Prawo i Sprawiedliwość najwyraźniej postanowiło zachowywać się tak, jakby nic się nie działo. Wokół partii narastają pytania związane ze sprawą Zondacrypto, padają nazwiska polityków prawicy, pojawiają się zarzuty dotyczące prób wpływania na kształt regulacji rynku kryptowalut, a tymczasem Jarosław Kaczyński i jego współpracownicy zajmują się już projektowaniem przyszłych rządów. Konferencja programowa „Przebudzenie” miała być pokazem energii i gotowości do odzyskania władzy. W praktyce wyglądała raczej jak spotkanie ludzi, którzy bardzo chcieliby nie zauważać, co dzieje się wokół nich.
Kaczyński zapowiada kolejne konferencje o rolnictwie, młodych, armii, gospodarce i finansach publicznych. Przemysław Czarnek jeździ po Polsce jako kandydat PiS na premiera i prezentuje kolejne elementy programu. Partia ma już nawet dwadzieścia jeden zamierzeń programowych, z których cztery zostały przedstawione wyborcom. Wszystko jest więc gotowe: przyszły premier jest, przyszły program powstaje, przyszłe konferencje są rozpisane. Brakuje tylko jednego drobiazgu – odpowiedzi na bardzo aktualne pytania dotyczące teraźniejszości.
Szczególnie osobliwie brzmi w tym kontekście zapowiedź Czarnka dotycząca „twardego zobowiązania rozliczenia afer i łamania prawa”. PiS chce więc wrócić do władzy między innymi po to, żeby rozliczać innych. Zanim jednak politycy tej partii zaczną układać listę przyszłych rozliczeń, mogliby zainteresować się zarzutami formułowanymi dzisiaj pod ich własnym adresem. Trudno bowiem budować wiarygodność na haśle bezwzględnego ścigania cudzych afer, kiedy samemu znajduje się pod coraz silniejszą presją wyjaśniania własnych politycznych kontaktów i decyzji.
Jeszcze ciekawiej brzmią słowa Kaczyńskiego, że PiS jest właściwie jedynym ugrupowaniem, które przygotowuje programy, a następnie „konsekwentnie je realizuje”. Prezes znów opowiada więc historię o wyjątkowości swojej partii. PiS ma być poważniejsze, uczciwsze, bardziej przewidywalne i bardziej wiarygodne od wszystkich pozostałych. Ten obraz byłby nawet efektowny, gdyby nie rzeczywistość, która wyjątkowo nie chce podporządkować się partyjnej narracji.
Bo wiarygodności nie mierzy się liczbą konferencji programowych. Nie wystarczy przypominać programu 500 plus, obniżenia wieku emerytalnego i dawnych obietnic, aby automatycznie odzyskać polityczne moralne pierwszeństwo. Wiarygodność zaczyna się wtedy, gdy partia potrafi odpowiedzieć na trudne pytania dotyczące własnych ludzi. Jeżeli wokół sprawy Zondacrypto pojawiają się zarzuty dotyczące polityków związanych z prawicą, właściwą reakcją powinno być domaganie się pełnego wyjaśnienia sprawy, a nie ucieczka w opowieść o 2027 roku.
Tymczasem działacze PiS zachowują się tak, jakby wybory już właściwie wygrali. Czarnek występuje w roli przyszłego premiera, młodzi posłowie otrzymują zadania programowe, Kaczyński rozpisuje kolejne etapy politycznej ofensywy. Można odnieść wrażenie, że w partyjnej centrali rozpoczął się casting do przyszłego rządu, choć do wyborów pozostało jeszcze bardzo dużo czasu. Jest w tym coś charakterystycznego dla późnego PiS: ogromna pewność siebie połączona z coraz mniejszą zdolnością dostrzegania własnych problemów.
Najbardziej uderzające jest jednak słowo wybrane na nazwę całego przedsięwzięcia: „Przebudzenie”. PiS najwyraźniej uważa, że budzi się do ponownego marszu po władzę. Tymczasem być może potrzebowałby zupełnie innego przebudzenia – z politycznego snu, w którym wciąż jest partią z 2015 roku, Kaczyński niekwestionowanym strategiem, a wyborcy czekają tylko na ponowne objęcie rządów przez dawną ekipę.
Dzisiaj PiS ma przed sobą nie tylko konkurentów politycznych, ale również bagaż własnych ośmiu lat rządów i kolejne pytania, na które musi odpowiedzieć. Sprawa Zondacrypto może stać się dla partii szczególnie dotkliwa właśnie dlatego, że uderza w jej ulubione hasło – „wiarygodność”. Można organizować konferencje, przedstawiać kandydatów i kreślić plany do 2027 roku. Znacznie trudniej jednak przekonać opinię publiczną, że partia jest gotowa rozliczać innych, jeżeli sama sprawia wrażenie, jakby najbardziej chciała uciec od rozliczenia własnej teraźniejszości.











