Karol Nawrocki ma być inny niż wszyscy. Silniejszy, bardziej zdecydowany, bardziej naturalny, bardziej patriotyczny. Jest prezydentem, ale jednocześnie „zwykłym człowiekiem”. Jest twardzielem ćwiczącym z komandosami, ale za chwilę czułym ojcem i człowiekiem kochanym przez dzieci. Jest politycznym nowicjuszem, a zarazem urodzonym mężem stanu. Ten obraz ma jeden zasadniczy problem: coraz mniej przypomina opis rzeczywistego człowieka, a coraz bardziej starannie zaprojektowaną kampanię reklamową.
Na interesujące zjawisko zwrócił uwagę Mariusz Janicki w „Polityce”, pisząc o trwającej „marketingowej operacji” przedstawiania Nawrockiego jako postaci wyjątkowej, politycznego samorodka i gwiazdy. Cel tej operacji ma być bardzo konkretny: zbudowanie pozycji prezydenta przed drugą kadencją, a jednocześnie stworzenie prawicy wehikułu umożliwiającego powrót do władzy.
I trzeba przyznać jedno: ta operacja działa.
„Polityka” przytacza charakterystyczne przykłady. Nawrocki przemawia fotografowany z dołu, na tle nieba i przebijających się przez chmury promieni. Publiczność skanduje: „Karol Wielki!”. Innym razem prezydent przytula dziewczynkę w biało-czerwonym wianku albo pokazuje się z synem. W komentarzach pojawiają się zachwyty nad jego „normalnością”, rodzinnością i wyjątkową więzią z Polakami. Za chwilę następuje zmiana dekoracji: obcisła koszulka, ciężary, trening z Formozą. Prezydent ma być jednocześnie ojcem narodu i facetem, z którym lepiej nie zadzierać.
To już nie zwykłe dbanie o wizerunek, które jest przecież częścią współczesnej polityki. To próba stworzenia kultu osobowości w wersji dostosowanej do epoki Instagrama, TikToka i X. Zamiast pomników mamy starannie kadrowane fotografie. Zamiast kroniki filmowej – krótkie klipy. Zamiast oficjalnej propagandy – pozornie spontaniczne zachwyty użytkowników mediów społecznościowych.
Najważniejsze pytanie brzmi jednak: co właściwie uzasadnia ten zachwyt?
Bo Nawrocki nie jest ani politykiem wielkim, ani szczególnie wyjątkowym. Nie dokonał historycznego przełomu, nie stworzył nowej doktryny politycznej, nie przeprowadził Polski przez wielki kryzys. Jego dotychczasowa prezydentura to przede wszystkim polityczna konfrontacja, weta, mocne gesty i konsekwentne budowanie własnej pozycji wobec rządu. Można to popierać albo krytykować, ale trudno znaleźć tu materiał uzasadniający niemal pomnikowy ton, którym otacza go część prawicy.
Na tym właśnie polega siła kreacji. Nawrocki nie musi dokonać czegoś wielkiego, jeśli wyborca otrzyma wystarczająco dużo obrazów sugerujących, że wielki już jest.
Marketingowo jego otoczenie okazuje się zresztą sprawniejsze od przeciwników. „Polityka” zauważa, że propaganda sukcesu, z którą wyraźne problemy ma rząd, jest mocną stroną Pałacu Prezydenckiego. Nawrocki jest konsekwentnie opowiadany obrazami: trening, mundur, rodzina, tłum, dzieci, biało-czerwone flagi. Każdy kadr ma mówić coś o jego charakterze. Nawet kiedy politycznie niewiele się wydarza, wizerunkowo dzieje się bardzo dużo.
I właśnie tego obóz rządzący nie powinien lekceważyć. Wyśmiewanie „Karola Wielkiego” może być przyjemne, lecz politycznie niewiele daje. Kreacja może być sztuczna, ale jej skutki są jak najbardziej rzeczywiste.
Nawrocki nie musi być wybitnym prezydentem. Wystarczy, że miliony wyborców uwierzą, że nim jest. W polityce obraz wielkości potrafi być równie skuteczny jak sama wielkość.
A czasami – niestety – nawet skuteczniejszy.











