Zbigniew Ziobro przez lata należał do najbardziej agresywnych politycznych szermierzy polskiej prawicy. Jako minister sprawiedliwości i prokurator generalny potrafił godzinami mówić o układach, przestępcach, mafii i odpowiedzialności swoich przeciwników. Tym bardziej zaskakuje jego reakcja na wyjątkowo ciężkie informacje ujawnione przez Donalda Tuska w sprawie Zondacrypto. Ziobro, który zazwyczaj atakował jak taran, tym razem broni się zadziwiająco niemrawo.
Premier odczytał w Sejmie fragmenty zeznań znajdujących się w aktach śledztwa. Według przedstawionej przez niego relacji osoba związana z Zondacrypto miała usłyszeć obietnicę rozwiązania problemów z wymiarem sprawiedliwości, gdyby Ziobro ponownie objął resort. W zeznaniach pojawia się również kwota 2 mln zł, fundacja związana ze środowiskiem byłego ministra, nazwisko jego żony Patrycji Koteckiej oraz wątek możliwego ułaskawienia po zwycięstwie Karola Nawrockiego.
To są zarzuty niezwykle poważne. Trzeba jednak wyraźnie zaznaczyć: na razie mamy do czynienia z zeznaniami świadka przytoczonymi przez premiera, a nie z prawomocnym ustaleniem winy Ziobry. Właśnie dlatego można było oczekiwać, że były prokurator generalny odpowie punkt po punkcie, pokaże dokumenty, wskaże nieścisłości i spróbuje rozbić przedstawioną wersję wydarzeń. Zamiast tego sięgnął po hasło, które w polskiej polityce słyszeliśmy już setki razy.
„Mamy do czynienia z sytuacją poważną. Jest prowadzona operacja specjalna: »zniszczyć prawicę«” – oznajmił Ziobro w TV Republika. Brzmi groźnie, ale niewiele wyjaśnia. Operacja specjalna to nie odpowiedź na pytanie o pieniądze, fundację, kontakty ani relacje opisane w protokole. To polityczna rama pozwalająca ominąć najtrudniejsze szczegóły.
Ziobro zapewnia, że nie zapoznawał się ze sprawami dotyczącymi Zondacrypto i Przemysława Krala oraz nie podejmował działań mogących wpływać na prowadzone postępowania. „Na tym się wywrócą w pierwszej kolejności” – zapowiada. To już konkret i oczywiście powinien zostać zweryfikowany. Tyle że zarzut przedstawiony przez Tuska dotyczy czegoś bardziej skomplikowanego: rzekomej obietnicy przyszłego działania po odzyskaniu władzy.
Jeszcze słabiej brzmi próba przeniesienia całej historii na obecny rząd. Według Ziobry „najkorzystniejsze decyzje dla Zondacrypto i prezesa tej firmy” zapadły za czasów Donalda Tuska, ponieważ dwa postępowania umorzono w 2024 i 2025 roku. Jeżeli rzeczywiście doszło do nieprawidłowości, należy je wyjaśnić. Nie jest to jednak odpowiedź na pytanie, czy wydarzenia opisane w ujawnionych zeznaniach miały miejsce.
To klasyczne „a u was?”. Ziobro przez lata sam zapewniał, że prokuratura powinna docierać do prawdy bez względu na polityczne barwy. Teraz, gdy bardzo niewygodne pytania dotyczą jego samego i najbliższego otoczenia, zamiast imponującej ofensywy faktów otrzymujemy „operację specjalną”, oskarżenia pod adresem władzy i zapowiedź zawiadomienia do prokuratury.
Pojawia się nawet Roman Giertych. „Widać tutaj rękę Giertycha i sposoby jego działania” – stwierdził Ziobro. To również może świetnie działać na widownię TV Republika, ale nadal nie mówi nam niczego o tym, czy przytoczone przez Tuska zeznania są prawdziwe. Można nie lubić Giertycha, Tuska i całej obecnej koalicji, a mimo to oczekiwać odpowiedzi na kilka bardzo prostych pytań.
I właśnie dlatego reakcja Ziobry jest tak interesująca. Człowiek, który politycznym przeciwnikom nie dawał zwykle nawet chwili wytchnienia, tym razem wygląda jak ktoś próbujący przede wszystkim zmienić temat. Zamiast mocnego „oto dowód, że świadek kłamie”, słyszymy wielką opowieść o spisku przeciw całej prawicy.
Być może Ziobro rzeczywiście będzie w stanie podważyć ujawnione zeznania. Być może śledztwo pokaże, że najcięższe twierdzenia świadka były nieprawdziwe. Ale na razie były minister nie przedstawił argumentów odpowiadających ciężarowi oskarżeń, które padły z sejmowej mównicy. A w przypadku polityka, który przez lata uczynił z bezwzględnego rozliczania innych swój znak firmowy, tak niemrawa obrona jest wyjątkowo wymowna.











