W sporze o tak zwane lex szarlatan Karol Nawrocki wybrał ruch, który opóźnia wprowadzenie ochrony pacjentów, a jednocześnie rozmywa odpowiedzialność za rozwiązanie problemu. Prezydent skierował nowelizację ustawy o prawach pacjenta do Trybunału Konstytucyjnego, powołując się na wątpliwości dotyczące zakresu regulacji. Radosław Sikorski odpowiedział pytaniem znacznie bardziej praktycznym: czy wobec znachorów i szarlatanów stanowczej nie powinien działać Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów?
To głos wart poparcia, ponieważ sprowadza debatę z poziomu ideologicznych strachów do konkretnych zachowań rynkowych. Jeżeli ktoś sprzedaje preparat, terapię lub usługę, obiecując wyleczenie ciężkiej choroby bez naukowych podstaw, nie prowadzi niewinnej rozmowy o stylu życia. Może wykorzystywać lęk, niewiedzę i desperację chorego. Sikorski trafnie pyta: „Jeśli ktoś obiecuje wyleczyć raka ziółkami, to czy nie jest to także fałszywa reklama produktu?”. Odpowiedź wydaje się oczywista: taka obietnica powinna podlegać surowej kontroli.
Nawrocki przedstawia sprawę tak, jakby rząd wrzucił do jednego worka groźnych oszustów oraz „tysiące polskich firm i osób, zajmujących się zielarstwem, zdrowym odżywianiem czy medycyną komplementarną”. Jeżeli przepisy rzeczywiście są zbyt szerokie lub nieprecyzyjne, wymagają korekty. Prezydent powinien jednak wskazać konkretne artykuły, ryzyka i proponowane zabezpieczenia, zamiast budować sugestię, że państwo zamierza prześladować każdego sprzedawcę rumianku, dietetyka czy osobę korzystającą z uzupełniających metod dbania o zdrowie.
Sedno nie leży w samych ziołach ani w nazwie praktyki. Liczy się twierdzenie składane konsumentowi. Herbata ziołowa sprzedawana jako napój lub środek wspomagający samopoczucie jest czymś innym niż mikstura reklamowana jako zamiennik chemioterapii. Porada żywieniowa nie jest równoznaczna z nakłanianiem chorego do porzucenia leczenia. Prawo powinno umieć odróżniać te sytuacje. Właśnie dlatego propozycja Sikorskiego, by wykorzystać kompetencje UOKiK, jest rozsądna: pozwala skupić się na reklamie, praktykach handlowych i dowodach dotyczących deklarowanej skuteczności.
Prezydent ogłosił własną inicjatywę legislacyjną i zapowiedział zmianę Kodeksu karnego, którą nazwał „realnym, skutecznym i przede wszystkim bezpiecznym dla demokracji rozwiązaniem”. Brzmi efektownie, lecz represja karna zwykle powinna być środkiem ostatecznym. Zanim państwo sięgnie po prokuratora, może nakazać zaprzestanie nieuczciwej reklamy, wymierzyć karę finansową, ostrzec konsumentów, usunąć produkt z rynku albo zobowiązać przedsiębiorcę do sprostowania. UOKiK ma doświadczenie w ocenie praktyk naruszających zbiorowe interesy konsumentów.
Pomysł Nawrockiego rodzi więc paradoks. Prezydent krytykuje ustawę za możliwość zbyt szerokiej ingerencji administracyjnej, a równocześnie proponuje wzmocnienie odpowiedzialności karnej. Kodeks karny jest instrumentem znacznie cięższym niż decyzja regulatora rynku. Jeśli troską głowy państwa naprawdę są uczciwi zielarze i przedsiębiorcy, precyzyjna kontrola konkretnych obietnic marketingowych może chronić ich lepiej niż niejasno sformułowane przestępstwo.
Nie znaczy to, że UOKiK sam rozwiąże cały problem. Potrzebna jest współpraca Rzecznika Praw Pacjenta, organów sanitarnych, samorządów medycznych, prokuratury i platform internetowych. Konieczne są jasne definicje, szybkie procedury oraz możliwość reagowania, zanim pacjent poniesie nieodwracalną szkodę. Ochrona konsumenta i ochrona zdrowia muszą się tutaj uzupełniać.
Sikorski pokazuje właściwy kierunek: rozliczajmy sprawdzalne deklaracje, nie światopoglądy. Nie zakazujmy zielarstwa jako takiego, lecz wymagajmy dowodów od osoby obiecującej leczenie raka. Nie penalizujmy zdrowego odżywiania, ale reagujmy, gdy ktoś przedstawia dietę jako gwarantowane lekarstwo. Taka konstrukcja może być zarazem skuteczna, proporcjonalna i zgodna z konstytucyjną ochroną działalności gospodarczej.
Nawrocki zamiast zatrzymywać regulację powinien doprowadzić do jej szybkiego dopracowania, wykorzystując swoje uwagi oraz pomysł Sikorskiego. Skierowanie ustawy do Trybunału bez równoczesnego zapewnienia natychmiastowej ochrony pozostawia pacjentów na rynku pełnym agresywnych obietnic. Własny projekt prezydenta należy ocenić po treści, nie po uroczystej zapowiedzi.
Każdy miesiąc zwłoki daje kolejnym oszustom czas na zarabianie na strachu pacjentów. Dlatego prezydencka ostrożność nie może oznaczać faktycznej bezczynności państwa w sprawie.
W tej debacie najważniejszy nie jest spór Pałacu Prezydenckiego z rządem, lecz bezpieczeństwo ludzi chorych. Sikorski trafnie przypomina, że szarlatan bywa również sprzedawcą stosującym fałszywą reklamę. Nawrocki komplikuje sprawę, zamiast zaproponować szybkie, precyzyjne i proporcjonalne narzędzia. Pacjent potrzebuje ochrony teraz, a nie kolejnej wojny kompetencyjnej i oczekiwania na politycznie wygodny projekt.











