Zbigniew Bogucki chciał zmiażdżyć Donalda Tuska. Wyszedł przed kamerę, powiedział o „człapaniu”, „słabym politycznym teatrze”, braku „odwagi i powagi” i najwyraźniej uznał, że sprawa została załatwiona. Tyle że kiedy z tej tyrady wyjąć osobiste docinki pod adresem premiera, zostaje z niej niemal pustka. Ani jednego konkretnego wyliczenia, ani odpowiedzi na rządowy projekt, ani wyjaśnienia, dlaczego rozwiązanie Pałacu Prezydenckiego miałoby zadziałać lepiej. Jest za to dużo min, pouczeń i demonstracyjnego oburzenia.
Bogucki chciał pokazać premiera, który urządza polityczny teatr. Nie zauważył, że sam wszedł na scenę i odegrał przedstawienie jeszcze bardziej teatralne. Tusk przynajmniej postawił na stole konkretną ustawę. Bogucki postawił na stole kilka złośliwości i uznał je za program gospodarczy.
„Panie premierze Tusk, pan ma wszystkie instrumenty, żeby obniżyć ceny paliw tu i teraz” – przekonuje Bogucki. To brzmi efektownie, dopóki nie zapyta się o owe „wszystkie instrumenty”. Rząd przedstawił przecież konkretny mechanizm: czasowy podatek od nadzwyczajnych zysków firm paliwowych, z którego wpływy mają finansować działania osłonowe. Pierwszą ustawę Karol Nawrocki skierował do Trybunału Konstytucyjnego, wskazując między innymi na problem działania przepisów wstecz. Rząd przygotował więc kolejną wersję i ponownie przeprowadził ją przez parlament. Można ten mechanizm krytykować, można podważać jego skuteczność, a argument Pałacu dotyczący retroaktywności wymaga poważnego potraktowania. Nie można jednak udawać, że Tusk niczego nie zaproponował i wyłącznie spaceruje przed Belwederem.
Sam premier sprowadził spór do prostego komunikatu. „To co? Robimy te tańsze paliwa, tak? Czekam na podpis, panie prezydencie” – powiedział na nagraniu. Oczywiście jest w tym polityczny teatr. Tusk doskonale wie, że krótki film sprzed Belwederu jest bardziej komunikatywny niż kilkanaście stron projektu ustawy. Tyle że za tym teatrem znajduje się rzeczywisty spór o konkretne przepisy i źródło finansowania programu. Bogucki odpowiada na niego przede wszystkim kolejnym teatrem, tyle że bardziej napastliwym.
„Zamiast człapać gdzieś wokół Belwederu, niech pan pójdzie na stację benzynową” – poucza premiera szef Kancelarii Prezydenta. I tu właśnie zaczyna brakować treści. Bogucki zarzuca Tuskowi, że wysokimi wpływami od kierowców „zasypuje własną dziurę budżetową”, ale nie przedstawia w tej wypowiedzi wyliczenia pokazującego, jak rząd mógłby natychmiast i trwale obniżyć ceny bez konsekwencji dla finansów publicznych. Hasło „obniżcie podatki” jest łatwe. Znacznie trudniej wskazać, które podatki, o ile, na jak długo, jak zagwarantować przeniesienie obniżki na ceny detaliczne i czym zastąpić utracone dochody państwa.
Pałac ma własny projekt „Paliwo Kosztuje Normalnie”, obejmujący między innymi czasowe zniesienie podatku od sprzedaży detalicznej paliw, możliwość obniżenia akcyzy oraz limity marż. To jest materiał do normalnej dyskusji. Można zestawić projekt prezydencki z rządowym, policzyć koszty obu rozwiązań i sprawdzić, które skuteczniej przełoży się na ceny przy dystrybutorach. Właśnie tak wyglądałaby „powaga”, do której Bogucki tak chętnie odwołuje się w swoim wystąpieniu.
Zamiast tego słyszymy: „Do tego trzeba byłoby mieć odwagę i powagę. Panu brak jednego i drugiego, niestety”. Mocne? Owszem. Tylko co z tego wynika dla człowieka, który jutro rano zatankuje samochód? Nic. Tusk przynajmniej postawił na stole ustawę i bierze polityczną odpowiedzialność za proponowany mechanizm. Prezydent ma pełne prawo zgłaszać wobec niego zastrzeżenia konstytucyjne i proponować własne rozwiązania. Rolą jego najbliższych współpracowników powinno być jednak tłumaczenie, dlaczego propozycja Pałacu jest lepsza, a nie konkurs na najbardziej złośliwe określenie premiera.
**Bogucki chciał więc dać Tuskowi lekcję powagi, a dał pokaz politycznej bezradności przykrytej agresywną retoryką. „Człapanie”, „teatr”, brak „odwagi” – wszystko to dobrze wygląda w kilkudziesięciosekundowym nagraniu i może zebrać trochę lajków. Tyle że od żadnego z tych słów benzyna nie stanieje nawet o grosz. Jeżeli szef Kancelarii Prezydenta naprawdę ma lepszy sposób na obniżenie cen, powinien pokazać liczby, mechanizm i skutki. Jeżeli ich nie pokazuje, pozostaje mu wyłącznie pokrzykiwanie na premiera. I właśnie dlatego jego wystąpienie tak bardzo rozmija się z tym, czego sam domaga się od Tuska.
Bogucki mówi o „odwadze i powadze”, ale sam zaprezentował przede wszystkim złośliwość i pusty polityczny hałas. Chciał wykazać, że Tusk nie ma nic do zaoferowania. Tymczasem po zakończeniu jego tyrady znacznie bardziej oczywiste stało się pytanie: a co właściwie do powiedzenia ma Zbigniew Bogucki?











