Andrzej Domański powiedział rzecz, która w normalnie funkcjonującym państwie powinna być oczywista: prezydent ma prawo wetować ustawy, ale powinien również brać pod uwagę finansowe konsekwencje swoich decyzji. Karol Nawrocki coraz częściej zachowuje się jednak tak, jakby weto było przede wszystkim narzędziem politycznej walki z rządem. Minister finansów ma więc podstawy, by ostrzegać, że taka strategia może w końcu uderzyć nie w Donalda Tuska, lecz w finanse całego państwa.
„Wzywam prezydenta do opamiętania się i tego, aby nie blokował ustaw, które wzmacniają finanse Polski” – powiedział Domański podczas prezentacji projektu budżetu na 2027 rok. To mocne słowa, ale padają w momencie, gdy Polska musi jednocześnie finansować rekordowe wydatki na obronność, coraz droższą ochronę zdrowia oraz obsługę rosnącego długu. Każdy miliard dochodów i wydatków ma w tej sytuacji znaczenie.
Liczby pokazują skalę wyzwania. Dochody państwa w 2027 roku mają wynieść 695 mld zł, ale wydatki będą znacznie większe. Sam deficyt zaplanowano na 282,6 mld zł, a koszty obsługi długu mają sięgnąć 107 mld zł – o 17 mld więcej niż rok wcześniej. Jednocześnie na obronę narodową państwo ma przeznaczyć 198 mld zł, czyli ponad 4,5 proc. PKB, a wydatki na ochronę zdrowia mają wzrosnąć o kolejne 26 mld zł.
W takiej sytuacji polityka finansowa wymaga odpowiedzialności, a nie konkursu na najbardziej efektowne weto. Domański zresztą nie twierdzi, że Polska stoi przed natychmiastową katastrofą. „Nie prognozujemy, aby w przyszłym roku zostały naruszone progi ustawowe czy próg konstytucyjny limitu długu do PKB” – zaznaczył. Natychmiast jednak dodał, że „sukcesywna kontynuacja polityki prezydenta” może narazić na szwank bezpieczeństwo finansowe Polski.
I właśnie tego ostrzeżenia Nawrocki nie powinien lekceważyć. Prezydent może oczywiście uważać poszczególne projekty podatkowe za złe, niesprawiedliwe albo źle przygotowane. Powinien jednak wtedy przedstawić wiarygodną odpowiedź na pytanie, jak uzupełnić powstałą lukę. Budżet państwa nie jest przecież politycznym przemówieniem, w którym można równocześnie obiecywać niższe obciążenia, większe świadczenia i więcej pieniędzy na bezpieczeństwo.
Nawrocki próbuje natomiast budować niezwykle wygodną politycznie pozycję. Rząd musi znaleźć pieniądze na wojsko, szpitale, emerytury i obsługę długu, a prezydent może występować jako ten, który chroni obywateli przed niepopularnymi decyzjami. Jeżeli potem zabraknie pieniędzy, odpowiedzialność i tak próbuje się przerzucić na rząd. Taki podział ról może być korzystny w sondażach, ale dla państwa jest niebezpieczny.
Szczególnie że Domański przedstawia jednocześnie dane pokazujące poprawę części dochodów budżetowych. Wpływy z CIT mają wzrosnąć do 94,6 mld zł, czyli o 14 mld zł, a dochody z VAT do 363,7 mld zł – niemal o 32 mld więcej niż przewidywane wykonanie w 2026 roku. „Widzimy, że polskie firmy rosną, poprawia się również ich rentowność” – podkreśla minister.
Nie oznacza to jednak, że państwo może dowolnie rezygnować z kolejnych miliardów dochodów. Zwłaszcza przy deficycie przekraczającym 280 mld zł i kosztach obsługi długu wynoszących ponad 100 mld zł rocznie. Prezydent, który blokuje rozwiązania poprawiające sytuację dochodową państwa, powinien więc powiedzieć nie tylko „nie”, ale również wskazać, skąd wziąć pieniądze w zamian.
Domański ma rację, domagając się od Nawrockiego odpowiedzialności. Weto jest konstytucyjnym prawem prezydenta, ale nie jest darmowym narzędziem politycznym. Każda decyzja ma konsekwencje, a walka Pałacu Prezydenckiego z rządem nie odbywa się w finansowej próżni.
Nawrocki może próbować zdobywać popularność, blokując kolejne ustawy Tuska. Powinien jednak pamiętać, że prezydent nie jest liderem opozycji wyposażonym dodatkowo w prawo weta. Jest głową państwa. A bezpieczeństwo finansowe Polski powinno być dla niego ważniejsze niż satysfakcja z kolejnego politycznego ciosu wymierzonego rządowi.











