Najłatwiej byłoby się obrazić, trzasnąć drzwiami i ogłosić moralne zwycięstwo. Putin przyjeżdża na G20? To Polska nie jedzie. Tyle że po takim geście Putin nadal siedziałby przy stole, a polskie krzesło stałoby puste. I właśnie dlatego stanowisko Radosława Sikorskiego jest rozsądniejsze niż efektowna polityka gestów.
Rosyjskiemu przywódcy nie trzeba podawać ręki, nie trzeba się z nim fotografować i nie trzeba udawać, że po latach wojny wszystko wraca do normy. Trzeba natomiast być tam, gdzie rozmawia się o sprawach mających bezpośrednie znaczenie dla Polski. Bo bojkot Putina nie izoluje, jeżeli bojkotujący wychodzi z sali, a Putin w niej zostaje. Wtedy nie jest to izolacja Rosji. To dobrowolne wyłączenie Polski z rozmowy.
„Dyplomacja jest trudniejsza, niż się wydaje i czasami stawia nas w niekomfortowych sytuacjach, ale musimy umieć sobie z nimi radzić” – powiedział szef MSZ. Trudno o lepsze podsumowanie problemu. Polityka zagraniczna nie polega na uczestniczeniu wyłącznie w spotkaniach z ludźmi, których lubimy. Gdyby tak było, dyplomacja byłaby działalnością towarzyską. G20 jest jednym z najważniejszych forów rozmowy o światowej gospodarce i polityce, a Polska dostała możliwość uczestniczenia w nim jako gość. Rezygnowanie z tego miejsca dlatego, że Amerykanie postanowili zaprosić również Putina, byłoby prezentem właśnie dla Moskwy.
Sikorski jednocześnie nie udaje, że samo zaproszenie rosyjskiego przywódcy jest czymś normalnym. „Władimir Putin powinien nie być traktowany jako pożądany gość tak długo, jak prowadzi napastniczą, kolonialną wojnę” – stwierdził. To ważne rozróżnienie. Można uczestniczyć w tym samym międzynarodowym forum i jednocześnie nie uczestniczyć w politycznej rehabilitacji Putina. Można słuchać, odpowiadać, przedstawiać polskie stanowisko i pilnować własnych interesów, nie stwarzając przy tym wrażenia, że wszystko wróciło do stanu sprzed rosyjskiej inwazji.
Jeszcze wyraźniej Sikorski odpowiedział na pytanie o ewentualny uścisk dłoni. Nie podałby Putinowi ręki. „To jest człowiek, który jest obłożony listem gończym (…) a ja nie mam zwyczaju z podejrzanymi utrzymywać stosunków bliskich” – powiedział. Można dyskutować o dyplomatycznym znaczeniu takich gestów, ale trudno nie dostrzec czytelności tego komunikatu. Obecność Polski przy stole – tak. Towarzyskie gesty sugerujące normalizację stosunków – nie.
Sikorski trafnie zwraca również uwagę na niebezpieczeństwo związane z amerykańską próbą ponownego wprowadzenia Putina do grona światowych przywódców. Jego zdaniem Donald Trump „jako człowiek biznesu uważa, że w każdej sytuacji są rozwiązania, na których mogą skorzystać obie strony”. Minister odpowiada na to ostro: „To jest podejście ahistoryczne do tej wojny i póki co nie daje rezultatów, a niestety wyciąga Putina z izolacji”.
To jest sedno problemu. Wojna nie jest transakcją handlową, w której wystarczy odnaleźć cenę akceptowalną dla sprzedającego i kupującego. Rosja zaatakowała Ukrainę, zajęła część jej terytorium, a Putin pozostaje objęty nakazem aresztowania Międzynarodowego Trybunału Karnego. Zaproszenie go na wielkie międzynarodowe forum samo w sobie ma znaczenie polityczne. Kreml doskonale to rozumie, dlatego tak pozytywnie przyjął amerykański gest.
Ale właśnie dlatego Polska powinna tam być. Jeżeli Putin pojawi się przy stole, polskie krzesło nie powinno pozostać puste. Ktoś musi przypominać, dlaczego rosyjski przywódca przez ostatnie lata znajdował się w izolacji i dlaczego nie można przejść nad wojną do porządku dziennego tylko dlatego, że świat zaczyna być nią zmęczony.
I tu Sikorski trafia w sedno znacznie celniej niż zwolennicy demonstracyjnego bojkotu. Putinowi nie robi się krzywdy, oddając mu miejsce przy stole. Robi mu się prezent. Polska nie jedzie na G20 po to, żeby ściskać Putinowi dłoń, pozować z nim do zdjęć albo pomagać Trumpowi urządzać spektakl rosyjskiego powrotu na salony. Jedzie tam po to, żeby pilnować własnych interesów i mówić rzeczy, których Putin najchętniej by nie usłyszał.
Dlatego odpowiedź powinna być brutalnie prosta: Putin na sali? Tym bardziej Polska na sali. Putin wyciąga rękę? Nie trzeba jej przyjmować. Putin próbuje wrócić do normalności? Trzeba przypominać, dlaczego z tej normalności wypadł. Dyplomacja nie polega na uciekaniu z pokoju, kiedy wchodzi do niego przeciwnik. Polega na tym, żeby zostać, spojrzeć mu w oczy i nie pozwolić, by mówił za nas. Puste polskie krzesło byłoby prezentem dla Kremla. Sikorski proponuje, żeby tego prezentu Putinowi nie dawać.











