Święto Wojska Polskiego powinno być jednym z tych dni, w których polityka ustępuje miejsca państwu. Tymczasem Karol Nawrocki po raz kolejny pokazał, że nawet wojskową uroczystość potrafi potraktować jak scenę do partyjnego wystąpienia. Joanna Szczepkowska zareagowała ostro, miejscami brutalnie, ale w zasadniczej kwestii trafiła w punkt: prezydent nie powinien wykorzystywać armii do prowadzenia własnej wojny politycznej.
„Wojsko i jego święto. Defilada pod hasłem »Polska SAFE – Bezpieczna Polska«. Stoją żołnierze na baczność i słuchają. I wchodzi na trybunę »zwierzchnik sił zbrojnych« i zaprzecza wartości tego hasła” – napisała Szczepkowska.
Trudno nie zauważyć paradoksu. Prezydent, który powinien być symbolem ciągłości państwa i zwierzchnikiem wszystkich żołnierzy, wykorzystuje uroczystość do podważania programu, który rząd przedstawia jako jeden z filarów wzmacniania polskiej obronności. Można SAFE krytykować. Można pytać o warunki finansowania, polityczne konsekwencje czy zakres europejskiej współpracy. Ale Święto Wojska Polskiego nie jest partyjną konwencją.
Szczepkowska pyta: „Czy można sobie wyobrazić coś groźniejszego niż sianie wątpliwości w żołnierzach? Polityczne przeciąganie na swoją stronę?”. To mocne słowa, ale dotykają istoty problemu. Armia nie może stać się publicznością w sporze Pałacu Prezydenckiego z rządem. Żołnierze nie są elektoratem zgromadzonym pod sceną. Prezydent powinien ich jednoczyć wokół państwa, a nie wpisywać w konflikt polityczny.
Jeszcze celniejsza jest uwaga Szczepkowskiej dotycząca stylu Nawrockiego. „Nie mogę patrzeć i słuchać wrzasku Nawrockiego: jego »czołem żołnierze« ma energię kibolskiej agresji” – napisała.
Można dyskutować, czy „kibolska agresja” nie jest określeniem przesadzonym. Ale trudno zaprzeczyć, że Nawrocki najwyraźniej wierzy, iż prezydenckość polega na podnoszeniu głosu, demonstracyjnej twardości i mnożeniu patriotycznych gestów. Tymczasem państwowa powaga nie potrzebuje decybeli. Czasem największą siłę pokazuje ten, kto mówi spokojnie.
Najbardziej bolesna dla prezydenta powinna być jednak krytyka historyczna. Szczepkowska zarzuciła mu, że w swoim przemówieniu przedstawił hasło „Bóg, honor, ojczyzna” jako odwieczny element polskiej tradycji wojskowej. „To kłamstwo. Pan Nawrocki, który na ciebie wrzeszczy o patriotyzmie, nie ma pojęcia nie tylko o SAFE, ale nawet o historii polskiego sztandaru” – napisała.
Jeżeli polityk przedstawia się jako historyk, powinien szczególnie uważać na historyczne skróty i patriotyczne legendy. Tym bardziej prezydent. Historia nie jest magazynem efektownych haseł, które można wyjąć przed mikrofonem, gdy pasują do przemówienia.
Szczepkowska kończy brutalnie: „Nawrocki do podstawówki!”. Forma jest zaczepna, ale pytanie pozostaje poważne: czy prezydent rzeczywiście musi każdą uroczystość zamieniać w demonstrację własnej politycznej tożsamości?
Karol Nawrocki powinien zrozumieć, że urząd prezydenta nie jest kolejną trybuną kampanijną. Zwierzchnik Sił Zbrojnych powinien tonować konflikty, nie je podgrzewać. Powinien przemawiać do całego państwa, a nie do własnej politycznej publiczności.
I właśnie dlatego tym razem więcej państwowego instynktu było w ostrym wpisie Joanny Szczepkowskiej niż w wystąpieniu człowieka stojącego na najwyższej państwowej trybunie.











