Jarosław Kaczyński podczas wystąpienia w Augustowie powiedział coś, co wyjątkowo źle współgra z wieloletnią narracją PiS o wzmacnianiu polskiej armii. „Polska, nawet gdyby była bardzo wojowniczym krajem, nie miała praktycznie żadnych realnych sił zbrojnych” – stwierdził, opisując sytuację z 2022 roku.
To niezwykle mocne słowa, ponieważ w chwili rosyjskiego ataku na Ukrainę Prawo i Sprawiedliwość rządziło Polską od ponad sześciu lat. Jeżeli więc potraktować wypowiedź prezesa PiS dosłownie, pojawia się oczywiste pytanie: co właściwie udało się zrobić z polską armią przez wszystkie te lata?
Kaczyński mówił przede wszystkim o relacjach polsko-ukraińskich. „Wydaje mi się, że [Ukraińcy] początkowo mieli koncepcję trochę dziwną, że wciągną nas do tej wojny nawet na zasadzie stworzenia jednego państwa” – przekonywał. To jego ocena, przedstawiona zresztą w trybie przypuszczającym, a nie udokumentowany fakt dotyczący planów władz Ukrainy. Znacznie bardziej konkretna była natomiast dalsza część wypowiedzi dotycząca możliwości Polski. Zdaniem Kaczyńskiego kraj „nie miał praktycznie żadnych realnych sił zbrojnych” i dlatego „nie mógł wchodzić do wojny”. W tym momencie jego wypowiedź zaczyna dotyczyć już nie Ukrainy, lecz stanu państwa, za które od 2015 roku odpowiadał jego własny obóz polityczny.
Antoni Macierewicz kierował Ministerstwem Obrony Narodowej przez ponad dwa lata, Mariusz Błaszczak objął resort w styczniu 2018 roku, a sam Kaczyński od 2020 roku pełnił funkcję wicepremiera i przewodniczącego Komitetu do spraw Bezpieczeństwa Narodowego i spraw Obronnych. Nie oznacza to oczywiście, że wszystkie problemy polskiej armii powstały po 2015 roku. Modernizacja wojska jest procesem wieloletnim, a stan sił zbrojnych w 2022 roku był również rezultatem decyzji podejmowanych przez wcześniejsze rządy. Po ponad sześciu latach sprawowania władzy PiS trudno jednak uznać, że jego politycy nie ponosili już istotnej odpowiedzialności za przygotowanie państwa do zagrożeń.
Tym bardziej że wcześniej przedstawiali własny bilans znacznie bardziej optymistycznie. Mariusz Błaszczak w grudniu 2019 roku mówił: „To też jest sukces rządu, na którego czele stoi premier Mateusz Morawiecki”. PiS wielokrotnie wskazywało zwiększanie liczebności wojska, tworzenie Wojsk Obrony Terytorialnej, zakupy uzbrojenia oraz wzrost wydatków obronnych jako dowody wzmacniania polskiego bezpieczeństwa. Nie można zatem twierdzić, że przez lata nie podejmowano żadnych działań. Problem polega na czym innym: dzisiejsza diagnoza Kaczyńskiego jest wyjątkowo surowa w zestawieniu z ówczesnymi deklaracjami jego własnego obozu.
Po rosyjskim ataku na Ukrainę tempo modernizacji rzeczywiście zdecydowanie wzrosło. Rozpoczęto wielkie zakupy uzbrojenia, przyjęto ustawę o obronie Ojczyzny, zwiększono nakłady i rozpoczęto dalszą rozbudowę liczebną wojska. To również należy uwzględnić przy ocenie polityki obronnej rządów PiS. Jednocześnie wypowiedź Kaczyńskiego każe zapytać, dlaczego – skoro jego ocena stanu armii w 2022 roku jest trafna – tak duża część tego przyspieszenia nastąpiła dopiero w obliczu pełnoskalowej wojny za polską granicą.
Właśnie tutaj znajduje się najważniejsza sprzeczność. Można bronić polityki PiS, wskazując na rozpoczęte programy modernizacyjne i inwestycje, których rezultatów nie dało się osiągnąć w ciągu kilku lat. Można też argumentować, że polska armia w 2022 roku pozostawała zbyt mała i niedostatecznie wyposażona wobec skali zagrożenia ze strony Rosji. Znacznie trudniej pogodzić te dwie opowieści z kategorycznym stwierdzeniem Kaczyńskiego, że Polska nie miała wówczas „praktycznie żadnych realnych sił zbrojnych”.
Dlatego słowa z Augustowa są politycznie niewygodne przede wszystkim dla samego PiS. Nie dowodzą, że przez lata nie zrobiono dla wojska niczego, ani nie pozwalają całej odpowiedzialności za jego stan przypisać jednemu rządowi. Pokazują jednak bardzo wyraźnie rozdźwięk między wcześniejszym przedstawianiem modernizacji armii jako sukcesu a dzisiejszą oceną jej stanu dokonaną przez lidera partii, która w 2022 roku sprawowała władzę. Kaczyński chciał opisać możliwości Polski w pierwszych miesiącach wojny, ale użył sformułowania, które wraca dziś do niego jak polityczny bumerang. Jeśli po ponad sześciu latach rządów PiS Polska rzeczywiście „nie miała praktycznie żadnych realnych sił zbrojnych”, wyborcy mają pełne prawo zapytać: dlaczego?











