Prawo i Sprawiedliwość znalazło się w niewygodnej sytuacji. Zamiast przekonująco odpowiedzieć na pytania dotyczące Zondacrypto i słów, które według ujawnionych zeznań miały paść w otoczeniu Zbigniewa Ziobry, partia próbuje teraz odwrócić uwagę od samej sprawy. Kontratak jest jednak tak niezgrabny, że zamiast zamknąć temat, może tylko podkreślić, jak bardzo PiS nie ma pomysłu na własną obronę.
Donald Tusk przytoczył z sejmowej mównicy fragmenty zeznań Przemysława Krala. Według przedstawionej relacji Zbigniew Ziobro miał, poprzez inne osoby, obiecywać „ukręcenie łba” sprawie dotyczącej spółki Zondacrypto. To poważne twierdzenie i oczywiście samo zeznanie nie jest jeszcze dowodem winy. Właśnie na tym PiS mogłoby budować sensowną linię obrony: domagać się dowodów, konfrontować zeznania z dokumentami, wskazywać sprzeczności, przedstawiać własne fakty.
Zamiast tego Jacek Ozdoba ruszył do kontrataku na Donalda Tuska.
„Absurd kompletny” – mówi o informacjach dotyczących Ziobry. Następnie wprowadza do opowieści Romana Giertycha, który rzekomo coś „wymyślił”, kogoś „będzie krył”, być może będzie kogoś namawiał do ułaskawienia. Problem polega na tym, że tego rodzaju retoryka nie odpowiada na podstawowe pytanie: czy relacja Przemysława Krala znajduje potwierdzenie w innych materiałach postępowania?
Jeszcze bardziej osobliwa jest próba obrony przez analogię. Ozdoba wspomina „siatkę z Biedronki” i jakiegoś podejrzanego, który miał zeznawać o pieniądzach rzekomo trafiających do rodziny Donalda Tuska. „Ja w to nie wierzę” – dodaje. Tyle że własna niewiara europosła nie jest ani argumentem prawnym, ani dowodem rzeczowym. Jest tylko kolejną próbą pokazania, że skoro ktoś kiedyś mógł zeznać coś nieprawdziwego, to dzisiejsze zeznania również należy z góry odrzucić.
Najwyraźniej również w PiS dostrzeżono słabość tej argumentacji, bo ciężar obrony szybko przeniesiono na zupełnie inny poziom. Teraz problemem ma już nie być to, co wynika z zeznań, lecz fakt, że premier w ogóle o nich powiedział.
Ozdoba twierdzi, że Donald Tusk nie miał prawa ujawniać materiałów z postępowania i zapowiada zawiadomienie do prokuratury. „Premier został w tej sprawie załadowany na minę przez Prokuratora Generalnego” – ocenił. PiS najwyraźniej uznało więc, że najlepszą odpowiedzią na politycznie kłopotliwe zeznania będzie wszczęcie sporu o procedurę ich upublicznienia.
To bardzo charakterystyczna metoda. Gdy pojawia się niewygodny materiał, nie dyskutuje się przede wszystkim o jego treści. Dyskutuje się o tym, kto go ujawnił, kiedy go ujawnił, na jakiej podstawie i czy przypadkiem sam nie powinien teraz znaleźć się pod lupą prokuratury.
Co więcej, prowadzący rozmowę przypomniał Ozdobie niewygodny szczegół: przepisy umożliwiające ujawnianie protokołów zeznań powstały w czasach, gdy ministrem sprawiedliwości i Prokuratorem Generalnym był właśnie Zbigniew Ziobro. Ozdoba odpowiada, że nie ma to znaczenia, ponieważ jego zdaniem premier nie jest osobą uprawnioną do ich publikowania. Prawnie ten spór może być wart rozstrzygnięcia. Politycznie jednak wygląda to fatalnie.
PiS sprawia bowiem wrażenie partii, która zamiast wyjaśniać sprawę Zondacrypto, desperacko szuka drogi ucieczki z pola walki. Być może zarzuty okażą się bezpodstawne. Być może zeznania Krala nie wytrzymają konfrontacji z dowodami. Ale właśnie dlatego należałoby przedstawić fakty i argumenty.
Zapowiadanie zawiadomienia na Tuska nie rozwiązuje podstawowego problemu PiS. Może wręcz sprawić, że opinia publiczna zapyta jeszcze głośniej: skoro zeznania są „kompletnym absurdem”, to dlaczego partia tak bardzo koncentruje się na tym, że ktoś je ujawnił, zamiast po prostu pokazać, że są nieprawdziwe?
Na razie kontratak PiS wygląda więc nie jak ofensywa, lecz jak nerwowa próba zmiany tematu. I właśnie dlatego może okazać się dla partii bardziej szkodliwy niż milczenie.











