PiS przez osiem lat miało państwo, prokuraturę i publiczne pieniądze w swoich rękach. Teraz przyszedł czas, by dokładnie sprawdzić, jak z tej władzy korzystało. Nie wystarczą już konferencje o „politycznej zemście”, opowieści o prześladowaniu opozycji ani próby przedstawiania każdego postępowania dotyczącego ludzi poprzedniej władzy jako ataku na demokrację. Jeżeli wszystko odbywało się zgodnie z prawem, dokumenty powinny to potwierdzić. Jeżeli nie – osoby odpowiedzialne powinny usłyszeć zarzuty i stanąć przed niezależnym sądem. Dlatego zapowiedź Waldemara Żurka, że państwo zamierza doprowadzić rozpoczęte sprawy do końca, jest dla PiS politycznie tak niewygodna.
„Żniwa się skończyły, ale zaczynają się wykopki” – napisał minister sprawiedliwości, nawiązując do wystąpienia Donalda Tuska dotyczącego dalszych rozliczeń poprzedniej władzy. Jeszcze mocniej brzmią jego kolejne słowa: „Nie można państwa traktować jak prywatnego folwarku, eldorado dobiegło końca. Wyjaśnimy każdą aferę do spodu”. Metafory o „wykopkach” można uznać za efektowne albo niepotrzebnie zaczepne. Istota tej deklaracji jest jednak znacznie poważniejsza: po ośmiu latach rządów PiS państwo ma obowiązek wyjaśnić wszystkie sprawy, w których istnieją uzasadnione podejrzenia naruszenia prawa.
Bo po zmianie władzy nie wystarczy powiedzieć wyborcom, że poprzednicy źle rządzili. Jeżeli istnieją podejrzenia naruszenia prawa, trzeba je sprawdzić. Jeżeli są dowody – powinny trafić do prokuratury i sądu. Jeżeli dowodów nie ma – sprawę należy zakończyć. Rozliczenie nie może oznaczać zasady „winny, bo z PiS”, ale równie niedopuszczalna byłaby zasada odwrotna: „nie wolno sprawdzać, bo chodzi o byłego ministra, posła czy prezesa państwowej spółki”.
I tutaj Żurek trafia w problem, z którym państwo mierzy się od lat. Zmiana rządu nie może oznaczać wyłącznie wymiany ludzi w gabinetach, spółkach i instytucjach. Musi również oznaczać możliwość sprawdzenia decyzji poprzedników, szczególnie tam, gdzie pojawiły się podejrzenia dotyczące wydawania publicznych pieniędzy, funkcjonowania instytucji państwa czy wykorzystywania stanowisk.
„Nie ma żadnej przerwy od roboty” – deklaruje Żurek. To zdanie powinno być dla niego przede wszystkim zobowiązaniem. Minister sprawiedliwości będzie oceniany nie po liczbie mocnych wpisów w mediach społecznościowych, lecz po tym, ile spraw zostanie rzetelnie wyjaśnionych, ile podejrzeń znajdzie potwierdzenie w materiale dowodowym i ile zarzutów obroni się później przed niezależnym sądem. Rozliczenia prowadzone wyłącznie na konferencjach prasowych byłyby politycznym teatrem. Rozliczenia zakończone dobrze przygotowanymi aktami oskarżenia – tam, gdzie istnieją ku temu podstawy – są normalnym działaniem państwa prawa.
PiS zapewne będzie przedstawiać działania obecnej władzy jako polityczną zemstę. Taka linia obrony jest dla partii Kaczyńskiego wygodna, bo pozwala każdą kolejną sprawę wpisać w opowieść o prześladowaniu opozycji. Ale właśnie dlatego Żurek powinien być szczególnie ostrożny. Każdy błąd proceduralny, każdy pochopny zarzut i każda sprawa oparta bardziej na politycznych emocjach niż dowodach będzie prezentem dla PiS.
Jest też druga strona tego problemu. Obecny rząd obiecywał rozliczenia poprzedników i jego wyborcy mają prawo pytać o rezultaty. Po niemal trzech latach od zmiany władzy samo przypominanie o aferach nie wystarcza. Jeżeli ktoś złamał prawo, powinien ponieść przewidziane prawem konsekwencje. Jeżeli nie złamał – powinien zostać oczyszczony z podejrzeń. Państwo nie może latami funkcjonować w stanie permanentnego „zaraz wszystko wyjaśnimy”.
Dlatego słowa Żurka należy potraktować dosłownie. „Wyjaśnimy każdą aferę do spodu” nie powinno oznaczać polowania na PiS. Powinno oznaczać coś dla PiS znacznie bardziej niewygodnego: konsekwentne sprawdzanie dokumentów, przepływów pieniędzy, decyzji urzędniczych i odpowiedzialności konkretnych osób.
I właśnie tutaj zaczyna się prawdziwy test dla Żurka. Mniej politycznego spektaklu, więcej akt sprawy. Mniej zapowiedzi, więcej dowodów. PiS przez lata powtarzało, że państwo działa zgodnie z prawem i że zarzuty opozycji są politycznymi atakami. Teraz może zostać to sprawdzone przed instytucjami do tego powołanymi. Jeśli „wykopki” Żurka mają mieć sens, nie mogą polegać na wykopywaniu przeciwników politycznych. Trzeba wykopać fakty. A potem pozwolić sądom zdecydować, co z nich wynika.











