Karol Nawrocki najwyraźniej coraz lepiej odnajduje się w roli prezydenta permanentnego zagrożenia. Ledwie pojawia się polityczny konflikt, a z Pałacu Prezydenckiego płynie sygnał, że oto zagrożona może być konstytucja, ciągłość państwa albo jedna z jego najważniejszych instytucji. Tym razem chodzi o Trybunał Konstytucyjny i Macieja Berka. Z niepotwierdzonych informacji o możliwym użyciu służb do umożliwienia mu wejścia do TK otoczenie prezydenta zdołało już zbudować atmosferę niemal oczekiwania na szturm.
Szef BBN Bartosz Grodecki wystąpił do ministra spraw wewnętrznych Marcina Kierwińskiego, żądając potwierdzenia lub zaprzeczenia medialnym doniesieniom. „Jeżeli takie działania są planowane, Prezydent RP oczekuje przedstawienia ich podstaw prawnych oraz faktycznego uzasadnienia” – napisał. Dalej robi się jeszcze poważniej: „Każde działanie służb wobec konstytucyjnego organu państwa musi mieć jasną podstawę prawną. Prezydent RP czuwa nad przestrzeganiem Konstytucji i jest gwarantem ciągłości władzy państwowej”.
Brzmi groźnie. Tyle że wciąż brakuje odpowiedzi na najbardziej podstawowe pytanie: czy ktokolwiek rzeczywiście zdecydował o wysłaniu służb do Trybunału? Na razie mamy przede wszystkim informacje, sugestie i polityczne spekulacje. Pałac Prezydencki zachowuje się jednak tak, jakby na parkingu przed TK stały już samochody z funkcjonariuszami czekającymi tylko na rozkaz. W ten sposób z pytania o możliwy rozwój wydarzeń robi się polityczny alarm, a z alarmu – obraz państwa znajdującego się o krok od konstytucyjnego przesilenia.
To wyjątkowo nieodpowiedzialna metoda uprawiania polityki przez głowę państwa. Prezydent ma dostęp do aparatu państwowego, swoich ministrów, BBN i kanałów komunikacji z rządem. Jeżeli chce się dowiedzieć, czy MSWiA rzeczywiście coś przygotowuje, może to ustalić. Nie musi przy okazji urządzać publicznego spektaklu, którego nieuniknionym skutkiem jest podgrzewanie emocji. Państwo nie staje się silniejsze od tego, że jego prezydent co kilka dni ogłasza kolejny stan politycznego wzmożenia.
Nawrocki mówi tymczasem, że „Trybunał Konstytucyjny ma być instytucją Rzeczypospolitej, a nie jednej partii, środowiska czy większości parlamentarnej”. Zdanie słuszne, tylko wygłoszone w wyjątkowo osobliwych okolicznościach. Trudno bowiem zapomnieć, co z Trybunałem stało się w ostatniej dekadzie i jak głęboko został uwikłany w polityczną wojnę. Przedstawianie obecnego konfliktu tak, jakby historia TK zaczęła się wraz z wyborem Macieja Berka, jest niezwykle wygodne, ale ma niewiele wspólnego z poważną rozmową o odbudowie znaczenia tej instytucji.
Sam wybór Berka można oczywiście krytykować. Można pytać, czy człowiek jeszcze niedawno zasiadający w rządzie powinien niemal natychmiast przechodzić do Trybunału Konstytucyjnego. Można spierać się o procedurę, ślubowanie i kompetencje prezydenta. W demokratycznym państwie właśnie do tego służą prawo, parlament, sądy i debata publiczna. Nie trzeba natomiast dopisywać do tego scenariusza z funkcjonariuszami wkraczającymi do TK, dopóki nie ma dowodów, że ktoś rzeczywiście zamierza taki scenariusz zrealizować.
Problem z Nawrockim jest szerszy. Prezydent coraz częściej nie tyle opisuje polityczne konflikty, ile je dramatyzuje. Zamiast tonować emocje, dokłada własne. Zamiast czekać na fakty, pozwala swojemu otoczeniu publicznie rozważać najbardziej konfrontacyjne warianty. To może być skuteczna metoda politycznej mobilizacji: wyborca ma odnieść wrażenie, że państwo jest bezustannie zagrożone, a prezydent stoi na ostatniej barykadzie.
Tylko że Polska nie potrzebuje prezydenta stojącego codziennie na barykadzie. Potrzebuje głowy państwa, która potrafi odróżnić rzeczywiste zagrożenie od politycznej pogłoski. Jeżeli Nawrocki chce uchodzić za gwaranta ciągłości władzy państwowej, powinien przede wszystkim zachowywać spokój wtedy, gdy inni go tracą. Tymczasem robi coś dokładnie odwrotnego: bierze niepotwierdzony scenariusz, podnosi go do rangi sprawy państwowej i pozwala, by Polacy zastanawiali się, czy za chwilę zobaczą służby szturmujące Trybunał.
To nie jest odpowiedzialność. To sianie paniki.











