Beata Szydło ma dla Polski plan na następną dekadę. To wiadomość niewątpliwie krzepiąca, szczególnie że była premier potrafi wskazać niemal wszystkie problemy naszego kraju: demografię, energetykę, przemysł, bezrobocie, politykę klimatyczną, poczucie bezpieczeństwa i oczywiście Donalda Tuska. Jednego problemu na tej imponującej liście jednak zabrakło. Nazywa się Zondacrypto i ma tę niezręczną właściwość, że coraz częściej pojawia się w towarzystwie pytań dotyczących ludzi związanych z prawicą.
Szydło najwyraźniej woli więc zajmować się przyszłością. „Niezbędne jest stworzenie kompleksowego planu dla polskiej polityki społecznej na kolejną dekadę” – oznajmia. Dekada jest rzeczywiście bardzo wygodną perspektywą, bo pozwala patrzeć wystarczająco daleko, żeby przypadkiem nie zauważyć tego, co dzieje się tuż przed własnym nosem.
Była premier przedstawia diagnozę sytuacji społecznej w Polsce i wymienia kolejne źródła niepewności: „Pandemia, wojna u naszych granic, kryzys paliwowy, rosnące ceny i nieporadna, wroga ludzkim sprawom władza Tuska”. Lista jest długa, ale konstrukcja doskonale znana. Jeśli coś w Polsce nie działa, gdzieś na końcu równania musi pojawić się Donald Tusk.
Z Zondacrypto jest trudniej, ponieważ w tej historii nie da się już tak łatwo wskazać jednego wygodnego winnego. Wokół sprawy pojawiają się pytania dotyczące polityków i ludzi związanych z prawicą, a sam Jarosław Kaczyński uznał problem za wystarczająco poważny, żeby proponować specjalną Komisję Zaufania Publicznego. Skoro nawet prezes PiS dostrzega skalę zagrożenia, zastanawia cisza byłej premier.
Szydło tymczasem wraca do roku 2015. „Obecna sytuacja przypomina rok 2015, gdy Polacy mieli już dosyć władzy Platformy” – przekonuje. PiS najwyraźniej bardzo chciałoby ponownie znaleźć się w tamtym miejscu: być świeżą opozycją, jeździć po Polsce, słuchać ludzi i obiecywać naprawę państwa po rządach Platformy.
Jest tylko drobny problem. Między 2015 a 2026 rokiem wydarzyło się osiem lat rządów Prawa i Sprawiedliwości. Byli premierzy, ministrowie, prezesi państwowych spółek, nominacje, decyzje, fundacje i ludzie, którzy dzięki politycznemu poparciu robili błyskawiczne kariery. Nie można dziś nacisnąć przycisku „reset” i ponownie przedstawić się wyborcom jako partia, która właśnie przyszła z zewnątrz posprzątać państwo.
Szydło przypomina swoje „tysiące rozmów z Polakami”, z których miał się wykuć program PiS. Może więc warto ponownie rozpocząć takie rozmowy, ale tym razem pozwolić ludziom zadawać pytania. Nie tylko o rachunki, demografię czy politykę klimatyczną, lecz także o standardy obowiązujące w partii, która przez osiem lat rządziła krajem.
Była premier twierdzi również, że obecny rząd „nie ma żadnej wizji, żadnego planu”. To mocne oskarżenie, ale prowokuje do pytania o wizję samego PiS. Czy jest nią powrót do roku 2015? Kolejna ofensywa przeciwko Tuskowi? A może stworzenie komisji, która będzie badała Zondacrypto według zasad zaproponowanych przez partię, której ludzie również pojawiają się w politycznym tle tej historii?
Najbardziej charakterystyczne jest to, że Szydło próbuje przedstawiać PiS jako lekarstwo na problemy państwa, nie wspominając o chorobach własnego środowiska. To bardzo wygodna pozycja. Można pouczać wszystkich dookoła, przedstawiać wielkie strategie i alarmować przed katastrofą, nie odpowiadając na najbardziej niewygodne pytania dotyczące własnej partii.
Zondacrypto jest dla PiS niebezpieczne właśnie dlatego, że burzy tę prostą opowieść. Nie wystarczy powiedzieć „Tusk”, żeby sprawa zniknęła. Nie wystarczy też mówić o roku 2015, bo wyborcy pamiętają, kto rządził przez następne osiem lat.
Beata Szydło może więc przygotowywać plan społeczny nawet na dwadzieścia lat. Zanim jednak zacznie urządzać Polskę przyszłości, dobrze byłoby, żeby powiedziała kilka zdań o PiS teraźniejszości. Bo polityk, który chce mówić o wszystkim poza problemami własnej partii, nie przedstawia diagnozy państwa.
Przedstawia listę tematów zastępczych.











