarą odwagi jest też nie wetowanie wszystkiego, tylko dobre decyzje dla dobra Polski”.
To zdanie Nawrocki powinien sobie zapamiętać.
Prezydent nie jest liderem opozycji z prawem weta. Jest głową państwa, która w sprawach bezpieczeństwa powinna umieć wyjść poza partyjny interes. Jeśli coś działa, jeśli inwestycje są realizowane, jeśli wojsko otrzymuje potrzebny sprzęt, a Polska może pozyskać dodatkowe finansowanie, polityczna przekora nie może być argumentem przeciw.
Nawrocki może oczywiście nadal budować wizerunek twardego przeciwnika rządu. Tyle że bezpieczeństwo państwa wymaga czegoś więcej niż twardej miny i kolejnych konfliktów. Wymaga odpowiedzialności, przewidywalności i zdolności do współpracy.
I w tej sprawie Magdalena Sobkowiak-Czarnecka ma po prostu rację.











