Przemysław Czarnek ma szczególny talent do zamieniania każdej niejasności w katastrofę państwową. Tym razem wystarczyła niefortunna wypowiedź wiceministra obrony Pawła Zalewskiego dotycząca programu NATO Nuclear Sharing, aby kandydat PiS na premiera ogłosił jedną z największych kompromitacji Ministerstwa Obrony Narodowej w historii III Rzeczypospolitej. Jak zwykle zabrakło tylko jednego: chwili namysłu.
Nie ma sensu bronić słów Zalewskiego. Wiceminister obrony, mówiąc o tak fundamentalnej kwestii jak odstraszanie nuklearne, powinien ważyć każde zdanie. Stwierdzenie, że Polska nie chce mieć głowic jądrowych na swoim terytorium, musiało wywołać pytania, ponieważ od lat Warszawa sygnalizuje zainteresowanie udziałem w Nuclear Sharing. W sprawach bezpieczeństwa strategicznego nie powinno być miejsca na komunikacyjne improwizacje.
Problem w tym, że zanim ktokolwiek zdążył spokojnie ustalić, co dokładnie Zalewski miał na myśli, Czarnek już wiedział wszystko. „Proszę zwrócić uwagę, na jakie niebezpieczeństwo narażona jest Polska” – grzmiał podczas konferencji PiS. Chwilę później poszedł jeszcze dalej: „Jest wyśmiewana na arenie międzynarodowej”, a całą sytuację określił jako „jedną z największych kompromitacji Ministerstwa Obrony Narodowej w historii III Rzeczpospolitej Polskiej”.
To charakterystyczne dla politycznego stylu Czarnka. Nie pomyłka, lecz kompromitacja. Nie różnica w sformułowaniach, lecz zagrożenie dla Polski. Nie potrzeba wyjaśnienia, lecz natychmiastowy akt oskarżenia. Im mocniejsze słowo, tym lepiej, nawet jeśli kilka godzin później rzeczywistość okazuje się znacznie mniej dramatyczna.
A rzeczywistość została bardzo szybko doprecyzowana przez ministra obrony Władysława Kosiniaka-Kamysza. „Rozwiewając wszelkie wątpliwości: Polska jest niezmiennie zainteresowana udziałem w programie NATO Nuclear Sharing” – napisał szef MON. Dodał również, że Polska prowadzi rozmowy dotyczące uczestnictwa w europejskim nuklearnym parasolu ochronnym i podkreślił: „Stanowisko naszego rządu jest w tych kwestiach jednoznaczne”.
Można więc zarzucić MON bałagan komunikacyjny. Można zapytać Zalewskiego, dlaczego wypowiedział się w sposób pozostawiający pole do tak poważnych interpretacji. Można nawet uznać, że minister obrony powinien pilnować, aby jego zastępcy mówili w sprawach strategicznych jednym językiem. Wszystko to jest uprawnione. Ale czym innym jest krytyka, a czym innym ogłaszanie, że Polska stała się pośmiewiskiem świata.
Czarnek zresztą nie przedstawił żadnego dowodu, że ktokolwiek na „arenie międzynarodowej” Polskę z tego powodu wyśmiewa. To efektowna figura retoryczna, a nie opis rzeczywistości. Jedna wypowiedź wiceministra, natychmiast skorygowana przez konstytucyjnego ministra obrony, nie zmieniła stanowiska Polski, nie zakończyła rozmów z sojusznikami i nie wypisała Warszawy z NATO-wskiej polityki odstraszania nuklearnego.
Co więcej, sam program Nuclear Sharing jest znacznie bardziej skomplikowany niż sugeruje polityczna awantura. Udział w nim nie sprowadza się wyłącznie do prostego pytania, czy amerykańskie głowice mają zostać fizycznie rozmieszczone na terytorium danego państwa. To system politycznych konsultacji, planowania, zdolności wojskowych i współdzielenia odpowiedzialności za odstraszanie nuklearne NATO. Właśnie dlatego takie kwestie wymagają precyzji, a nie konferencyjnego teatru.
Czarnek miał więc okazję powiedzieć coś rozsądnego: że wypowiedź Zalewskiego była niepotrzebna i powinna zostać natychmiast wyjaśniona. Zamiast tego tradycyjnie wybrał największy dostępny kaliber. Polska jest zagrożona, świat się z nas śmieje, MON przeżywa historyczną kompromitację.
I właśnie w tym tkwi problem z polityką Czarnka. Kiedy wszystko jest skandalem, nic nie jest już naprawdę skandalem. Kiedy każda niezręczność urasta do rozmiarów historycznej katastrofy, poważna debata o bezpieczeństwie zamienia się w jeszcze jeden odcinek partyjnej wojny.
Zalewski powinien mówić precyzyjniej. Czarnek natomiast powinien czasem poczekać, aż pojawią się fakty. Zwłaszcza kiedy chodzi o broń jądrową, bezpieczeństwo Polski i NATO. W takich sprawach kilka minut namysłu jest bardziej wartościowe niż najbardziej efektowna konferencja prasowa.











