Marcin Romanowski dostał od sądu dokładnie to, czego potrzebował, aby skończyć z politycznym spektaklem wokół własnej osoby. List żelazny, jeśli decyzja się uprawomocni, pozwoli mu wrócić do Polski bez obawy o zatrzymanie i tymczasowe aresztowanie. Były wiceminister sprawiedliwości będzie mógł stanąć przed polskim wymiarem sprawiedliwości i bronić się z wolnej stopy.
Trudno wyobrazić sobie rozwiązanie bardziej komfortowe dla podejrzanego przebywającego poza krajem. Dlatego od tej chwili każda kolejna zwłoka będzie rodziła proste pytanie: skoro Romanowski twierdzi, że jest niewinny, czego jeszcze potrzebuje, żeby wrócić i przedstawić swoje argumenty przed sądem?
Jego obrońca Bartosz Lewandowski nie ukrywał znaczenia decyzji. „Mój Klient na terytorium Polski nie będzie mógł być zatrzymany i tymczasowo aresztowany, a ENA ‘upada’, jeśli postanowienie Sądu się uprawomocni” – poinformował. To nie jest drobny proceduralny sukces. To potencjalnie fundamentalna zmiana sytuacji Romanowskiego.
Właśnie dlatego tak interesujące są słowa mec. Jacka Dubois. „Jako prawnik mam rozdwojenie jaźni, bo jako adwokat bardzo cieszę się z tego orzeczenia” – przyznał. Dubois sam występuje o listy żelazne dla swoich klientów i zwraca uwagę, że sądy często odmawiają ich wydania ze względu na sprzeciw prokuratora. W przypadku Romanowskiego sprzeciw taki nie zatrzymał sądu.
Dubois wskazuje również na inną okoliczność. Gdy listy żelazne są wydawane, bywają zabezpieczane wysokim poręczeniem majątkowym. Tutaj takiego zabezpieczenia nie zastosowano. „Prawo powinno być równe dla wszystkich” – przypomina adwokat. I trudno znaleźć lepsze zdanie opisujące istotę problemu.
Romanowski powinien być traktowany dokładnie tak samo jak każdy inny podejrzany. Nie gorzej dlatego, że był politykiem PiS i wiceministrem Zbigniewa Ziobry, ale również nie lepiej dlatego, że jego sprawa stała się elementem wielkiej politycznej wojny. Jeżeli przeciętny podejrzany musi spełniać rygorystyczne warunki, żeby otrzymać list żelazny, opinii publicznej należy się jasne wyjaśnienie, dlaczego w tym przypadku zastosowano takie, a nie inne zabezpieczenia.
Najbardziej kontrowersyjna część wypowiedzi Dubois dotyczy jednak miejsca pobytu Romanowskiego. „Mamy do czynienia z politykiem, który ukrywa się w miejscu kontrolowanym przez naszego wroga – Rosję. To osoba, która mogła być pod wpływem obcego państwa i nagle może znów wejść do Sejmu” – powiedział. To bardzo poważne stwierdzenie, którego nie należy przedstawiać jako ustalonego faktu. Sam obrońca Romanowskiego podkreśla, że sąd nie znalazł potwierdzenia, iż jego klient przebywa w Naddniestrzu.
I właśnie dlatego Romanowski może przeciąć wszystkie spekulacje jednym ruchem: wrócić do Polski, gdy list żelazny stanie się prawomocny. Nie prowadzić swojej sprawy z zagranicy, nie występować wyłącznie przez pełnomocników i media, lecz stawić się przed organami polskiego państwa.
Romanowskiemu nie udowodniono winy. Zarzuty prokuratury pozostają zarzutami i dopiero sąd może zdecydować, czy są zasadne. Ale domniemanie niewinności nie oznacza, że podejrzany powinien bez końca prowadzić spór z wymiarem sprawiedliwości z zagranicy. Przeciwnie: właśnie sala sądowa jest miejscem, w którym można wykazać, że prokuratura się myli.
Dubois powiedział jeszcze jedno zdanie, którego nie należy lekceważyć: „Sąd podjął decyzję nie tylko prawną, ale polityczną”. To jego ocena, nie stwierdzony fakt. Jeżeli jednak decyzja rzeczywiście jest tak wyjątkowo korzystna dla Romanowskiego, tym bardziej były wiceminister powinien wykorzystać ją zgodnie z deklarowanym celem listu żelaznego – czyli powrotem i udziałem w postępowaniu.
Romanowski dostał szansę, o której wielu podejrzanych może tylko marzyć: możliwość powrotu bez aresztu i obrony z wolnej stopy. Jeśli decyzja się uprawomocni, skończą się wymówki. Może wrócić, spojrzeć prokuratorom w oczy i zakwestionować ich dowody przed niezależnym sądem. Jeżeli tego nie zrobi, coraz trudniej będzie przedstawiać całą historię wyłącznie jako walkę niewinnego człowieka z politycznym prześladowaniem. Kto twierdzi, że nie ma nic do ukrycia, dostał właśnie wyjątkowo komfortową możliwość, żeby to udowodnić.











