Karol Nawrocki może nie podać Putinowi ręki. Może ominąć go szerokim łukiem, może publicznie przypomnieć, kto odpowiada za rosyjską agresję na Ukrainę, i może wykorzystać każdą okazję, żeby powiedzieć światu, czym jest dzisiejsza Rosja. Nie powinien jednak robić jednej rzeczy: oddawać Putinowi polskiego krzesła przy stole G20.
Aleksander Kwaśniewski sprowadził cały problem do jednego, bardzo rozsądnego zdania: „Gdybym ja był na miejscu Nawrockiego, pojechałbym na G20. Putinowi zaś ręki bym nie podał”. I właśnie na tym polega różnica między prowadzeniem polityki zagranicznej a wykonywaniem efektownych gestów na użytek krajowej publiczności. Pierwsze wymaga obecności tam, gdzie zapadają ważne decyzje. Drugie może skończyć się tym, że wszyscy będą obecni – poza Polską.
Tym bardziej że Polska nie jest stałym członkiem G20. Została zaproszona na grudniowy szczyt w Miami jako gość, a Pałac Prezydencki od miesięcy przygotowuje udział Karola Nawrockiego i zabiega o to, aby polska obecność w tym formacie nie była jednorazowym wydarzeniem. Sam Nawrocki jeszcze niedawno podkreślał: „Obecność Polski w pracach G20 jest szansą, aby to po prostu zmienić – nie tylko w imieniu Polski, lecz także w interesie całego regionu”. Skoro jest to szansa, trudno byłoby zrozumieć dobrowolną rezygnację z niej tylko dlatego, że Amerykanie postanowili zaprosić również Putina.
Kwaśniewski nie pozostawia przy tym żadnych wątpliwości co do swojej oceny tej decyzji. „Uważam, że zaproszenie Putina jest błędem Trumpa” – mówi. I właśnie dlatego jego stanowisko jest spójne: można uważać zaproszenie rosyjskiego przywódcy za błąd, nie uznając jednocześnie, że Polska powinna za ten błąd zapłacić własną nieobecnością. Putin przyjechałby do Miami niezależnie od decyzji Warszawy. Puste polskie krzesło nie byłoby więc karą dla Kremla, lecz ograniczeniem możliwości przedstawienia polskiego stanowiska.
Kwaśniewski wie zresztą, z kim mamy do czynienia. Jak przypomniał, podczas swojej prezydentury spotykał się z Putinem ponad dwadzieścia razy. „Powiedział mi wtedy, że celem jego prezydentury jest odbudować wielką Rosję” – relacjonował jedną z rozmów z początku tego stulecia. Według Kwaśniewskiego rosyjski prezydent mówił również o Polsce i Rosji jako „dwóch wielkich imperiach” rywalizujących o Ukrainę. Były prezydent odpowiedział wówczas, że Polska nie ma imperialnych ambicji, lecz chce demokratycznej i niezależnej Ukrainy.
Dziś Kwaśniewski ocenia Putina jeszcze ostrzej. „Od tej agresji pełnoskalowej na Ukrainę, w 2022 roku, uważam, że to już nie jest plan, ale to jest obsesja. To jest dużo gorzej. Obsesja” – powiedział. Równocześnie zaznaczył: „W tym okresie, kiedy ja go znałem, to był Putin 1.0. Dzisiaj moim zdaniem to jest 5.0. To był inny Putin”. Można dyskutować z taką periodyzacją rosyjskiego przywódcy, ale trudno uznać te słowa za przejaw pobłażliwości wobec Kremla.
Właśnie dlatego jego rada dla Nawrockiego jest racjonalna. Nie podawać ręki Putinowi – to czytelny gest polityczny. Nie rezygnować z udziału w G20 – to obrona możliwości przedstawienia polskiego stanowiska. Jedno nie wyklucza drugiego. Nawet Marcin Przydacz przyznał, że Pałacowi Prezydenckiemu pomysł zaproszenia Putina się nie podoba. Polska nie ustala jednak listy uczestników, ponieważ nie jest gospodarzem szczytu ani stałym członkiem G20.
Nawrocki powinien więc bardzo uważać, aby zdecydowany stosunek do Kremla nie zamienił się w dyplomację gestów wykonywanych na własny koszt. Polska od miesięcy zabiega o mocniejszą obecność w G20, chce reprezentować interesy Europy Środkowej i przekonywać świat, że jej gospodarcze znaczenie uzasadnia trwałe miejsce w tym gronie. Rezygnacja z udziału właśnie teraz byłaby trudna do pogodzenia z tymi ambicjami.
Kwaśniewski proponuje Nawrockiemu rozwiązanie znacznie trudniejsze niż demonstracyjne pozostanie w Warszawie: pojechać do Miami, stanąć przy jednym stole z najważniejszymi przywódcami świata i jasno powiedzieć, co Polska sądzi o Rosji. Putinowi można nie podać ręki. Można odmówić zdjęcia, rozmowy i wszelkich gestów sugerujących normalizację. Nie trzeba jednak przy okazji oddawać własnego miejsca. Bo jeśli Nawrocki chce pokazać Putinowi twardość, powinien pamiętać o jednej rzeczy: najgorszym sposobem demonstrowania polskiej siły byłoby sprawienie, żeby na szczycie G20 zabrakło właśnie Polski. Putinowi trudno byłoby zrobić lepszy prezent.











