Im więcej pytań pojawia się wokół Zondacrypto i kontaktów firmy z ludźmi prawicy, tym bardziej przewidywalna staje się reakcja mediów związanych z PiS. Zamiast domagać się wyjaśnienia, kto z kim się spotykał, kto od kogo otrzymywał pieniądze i czy biznes próbował wpływać na polityków, zaczyna się węszenie wielkiego spisku. W tej opowieści nie ma właściwie miejsca na pytanie, co naprawdę się wydarzyło. Jest Donald Tusk, prokuratura, służby i gigantyczna operacja mająca zniszczyć prawicę.
Jacek Karnowski, redaktor naczelny wPolsce24 i tygodnika „Sieci”, przedstawił tę teorię bez większych zahamowań. „Nie ulega wątpliwości, że operacja wokół Zondacrypto to operacja polityczno-prokuratorska, którą prowadzi władza. Była szeroko zakrojoną pułapką na obóz prawicy” – przekonywał. Według niego celem ma być „osłabienie czy zniszczenie prawicy, osłabienie prawicowych instytucji i pośrednie uderzenie w Prezydenta Rzeczypospolitej”.
To niezwykle wygodna konstrukcja. Jeśli prokuratura niczego nie robi – państwo Tuska jest nieudolne. Jeżeli prowadzi śledztwo i zatrzymuje kolejne osoby – mamy polityczne represje. Jeżeli pojawia się świadek gotowy mówić – został wykorzystany przez władzę. Jeśli natomiast jego zeznania okażą się obciążające dla ludzi prawicy, zawsze można powiedzieć, że kłamie, ponieważ próbuje ratować własną skórę. W ten sposób każdą możliwą informację można z góry unieważnić.
Tak właśnie Karnowski przedstawia Przemysława Krala. „W takiej sytuacji człowiek ma do wyboru: być ściganym po całym świecie i trafić do celi, albo podjąć jakąś grę, kupować czas i opowiadać różne rzeczy – także wymyślać” – mówi. Oczywiście prokuratura powinna każde zeznanie sprawdzać, a słowa osoby zainteresowanej własną sytuacją procesową traktować z należytą ostrożnością. Tyle że Karnowski zdaje się znać wynik tej weryfikacji, zanim została przeprowadzona: jeżeli Kral mówi coś niewygodnego dla prawicy, jego relacja może być elementem operacji.
Jeszcze bardziej niezwykła jest teoria o starannie przygotowywanej pułapce. „Te ustawy, które Tusk kładł z takim uporem, te tajne posiedzenia Sejmu, które nie miały uzasadnienia – to wszystko służyło temu, żeby podgrzać atmosferę, zbudować podglebie społeczne i później uderzyć” – przekonuje Karnowski. W tej narracji nawet próby uregulowania rynku kryptowalut stają się elementem wielomiesięcznego planu wymierzonego w prawicę.
Pojawia się również argument, że Zondacrypto reklamowała się w Polsacie, TVN, „Newsweeku” i Onecie. Tylko co właściwie miałoby z tego wynikać? Zakup reklamy w medium jest zwyczajną transakcją handlową i sam w sobie nie dowodzi politycznego związku redakcji z reklamodawcą. Jeżeli przedmiotem śledztwa mają być zupełnie inne relacje – finansowanie, kontakty osobiste czy ewentualne oddziaływanie na proces legislacyjny – liczba wykupionych reklam nie odpowiada na żadne z zasadniczych pytań.
Karnowski idzie jednak jeszcze dalej i przekonuje, że Donald Tusk sięga po represje, ponieważ „wie, że w normalnej grze już przegrał”. „Będzie więc szukał szansy na utrzymanie władzy w działaniach represyjnych” – twierdzi. To domyka całą konstrukcję: śledztwo nie może być po prostu śledztwem, zatrzymanie nie może wynikać z decyzji prokuratury, a materiał dowodowy nie może zostać zwyczajnie oceniony przez niezależny sąd. Wszystko musi być częścią planu Tuska.
I właśnie to jest najbardziej niepokojące w reakcji mediów związanych z PiS. Nie chodzi nawet o to, że bronią polityków własnego obozu – media o wyrazistych sympatiach politycznych robią to często. Problem zaczyna się wtedy, gdy polityczna lojalność zastępuje zainteresowanie faktami.
Możliwe, że część zarzutów w sprawie Zondacrypto okaże się przesadzona albo nie znajdzie potwierdzenia. Możliwe również, że niektórzy ludzie prawicy zostali niesprawiedliwie wciągnięci do politycznej awantury. Tego jednak nie rozstrzyga redaktor w telewizyjnym studiu, podobnie jak nie rozstrzyga tego Donald Tusk. Powinny rozstrzygnąć dowody, prokuratura i ostatecznie sądy.
Tyle że właśnie takiej odpowiedzi prawicowa narracja najwyraźniej boi się najbardziej. Znacznie bezpieczniej ogłosić zawczasu wielki spisek Tuska, bo wtedy niezależnie od tego, jakie fakty jeszcze wypłyną, odpowiedź będzie już gotowa. Prawda staje się w tej konstrukcji niemal zbędna – wystarczy, że wszystko da się przedstawić jako kolejny atak na PiS.











