Borys Budka użył języka ostrego, chwilami wręcz brutalnego. „Kibol z bejsbolem”, „polityczni gangsterzy”, „broń totalna” – to nie są określenia, które zwykle kojarzą się z elegancką debatą o państwie prawa.
Tyle że w całej tej awanturze łatwo zgubić rzecz najważniejszą: Budka opisuje rzeczywistość stworzoną przez Prawo i Sprawiedliwość. To PiS przez osiem lat przesuwał granice, podporządkowywał instytucje państwa swoim ludziom i przekonywał, że wszystko jest dopuszczalne, jeśli służy „naszej” stronie. Dzisiaj politycy tej partii są nagle oburzeni, że ktoś chce zastosować wobec pozostawionego przez nich systemu metody skuteczne.
Budka mówi o tym bez ogródek. „Na wojnie totalnej używa się broni totalnej, po drugiej stronie mamy politycznych gangsterów” – stwierdził. Oczywiście państwo nie może prowadzić żadnej „wojny” z obywatelami ani z opozycją. Nie może też działać poza prawem. Ale trudno nie dostrzec sensu politycznej metafory Budki. PiS przez lata traktował instytucje państwa jak teren do zdobycia, a nie dobro wspólne. Trybunał Konstytucyjny stał się jednym z najbardziej jaskrawych przykładów tej praktyki.
Dlatego zarzut, że obecna większość „wchodzi w ziobrowe buty”, jest tyleż efektowny, co powierzchowny. Istnieje zasadnicza różnica między przejmowaniem instytucji po to, by je podporządkować partii, a próbą przywrócenia im normalnego działania. Można spierać się o konkretne rozwiązania, można krytykować kandydaturę Macieja Berka, ale nie sposób udawać, że obecna sytuacja powstała sama z siebie. To konsekwencja decyzji podejmowanych przez PiS przez osiem lat.
Budka przypomina, że sam uczestniczył w protestach przeciwko niszczeniu wymiaru sprawiedliwości. „Ja też stałem, też brałem udział w protestach i walczyłem, by nie zrobiono z Trybunału Konstytucyjnego tego, co zrobiono” – mówił. Dzisiaj wyciąga z tamtych doświadczeń dość gorzki wniosek: samo apelowanie do dobrej woli drugiej strony nie wystarcza. „Jeżeli nie da się zrobić tego w sposób, jaki wymarzyły sobie organizacje pozarządowe, to trzeba zrobić to w sposób brutalny, ale skuteczny i zgodny z prawem”.
I właśnie ostatnie słowa są tutaj kluczowe: „zgodny z prawem”. Nie chodzi o odwet, zemstę ani łamanie procedur. Chodzi o to, by państwo potrafiło wykonywać własne decyzje i nie było zakładnikiem ludzi, którzy zostali ulokowani w instytucjach po to, by blokować zmianę władzy. Demokracja, która potrafi jedynie bezradnie obserwować paraliż własnych organów, szybko przestaje być demokracją skuteczną.
Budka celnie użył również porównania do „kibola z bejsbolem”. „Trudno, żebym przychodził do niego ze stokrotkami” – powiedział. Można kręcić nosem na styl, ale obraz jest czytelny. Jeśli jedna strona przez lata ignorowała normy, zawłaszczała instytucje i budowała w nich polityczne fortyfikacje, druga nie może ograniczyć się do wzniosłych deklaracji i liczyć, że wszystko naprawi się samo.
Najbardziej charakterystyczne jest przy tym oburzenie PiS. Partia, która przez lata słyszała zarzuty o podporządkowywanie wymiaru sprawiedliwości, dziś przedstawia się niemal jako strażnik instytucjonalnej delikatności. To rzeczywiście, jak powiedział Budka w innym kontekście, „Himalaje hipokryzji”.
Państwo musi działać zdecydowanie, ale w granicach prawa. Jeśli właśnie to Budka rozumie przez „radykalne metody”, trudno się z nim nie zgodzić. Po ośmiu latach rządów PiS problemem nie jest bowiem nadmiar stanowczości. Problemem jest to, że zbyt długo liczono, iż polityczne fortyfikacje poprzedniej władzy rozpadną się same.











