Władysław Kosiniak-Kamysz znalazł chyba najlepsze określenie na to, co w ostatnich dniach wyprawiają politycy Prawa i Sprawiedliwości. „Ciamajdan” – powiedział szef MON, komentując wydarzenia wokół Akademii Wymiaru Sprawiedliwości. Trudno o słowo bardziej celne. Największa partia opozycyjna coraz częściej zachowuje się bowiem nie jak ugrupowanie przygotowujące się do przejęcia odpowiedzialności za państwo, lecz jak grupa performerów walczących o zasięgi w mediach społecznościowych.
Obrazki rzeczywiście są osobliwe. Dariusz Matecki przeskakuje przez płot Akademii Wymiaru Sprawiedliwości, próbując dostać się do zamkniętego budynku. Maria Kurowska barykaduje się w środku. Antoni Macierewicz wdaje się w awanturę z policjantem i straszy go sądem. Wszystko to dzieje się przy kamerach, telefonach i transmisjach. Polityka zostaje zastąpiona widowiskiem, a argument – rolką w internecie.
Kosiniak-Kamysz nie bez powodu mówi: „Ten ciamajdan naprawdę nabiera wysokich rozmiarów”. I dodaje rzecz znacznie ważniejszą: „Mówię to ze smutkiem, bo wolałbym poważnej debaty o bezpieczeństwie”. Właśnie w tym miejscu kończy się zabawna strona całej historii. Polska potrzebuje opozycji, która kontroluje rząd, punktuje jego błędy, proponuje własne rozwiązania i potrafi prowadzić spór o państwo. Tymczasem PiS coraz częściej proponuje swoim wyborcom polityczny kabaret.
Szczególnie trafna jest druga uwaga szefa MON: „Chyba nawet ich wyborcy się trochę z nich śmieją, może nawet im współczują”. To dla PiS powinno być znacznie poważniejszym ostrzeżeniem niż kolejny niekorzystny sondaż. Partia może przetrwać kryzys programowy, personalny czy wizerunkowy. Znacznie trudniej przetrwać moment, w którym zaczyna być śmieszna. A politycy przeskakujący przez płoty, barykadujący się w budynkach i urządzający awantury policjantom nie budują obrazu alternatywnego rządu. Budują obraz desperacji.
Kosiniak-Kamysz uderzył zresztą w jeszcze czulszy punkt. „Z jednej strony szczekają w Sejmie, z drugiej strony przeskakujący przez płot, żeby nagrać sobie rolkę. Nie jest to poważne” – powiedział. Owszem, nie jest. I właśnie dlatego problem PiS staje się coraz większy. Partia Jarosława Kaczyńskiego przez lata budowała swoją pozycję na przekonaniu, że reprezentuje „poważne państwo”. Lubiła pouczać przeciwników o majestacie instytucji, szacunku dla munduru, autorytecie policji i konieczności przestrzegania prawa. Dziś jej posłowie sami dostarczają obrazków będących zaprzeczeniem tamtej retoryki.
Jest w tym również spora dawka historycznej ironii. Określenie „ciamajdan” powstało przecież w czasach rządów PiS jako szyderstwo z ówczesnej opozycji, która na przełomie 2016 i 2017 roku protestowała w Sejmie. Politycy i sympatycy obozu władzy przekonywali wtedy, że opozycja jest niepoważna, chaotyczna i niezdolna do skutecznego działania. Minęła dekada i role odwróciły się niemal podręcznikowo. Tyle że dzisiejszy „ciamajdan” ma płoty, telefony komórkowe i polityków gorączkowo produkujących materiały do internetu.
Można oczywiście spierać się z decyzją ministra Waldemara Żurka dotyczącą władz Akademii Wymiaru Sprawiedliwości. Można kwestionować jej podstawy, składać skargi, występować w Sejmie, organizować konferencje i wykorzystywać wszystkie instrumenty kontroli parlamentarnej. Właśnie do tego służy demokratyczna opozycja. Mandat poselski nie zamienia jednak płotu w mównicę sejmową, a kamera telefonu nie zastępuje argumentów prawnych.
Dlatego Kosiniak-Kamysz ma rację, kiedy mówi: „Polska zasługuje na poważniejszą opozycję”. Zasługuje, ponieważ silna demokracja potrzebuje nie tylko dobrego rządu, lecz również rozsądnych przeciwników rządu. PiS tymczasem coraz częściej wybiera politykę spektaklu, awantury i prowokacji.
Najbardziej dotkliwa kara dla tej strategii może przyjść nie ze strony policji, prokuratury ani politycznych przeciwników. Może przyjść ze strony własnych wyborców. Bo polityk może budzić sprzeciw, złość, a nawet strach i nadal pozostawać politycznie groźny. Gorzej, kiedy zaczyna budzić politowanie. A gdy największa partia opozycyjna zamiast przedstawiać pomysł na Polskę wysyła swoich posłów na płoty, określenie „ciamajdan” przestaje być złośliwością. Zaczyna być diagnozą.











