Jeszcze kilka dni temu reakcje polityków PiS na sprawę Zondacrypto można było uznać za zwykłą partyjną strategię: minimalizowanie problemu, atakowanie rządu, szukanie symetrii i przekonywanie, że cała historia jest polityczną operacją wymierzoną w prawicę. Teraz pojawia się jednak informacja, która może tłumaczyć tę nerwowość znacznie lepiej. Według polityków obozu rządzącego Przemysław Kral miał nagrywać swoje rozmowy z ludźmi prawicy i zabezpieczać w ten sposób własną pozycję.
Na razie trzeba powiedzieć jasno: istnienie takich nagrań nie zostało publicznie potwierdzone przez prokuraturę. Są natomiast politycy, którzy mówią o nich coraz bardziej otwarcie. Dariusz Joński stwierdził w TVN24: „Mogę być dzisiaj pewny, że za chwilę oprócz zdjęć i tych informacji pojawią się również nagrania z politykami prawicy”. Wicepremier Krzysztof Gawkowski poszedł jeszcze dalej. „Nagrywał ich wszystkich Kral. Myślę, że Kral jest sprytniejszy, niż wielu polityków PiS myślało. On się zabezpieczył” – mówił.
I właśnie w tym momencie cała sprawa zaczyna wyglądać inaczej.
Śledztwo dotyczące Zondacrypto trwa od kwietnia. Prokuratura bada podejrzenie oszustwa wobec klientów oraz możliwe pranie pieniędzy. Oficjalnie wiadomo już, że pierwotnie szacowana wartość szkody wynosiła co najmniej 350 mln zł, a do śledczych wpłynęły tysiące zawiadomień. Zabezpieczono ogromną ilość danych elektronicznych, przeprowadzano przeszukania i przesłuchiwano osoby posiadające wiedzę o działalności giełdy. Sprawa została następnie połączona z postępowaniem prowadzonym przez wydział Prokuratury Krajowej zajmujący się przestępczością zorganizowaną i korupcją.
Kilka dni temu Waldemar Żurek mówił już o „przełomie”. Poinformował o nowych podejrzanych, nowych dowodach i osobach gotowych współpracować ze śledczymi. To bardzo istotne. W takich sprawach największym zagrożeniem dla polityków nie zawsze są przecież przelewy czy fotografie. Często znacznie groźniejsze okazują się rozmowy prowadzone w przekonaniu, że pozostaną prywatne.
Dlatego kolejne nerwowe reakcje prawicy zaczynają nabierać sensu.
Od wielu miesięcy pojawiają się informacje o kontaktach Krala z politykami tego środowiska, o finansowaniu fundacji związanych ze Zbigniewem Ziobrą i Przemysławem Wiplerem, o spotkaniach oraz zainteresowaniu polityków regulacjami rynku kryptowalut. Same kontakty biznesmena z politykami oczywiście nie są przestępstwem. Tak samo wpłata na fundację nie dowodzi korupcji. Jeśli jednak istnieją nagrania pokazujące, o czym rzeczywiście rozmawiano i czego oczekiwały od siebie obie strony, sytuacja może zmienić się diametralnie.
Nieprzypadkowo Roman Giertych, który potwierdził, że od maja jest obrońcą Krala, rzucił do polityków PiS krótkie pytanie: „Lubicie nagrania?”. Trudno nie odczytać tego jako sugestii, że gdzieś istnieje materiał, którego zawartość może być dla części prawicy bardzo niewygodna.
Na tym tle szczególnego znaczenia nabierają także kolejne weta Karola Nawrockiego wobec ustawy regulującej rynek kryptoaktywów. Im więcej dowiadujemy się o relacjach świata kryptowalut z prawicową polityką, tym bardziej zasadne staje się pytanie, dlaczego właśnie regulacja tego rynku wywołuje tak niezwykły opór.
Nie wiadomo jeszcze, co znajduje się na ewentualnych nagraniach Krala. Być może polityczna bomba okaże się kapiszonem. Ale jeśli nagrania rzeczywiście istnieją, a ich treść potwierdzi choć część podejrzeń dotyczących relacji biznesu kryptowalutowego z politykami, możemy znaleźć się dopiero na początku jednej z największych afer ostatnich lat.
I być może dlatego po prawej stronie jest dziś tak nerwowo.











