Michał Moskal może okazać się dla PiS wyjątkowo wygodnym rozwiązaniem problemu Zondacrypto: jeden poseł, jedna polityczna kara i możliwość przekonywania, że partia wyciągnęła konsekwencje.
Tyle że ta historia już dawno przestała mieścić się w jednym nazwisku. Są poprawki przygotowywane w imieniu klubu PiS, są pytania o ich konsultowanie z ludźmi związanymi z Przemysławem Kralem, jest wreszcie 450 tys. zł przekazane przez kancelarię Krala fundacji związanej ze Zbigniewem Ziobrą. Moskal może więc zapłacić własną karierą, ale to jeszcze nie oznacza, że wraz z nim znikną wszystkie niewygodne pytania. Przeciwnie: dopiero teraz warto zapytać, czy polityczna odpowiedzialność rzeczywiście kończy się na pośle, który znalazł się na pierwszej linii całej afery.
Według ustaleń Onetu Moskal przed złożeniem poprawek do ustawy o kryptoaktywach miał konsultować ich zapisy z osobami związanymi z Przemysławem Kralem. Poseł przedstawia inną wersję wydarzeń. „Poprawki przygotował poseł Janusz Kowalski, co sam wielokrotnie publicznie podkreślał” – tłumaczył. Zapewniał również, że nie wpływał na ich treść. Przyznał natomiast, że przekazał projekt do oceny osobom związanym z fundacją, z którą współpracował. Sam Moskal podkreśla też, że podpisana przez niego wersja była tą, która została ostatecznie złożona przez PiS.
I właśnie tutaj historia przestaje być wyłącznie historią Michała Moskala. Jeżeli były to poprawki firmowane przez polityków PiS, należy ustalić, kto wiedział o ich treści, kto je zaakceptował i jak wyglądała droga dokumentu przed jego złożeniem. Janusz Kowalski nie ukrywa oburzenia. „Jestem w szoku. Poprawki przygotowane przeze mnie w imieniu Klubu Parlamentarnego PiS trafiły do człowieka pracującego dla Krala i do samego Krala” – powiedział. To jego relacja, którą należy zestawić z wersją Moskala, ale jednocześnie pokazuje ona, że pytania nie kończą się na zachowaniu jednego posła.
A przecież jest jeszcze Zbigniew Ziobro. Związana z nim Fundacja Instytut Polski Suwerennej otrzymała 450 tys. zł od kancelarii prawnej należącej do Przemysława Krala. Ziobro potwierdził kwotę, zastrzegając: „450 tys. zł, ale nie od Zondacrypto, a od kancelarii prawnej należącej do mecenasa Krala”. Były minister twierdzi, że wcześniej nie znał ani Krala, ani jego firmy. Te wyjaśnienia również powinny zostać zweryfikowane, ale sam fakt przekazania pieniędzy powoduje, że sprowadzanie całej historii do kontaktów Moskala staje się coraz trudniejsze.
Co znamienne, dystansować się od tej sprawy zaczął nawet Mateusz Morawiecki. Były premier stwierdził: „Absolutnie od złodzieja Krala nikt nie powinien przyjmować pieniędzy”, dodając, że Ziobro powinien się z tego tłumaczyć. To istotne, ponieważ pokazuje, że problem został dostrzeżony również wewnątrz szeroko rozumianego obozu prawicy. Mamy z jednej strony pieniądze dla fundacji związanej z byłym ministrem sprawiedliwości, z drugiej – pytania o drogę poprawek do ustawy regulującej rynek kryptowalut. Są to odrębne wątki i nie należy automatycznie ich ze sobą utożsamiać, ale oba wymagają odpowiedzi.
Nie przesądza to odpowiedzialności karnej Ziobry, Moskala ani innych polityków. Takie ustalenia należą do prokuratury i sądu. Politycznie wolno jednak pytać o coś znacznie prostszego: czy zawieszenie jednego posła może zostać uznane za wystarczającą reakcję, skoro nazwisko Krala pojawia się w kilku różnych wątkach dotyczących środowiska politycznego prawicy?
Moskal próbuje tymczasem odwrócić kierunek oskarżenia. W oświadczeniu mówi o „bezprecedensowym i insynuatorskim ataku wymierzonym w Prawo i Sprawiedliwość” oraz nazywa sprawę „aferą rządu Donalda Tuska”. Taka odpowiedź nie rozstrzyga jednak pytań dotyczących poprawek, podobnie jak zawieszenie członkostwa w klubie nie wyjaśnia szerszego kontekstu kontaktów polityków z ludźmi związanymi z Zondacrypto. Zmiana tematu nie zastępuje odpowiedzi na pytania.
I właśnie dlatego Moskal nie może stać się wygodnym politycznym bezpiecznikiem całej sprawy. Jeśli poświęcenie jednego posła miałoby wystarczyć do zamknięcia Zondacrypto, byłoby to rozwiązanie niezwykle wygodne: jest winny, jest kara, można się rozejść. Tyle że pozostaje Ziobro i 450 tys. zł dla związanej z nim fundacji, pozostają poprawki przygotowywane w imieniu klubu PiS i pozostają pytania o kontakty z otoczeniem Krala. Moskal może stracić karierę. PiS nie powinno jednak oczekiwać, że razem z jego karierą zniknie cała sprawa. Bo im więcej poznajemy jej wątków, tym mniej przekonująco brzmi opowieść, że wszystko można zamknąć jednym nazwiskiem.











