Kiedy partii zaczyna brakować politycznego paliwa, zawsze można sięgnąć po broń. Dosłownie. PiS, które jeszcze niedawno przekonywało, że jest o krok od odzyskania władzy, dziś szuka tematów zdolnych ponownie zmobilizować własny elektorat.
Przemysław Czarnek znalazł właśnie jeden z nich: liberalizację dostępu do broni. Trudno oprzeć się wrażeniu, że tonący brzydko się chwyta. Po problemach sondażowych, rozłamie z ludźmi Mateusza Morawieckiego i krakowskim wyniku 17,5 proc. partia potrzebuje nowej opowieści. Broń nadaje się do niej znakomicie: można mówić jednocześnie o bezpieczeństwie, zagrożeniu, patriotyzmie i nieufności wobec państwa. Pytanie tylko, czy w ten sposób prowadzi się odpowiedzialną debatę o bezpieczeństwie, czy raczej szuka politycznego zapalnika.
Początek dał Karol Nawrocki. Podczas otwarcia strzelnicy sportowej w Bogutach-Piankach prezydent wezwał do „publicznej dyskusji o odpowiedzialnym dostępie do broni w Rzeczypospolitej Polskiej”. Przekonywał, że Polska znajduje się na końcu europejskich statystyk dotyczących dostępu do broni, a około 1 proc. obywateli ma broń i potrafi się nią posługiwać.
Sam Nawrocki zastrzegł przy tym coś bardzo ważnego: „Sama broń nie daje bezpieczeństwa. Bezpieczeństwo daje dopiero wyszkolony i odpowiedzialny człowiek, który tej broni używa”. I właśnie na tym powinna koncentrować się poważna rozmowa. Dostęp do broni, szkolenie obywateli i odporność państwa to trzy różne kwestie, których nie należy wrzucać do jednego politycznego worka.
Czarnek natychmiast jednak podchwycił temat. „Prezydent zaapelował o racjonalizację dostępu Polaków do broni. Prawo i Sprawiedliwość popiera ten kierunek” – oznajmił. Następnie połączył liberalizację przepisów z przygotowaniem społeczeństwa do zagrożeń. „Polacy nie powinni być społeczeństwem nieprzygotowanym na zmieniającą się sytuację bezpieczeństwa” – przekonywał.
Brzmi efektownie, ale zawiera bardzo wygodne pomieszanie pojęć. Społeczeństwo przygotowane na sytuację kryzysową nie jest tym samym co społeczeństwo posiadające więcej prywatnej broni. Przygotowanie oznacza szkolenie z pierwszej pomocy, zachowania podczas alarmu, ewakuacji, ochrony ludności, cyberbezpieczeństwa, łączności czy podstaw przetrwania. Państwo prowadzi zresztą już program takich szkoleń. Można oczywiście dyskutować również o przepisach dotyczących broni, ale nie należy sugerować, że jedno automatycznie prowadzi do drugiego.
Tym bardziej że liberalizacja dostępu do broni wymaga odpowiedzi na znacznie trudniejsze pytania niż te, które mieszczą się w krótkim nagraniu wyborczym. Jakie konkretnie bariery PiS chce znieść? Kto miałby uzyskiwać pozwolenia łatwiej? Jak wyglądałyby badania, szkolenia, obowiązek przechowywania broni i kontrola kwalifikacji? Czy chodzi o broń sportową, kolekcjonerską, do ochrony osobistej? Gdzie dokładnie Czarnek widzi przepisy niepotrzebnie restrykcyjne?
Dopóki nie poznamy odpowiedzi, otrzymujemy przede wszystkim polityczne hasło.
I tutaj pojawia się zasadniczy problem PiS. Partia Kaczyńskiego coraz częściej zachowuje się tak, jakby potrzebowała tematu, który przykryje jej własne kłopoty. Rozwój Plus odbiera jej część polityków i wyborców, wewnątrz prawicy trwa wojna o przywództwo, a ostatnie wybory w Krakowie trudno przedstawiać jako triumf. W takich warunkach hasło łatwiejszego dostępu do broni może być kuszące, bo pozwala przesunąć rozmowę z kondycji partii na emocjonalny spór światopoglądowy.
I właśnie dlatego Czarnek powinien szczególnie uważać. Broń nie jest kolejnym kampanijnym gadżetem, który można wyjąć z szuflady, gdy słupki zaczynają wyglądać nieprzyjemnie. Jeżeli PiS rzeczywiście chce zmieniać przepisy, powinno położyć na stole konkretny projekt, ekspertyzy i zabezpieczenia, a następnie poddać je normalnej debacie. Jeżeli natomiast cała propozycja ma sprowadzać się do hasła, że Polacy są „nieprzygotowani”, więc trzeba im ułatwić dostęp do broni, będziemy mieli do czynienia nie ze strategią bezpieczeństwa, lecz z politycznym chwytem. Tonący może chwytać się czego chce. Ale kiedy polityk zaczyna chwytać się broni, wyborcy mają prawo bardzo dokładnie sprawdzić, po co właściwie po nią sięga.











