Karol Nawrocki może długo opowiadać o konstytucji, odpowiedzialności i ochronie obywateli przed złym prawem. Problem w tym, że przy dystrybutorze wszystkie te wielkie słowa zamieniają się w bardzo prosty rachunek. Kierowca patrzy na cenę litra benzyny i nie interesuje go polityczny teatr między Pałacem Prezydenckim a rządem. Interesuje go, ile zostanie mu w portfelu. I właśnie tutaj Donald Tusk dostał do ręki argument, który dla Nawrockiego jest wyjątkowo niewygodny.
„Od dziś do końca wakacji obniżony VAT na paliwa i ceny regulowane. Byłyby jeszcze niższe i do końca roku, gdyby nie Karol Nawrocki” – napisał premier. I dodał jeszcze mocniej: „Stanął po stronie koncernów paliwowych, które osiągają rekordowe zyski, nie po stronie ludzi”. To oczywiście polityczne oskarżenie, ale tym razem nie jest ono zawieszone w próżni. Rząd wprowadził niższy VAT na paliwa i maksymalne ceny detaliczne, a kierowcy niemal natychmiast zobaczyli różnicę na stacjach. W Warszawie na części z nich benzyna potaniała niemal o złotówkę, a w przypadku Pb98 nawet o ponad 1,20 zł na litrze.
I właśnie tu zaczyna się polityczny problem prezydenta. Nawrocki tłumaczy, że rozwiązania podatkowe forsowane przez rząd budziły poważne wątpliwości konstytucyjne, między innymi z powodu możliwego działania prawa wstecz. To argument, którego nie można po prostu zbyć wzruszeniem ramion. Prezydent ma prawo kontrolować ustawy i ma obowiązek reagować, jeśli uważa, że naruszają one konstytucję. Tyle że polityka nie kończy się na prawniczej opinii. Każda decyzja ma swoje skutki, a w tym przypadku bardzo łatwo wskazać, kto może te skutki odczuć.
Tusk robi więc rzecz politycznie niezwykle skuteczną: sprowadza cały spór do pytania, po czyjej stronie stoi państwo. Po stronie kierowcy, który chce płacić mniej, czy po stronie wielkich koncernów, które dysponują znacznie większą siłą finansową niż przeciętne gospodarstwo domowe? „Stanął po stronie koncernów paliwowych, które osiągają rekordowe zyski, nie po stronie ludzi” – napisał premier i trudno nie zauważyć, że to zdanie trafia w słaby punkt prezydenckiej narracji. Nawrocki chce być politykiem bliskim zwykłym Polakom, ale w tym konkretnym sporze musi tłumaczyć decyzję, która może zostać odebrana jako korzystna przede wszystkim dla wielkich firm.
Rząd tymczasem może pokazać coś znacznie bardziej namacalnego niż konstytucyjną argumentację. Może pokazać ceny na pylonach. Maksymalna cena benzyny Pb95 została ustalona na 6,41 zł, Pb98 na 7,20 zł, a oleju napędowego na 7,37 zł. W praktyce oznacza to dla wielu kierowców realną różnicę przy każdym tankowaniu. Oczywiście można dyskutować, czy regulowanie cen i czasowe obniżanie VAT jest najlepszym rozwiązaniem gospodarczym, ale z punktu widzenia obywatela efekt jest czytelny: płaci mniej. I właśnie dlatego Tusk wygrywa dziś ten spór komunikacyjnie.
Największym problemem Nawrockiego nie jest nawet to, że wszedł w konflikt z rządem. Prezydent i premier mają prawo się różnić. Problem polega na tym, że Pałac Prezydencki po raz kolejny buduje wrażenie, iż bardziej interesuje go polityczna wojna z Tuskiem niż praktyczny rezultat dla obywateli. Jeżeli każda inicjatywa rządu będzie traktowana przede wszystkim jako okazja do demonstracji siły, urząd prezydenta bardzo szybko może przestać być postrzegany jako bezpiecznik systemu, a zacznie wyglądać jak kolejny ośrodek partyjnej opozycji.
Tusk świetnie to rozumie i dlatego nie prowadzi z Nawrockim akademickiej dyskusji. Pokazuje zwykły paragon. Rząd może powiedzieć: obniżyliśmy VAT, ograniczyliśmy ceny, kierowcy płacą mniej. Nawrocki musi odpowiadać, dlaczego jego decyzja utrudniła utrzymanie tych rozwiązań na dłużej. W polityce taki kontrast jest zabójczy, bo wyborcy nie głosują na przypisy do ustaw, tylko na to, co widzą w codziennym życiu.
Prezydent ma prawo mówić o konstytucji. Ma prawo kierować ustawy do Trybunału. Nie może jednak udawać, że te decyzje nie mają ceny. Jeżeli Tusk przekonująco pokaże Polakom, że tę cenę płacą oni przy dystrybutorze, Nawrockiemu nie pomoże nawet najbardziej kunsztowna argumentacja prawna. W tym sporze premier ma bowiem przewagę, której nie da się łatwo zagadać: kierowca widzi ją na ekranie dystrybutora i na paragonie po każdym tankowaniu.











