Przez lata Julia Przyłębska była dla obozu Prawa i Sprawiedliwości symbolem tego, że kontrola nad najważniejszymi instytucjami państwa może dawać polityczny komfort. Dziś sytuacja wygląda zupełnie inaczej. Helsińska Fundacja Praw Człowieka złożyła do Prokuratora Generalnego zawiadomienie dotyczące byłej prezes Trybunału Konstytucyjnego, wskazując na co najmniej 176 przypadków zmian składów orzekających, które – zdaniem Fundacji – mogły następować z naruszeniem prawa. Tego scenariusza ani PiS, ani sama Przyłębska zapewne nie zakładali.
Sprawa jest poważna także ze względu na skalę. Z danych uzyskanych przez HFPC po niemal pięcioletniej batalii wynika, że w latach 2015–2020 składy sędziowskie w Trybunale zmieniano aż w 885 sprawach. Fundacja wytypowała co najmniej 176 przypadków, których nie można było wyjaśnić tak oczywistymi przyczynami jak śmierć sędziego czy zakończenie jego kadencji. Co więcej, dotyczyły one spraw niezwykle ważnych politycznie i ustrojowo: Krajowej Rady Sądownictwa, władz mediów publicznych, prezydenckiego prawa łaski czy kontroli operacyjnej.
HFPC twierdzi, że po zmianach składy miały być konstruowane w taki sposób, aby większość uzyskiwali w nich sędziowie wybrani po 2015 roku. W zawiadomieniu znalazło się wyjątkowo mocne stwierdzenie: „Kontrola nad tym, kto i w jakim składzie rozpozna daną sprawę, dawała prezes TK instrument realnego wpływu na wynik postępowań”. Jeżeli prokuratura uzna, że istnieją podstawy do dalszych działań, sprawa może wejść na poziom, którego była prezes Trybunału z pewnością nie może już traktować jako zwykłego politycznego sporu.
Tym bardziej że ostrzeżenia pojawiały się już wiele lat temu. Jak przypomina „Rzeczpospolita”, w 2017 roku grupa sędziów TK zwracała uwagę Przyłębskiej na sposób wyznaczania składów. W samym okresie od stycznia do kwietnia tego roku w 21 sprawach pełny skład został zastąpiony składem pięcioosobowym. Później sędzia Jarosław Wyrembak sygnalizował przypadki wymiany sędziego po ujawnieniu przez niego stanowiska dotyczącego kierunku rozstrzygnięcia. Dzisiejsze zawiadomienie nie pojawiło się więc znikąd.
Politycznie sytuację Przyłębskiej dodatkowo obciąża jej wieloletnia bliskość towarzyska z Jarosławem Kaczyńskim. Sam prezes PiS mówił o niej przed laty jako o swoim „odkryciu towarzyskim”. Media opisywały prywatne spotkania i słynne obiady, w których uczestniczył Kaczyński. Te kontakty już wtedy budziły pytania o właściwy dystans między szefową Trybunału Konstytucyjnego a liderem partii rządzącej. Dziś, kiedy przedmiotem zainteresowania prokuratury może stać się sposób funkcjonowania TK w okresie rządów PiS, tamta zażyłość nabiera jeszcze większego politycznego znaczenia.
Nie oznacza to oczywiście, że Przyłębska została uznana za winną. Na razie mamy zawiadomienie, które prokuratura musi ocenić. Dodatkowo była prezes TK jako sędzia w stanie spoczynku korzysta z immunitetu. Aby można było pociągnąć ją do odpowiedzialności karnej, Prokurator Generalny musiałby zwrócić się o zgodę do Zgromadzenia Ogólnego Sędziów Trybunału.
Ale politycznie problem już istnieje. PiS przez lata przedstawiał zmiany w sądownictwie i Trybunale jako legalną przebudowę państwa. Teraz coraz częściej konkretne decyzje z tamtego okresu mogą być oceniane nie w telewizyjnym studiu czy na partyjnej konferencji, lecz przez prokuratorów i sądy.
I właśnie tego PiS oraz Julia Przyłębska prawdopodobnie spodziewali się najmniej. Epoka politycznej ochrony się skończyła, a pytania, które przez lata odkładano na bok, zaczynają wracać. Tym razem mogą wymagać odpowiedzi znacznie poważniejszych niż te udzielane przy słynnych obiadach z prezesem PiS.











