Afera Zondacrypto wchodzi w kolejną fazę, a tym razem ciężar oskarżeń przesuwa się bezpośrednio w stronę Pałacu Prezydenckiego. Sławomir Nitras nie ogranicza się już do ogólnych zarzutów pod adresem PiS czy polityków prawicy. Wprost wskazuje Zbigniewa Boguckiego, szefa Kancelarii Prezydenta, i stawia wobec niego zarzut politycznie niezwykle ciężki: że miał być jednym z głównych autorów operacji blokowania regulacji rynku kryptowalut.
„Bogucki stoi pod bardzo ciężkim podejrzeniem, że był mózgiem tej politycznej operacji” – powiedział Nitras. Według niego chodziło o działania mające powstrzymać lub osłabić regulacje dotyczące Zondacrypto. To nie jest już zwykła polemika pomiędzy rządem a opozycją. Jeżeli taki zarzut zaczyna dotyczyć najbliższego współpracownika prezydenta, sprawa automatycznie nabiera wymiaru ustrojowego i politycznego.
Nitras idzie zresztą znacznie dalej. „My naprawdę mamy do czynienia z, moim zdaniem, największą chyba aferą od III Rzeczpospolitej. Przecież oni kupili sobie ustawę” – mówił w Polsat News. To sformułowanie wyjątkowo mocne i na tym etapie pozostaje oskarżeniem politycznym, a nie ustalonym faktem. Ale jego siła bierze się z szerszego kontekstu: spotkań polityków prawicy z ludźmi Zondacrypto, informacji o finansowaniu, sporów wokół regulacji rynku i kolejnych wet.
Najbardziej kłopotliwy dla Boguckiego jest jednak fakt, że Nitras wiąże go nie tylko z samą polityką wobec kryptowalut, lecz także z pieniędzmi. „Kto korzystał z tych pieniędzy? Politycy, szeroko pojęci politycy obozu PiS-u i pan Bogucki” – powiedział. To zarzut wymagający twardych dowodów i bardzo dokładnego zbadania, ale z politycznego punktu widzenia już samo jego postawienie jest dla szefa kancelarii prezydenta poważnym problemem.
Bogucki nie jest bowiem szeregowym politykiem PiS. Jest jednym z najważniejszych ludzi Karola Nawrockiego, reprezentuje prezydenckie otoczenie i współtworzy polityczny przekaz Pałacu. Jeżeli więc zaczyna być przedstawiany jako osoba, która miała odgrywać kluczową rolę w sprawie związanej z regulacją rynku i interesami prywatnej firmy, ciężar zarzutów automatycznie spada również na prezydenturę Nawrockiego.
Nitras mówi o Zondacrypto w jeszcze ostrzejszych słowach. „Zondacrypto jest gigantyczną aferą, jest firmą, przez którą prano brudne pieniądze” – stwierdził, wymieniając przy tym możliwe związki ze światem przestępczym. Te słowa są bardzo daleko idące i powinny być weryfikowane przez prokuraturę, a nie przez polityków w telewizyjnym studiu. Nie zmienia to jednak faktu, że jeśli śledztwo potwierdzi choć część zarysowanego przez Nitrasa mechanizmu, polityczne konsekwencje będą bardzo poważne.
Najważniejsze pytanie brzmi dziś więc nie tylko: co wiedział Bogucki, lecz także: co wiedział Nawrocki. Jeżeli szef kancelarii prezydenta rzeczywiście miał wpływać na strategię blokowania regulacji, trudno będzie utrzymywać, że Pałac pozostawał całkowicie z boku całej sprawy. Im więcej szczegółów będzie wychodziło na jaw, tym trudniej będzie oddzielać działania Boguckiego od politycznej odpowiedzialności jego zwierzchnika.
Na razie trzeba zachować ostrożność. Nitras formułuje oskarżenia, których nie można traktować jak wyroku. Ale z punktu widzenia politycznego sytuacja jest już wyjątkowo niewygodna, bo zarzuty dotykają człowieka stojącego bardzo blisko prezydenta i dotyczą sprawy, która coraz mocniej obciąża cały obóz prawicy.
Bogucki znalazł się więc w sytuacji, w której samo milczenie może mu szkodzić. Jeśli zarzuty są fałszywe, powinien odpowiedzieć bardzo konkretnie, punkt po punkcie i bez ogólnych oskarżeń pod adresem przeciwników. Jeśli tego nie zrobi, cień Zondacrypto będzie padał nie tylko na niego, ale coraz wyraźniej także na Pałac Prezydencki.










