Karol Nawrocki najwyraźniej znalazł sposób, żeby rządzić Polską bez rządu, większości parlamentarnej i odpowiedzialności za wykonanie własnych decyzji. Wystarczy weto. Rząd przygotowuje ustawę – prezydent ją blokuje. Parlament uchwala rozwiązanie – Pałac mówi „nie”. A kiedy pojawia się pytanie, co właściwie Nawrocki proponuje w zamian, zaczyna się opowieść o obronie Polaków przed złym rządem.
Donald Tusk właśnie nazwał tę metodę po imieniu: „szkodzić, blokować, zatrzymywać, paraliżować”. To oczywiście polityczna ocena premiera, ale kolejne prezydenckie weta sprawiają, że coraz trudniej ją zbyć jako zwykły partyjny atak. Nawrocki nie dostał od wyborców własnego rządu ani większości w Sejmie. Dostał prawo weta. Jeżeli próbuje z tego jednego narzędzia zbudować alternatywny ośrodek władzy wykonawczej, problem przestaje dotyczyć pojedynczych ustaw. Zaczyna dotyczyć tego, jak prezydent rozumie własne miejsce w państwie.
„Wetowanie ustaw to metoda. To strategia szkodzenia takim czasami podstawowym interesom państwa, byleby zaszkodzić rządowi i byleby budować pozycję prezydenta” – mówi Tusk. To ostra polityczna diagnoza i nie sposób udowodnić, że każde weto Nawrockiego wynika właśnie z takiej intencji. Premier wskazuje jednak na realny problem: skalę i charakter prezydenckich blokad.
Hasło Prezydenta nieco się zmieniło. Dziś brzmi: „Po pierwsze szkodzić Polsce, po pierwsze szkodzić Polakom." pic.twitter.com/rxdFRWverk
— Donald Tusk (@donaldtusk) October 1, 2026
Dobrym przykładem jest transport publiczny. Nawrocki zawetował ustawę dotyczącą publicznego transportu zbiorowego. Tusk pyta: „Dlaczego mu przychodzi do głowy zawetowanie ustawy, która miała usprawnić i udoskonalić ten transport lokalny?”. I dodaje, że chodziło o zapewnienie komunikacji mieszkańcom miejsc, do których nie dociera kolej.
Podobnie było z reformą procedury karnej dotyczącą tymczasowego aresztowania. Nawrocki skorzystał z weta także tutaj. Tusk przypomina, że problem nadużywania aresztu tymczasowego od lat jest przedmiotem krytyki. Można spierać się o szczegóły ustawy, ale prezydenckie „nie” nie rozwiązało samego problemu.
Jeszcze bardziej znacząca była sprawa SAFE. Nawrocki zawetował ustawę dotyczącą wykorzystania europejskiego mechanizmu finansowania obronności. Pałac miał własne argumenty: prezydent ostrzegał przed unijną warunkowością i przedstawił alternatywną koncepcję finansowania. Rząd ostatecznie znalazł sposób, aby mimo weta skorzystać z programu. Tusk może więc powiedzieć: prezydent utrudnił operację, ale jej nie zatrzymał.
I właśnie tutaj spór przestaje dotyczyć pojedynczych ustaw. „Dlaczego podjął takie ryzyko? Bo to jest strategia szkodzić, blokować, zatrzymywać, paraliżować” – mówi premier. Słowo „szkodzić” opisuje jego ocenę motywacji Nawrockiego, a nie udowodniony fakt. Znacznie trudniej zakwestionować pozostałą część problemu: kolejne weta rzeczywiście utrudniają realizację programu większości parlamentarnej.
Prezydent oczywiście nie jest notariuszem rządu. Konstytucja daje mu weto właśnie po to, aby mógł powiedzieć większości „nie”. Ale istnieje zasadnicza różnica między kontrolowaniem ustaw a próbą prowadzenia za pomocą weta własnej polityki wykonawczej. Jeżeli prezydent nie tylko odrzuca rozwiązanie rządu, ale regularnie próbuje zastępować je własnym, zaczyna się spór o granice jego ustrojowej roli.
Tusk celnie zauważa jeszcze jedną rzecz: skutków weta nie odczuwa abstrakcyjny „rząd”. Odczuwa je obywatel czekający na autobus, przedsiębiorca, żołnierz czy człowiek czekający na rozstrzygnięcie sprawy w przeciążonym sądzie. Weto nie jest ciosem wymierzonym w nazwisko premiera. Jest decyzją dotyczącą konkretnej ustawy i konkretnych ludzi.
I właśnie dlatego Tusk powinien dalej mówić Nawrockiemu: sprawdzam. Prezydent może zawetować ustawę, ale nie może udawać, że polityczne skutki jego decyzji przestają być jego odpowiedzialnością w chwili złożenia podpisu pod wetem. Nie wystarczy powtarzać „Po pierwsze Polska, po pierwsze Polacy”, jeżeli równocześnie blokuje się rozwiązania dotyczące transportu, sądów czy finansowania obronności. Nawrocki chciał z weta zrobić demonstrację siły. Coraz bardziej ryzykuje, że zrobi z niego symbol własnej prezydentury: prezydentury, która nie może rządzić, więc próbuje pokazać swoją władzę, przeszkadzając rządzącym. Tusk uderzył więc w najczulszy punkt tej strategii. Można miesiącami budować polityczną pozycję na słowie „nie”. W końcu jednak Polacy mogą zapytać o jedno: skoro Nawrocki tak skutecznie potrafi zatrzymywać, to co właściwie potrafi zbudować?











