Waldemar Żurek zrobił coś, czego politycy wyjątkowo nie lubią: powiedział publicznie, że jego strona popełniła błąd. Prokuratura nie wystąpiła o wyłączenie sędziego Konrada Mielcarka ze sprawy listu żelaznego dla Marcina Romanowskiego i minister sprawiedliwości nie próbuje teraz przekonywać, że wszystko przebiegło znakomicie. „Mówię to otwartym tekstem. Będę widział się z prokuratorami i uważam, że to jest błąd” – stwierdził.
I właśnie taka powinna być reakcja państwa na sytuację, w której pojawiają się poważne wątpliwości: przyznać się do pomyłki, wykorzystać przewidziane prawem środki odwoławcze i doprowadzić sprawę do rozstrzygnięcia przez sąd wyższej instancji.
Romanowski nie został uniewinniony. Nie zakończyło się również śledztwo dotyczące Funduszu Sprawiedliwości. Sąd Okręgowy w Warszawie wydał mu nieprawomocnie list żelazny, dzięki któremu po uprawomocnieniu decyzji mógłby wrócić do Polski i odpowiadać z wolnej stopy. Prokuratura zapowiedziała zażalenie. Romanowski pozostaje podejrzanym i przysługuje mu domniemanie niewinności.
Żurek stawia jednak pytanie o coś innego: czy w tej konkretnej sytuacji istnieją wystarczające podstawy, aby państwo zaufało Romanowskiemu i zagwarantowało mu pozostawanie na wolności. „List żelazny jednak daje się osobie, do której ma się jakieś minimum zaufania, że ona pewne rygory związane z tym listem wykona. Tutaj w ogóle nie ma ani pół przesłanki do tego, żebyśmy w to wierzyli” – mówi minister.
To jest sedno sporu. List żelazny nie jest przecież nagrodą ani formą uniewinnienia. Nakłada na podejrzanego konkretne obowiązki: stawianie się na wezwania, pozostawanie w zadeklarowanym miejscu pobytu oraz nieutrudnianie postępowania. Sąd uznał, że takie rozwiązanie może umożliwić prowadzenie sprawy z udziałem Romanowskiego. Prokuratura ocenia ryzyko inaczej. I właśnie tę różnicę powinien teraz rozstrzygnąć sąd odwoławczy.
Szczególnie istotne jest jednak to, że Żurek nie oszczędza również własnej prokuratury. „To jest taka wiara, że jak tak jest napisane w ustawie, to to się ziści. Nie ziści się i trzeba co do zasady w każdej tego typu sprawie zgłaszać taki wniosek” – powiedział o niezłożeniu wniosku o wyłączenie sędziego.
Można dyskutować z jego oceną sędziego Mielcarka. Jeszcze ostrożniej trzeba traktować przekonanie ministra, że przy innym sędzi wynik postępowania byłby inny. Sędziowie mają być niezawiśli, a minister sprawiedliwości nie powinien z góry przesądzać treści orzeczeń. Ale Żurek ma prawo wskazywać na problem statusu sędziów powołanych przy udziale obecnej KRS i domagać się, żeby prokuratorzy wykorzystywali dostępne procedury, jeżeli widzą podstawy do kwestionowania składu sądu.
Istotny jest także spór o przepis wprowadzony w 2021 roku, a więc za rządów PiS. Stanowi on, że w postępowaniu przygotowawczym list żelazny może zostać wydany na wniosek prokuratora albo przy braku jego sprzeciwu. Prokurator w sprawie Romanowskiego się sprzeciwił. Sąd uznał jednak, że sprzeciw nie może pozbawiać go konstytucyjnej niezależności. To poważny spór prawny, którego nie rozstrzygnie ani wpis ministra, ani konferencja polityków PiS.
Dlatego najważniejsze w słowach Żurka nie jest nawet jego przekonanie, że listu żelaznego nie powinno być. Najważniejsze jest: „To błąd”. Państwo popełniło błąd proceduralny? Trzeba go naprawić. Prokuratura przegrała pierwsze starcie? Powinna skorzystać z zażalenia. Sąd wyższej instancji uzna, że list żelazny został wydany prawidłowo? Państwo musi ten wyrok respektować. Ale sprawa Romanowskiego nie może zakończyć się dlatego, że ktoś po stronie prokuratury czegoś nie dopilnował. Romanowski powinien stanąć przed sądem, prokuratura przedstawić dowody, obrona swoje argumenty, a sąd zdecydować o winie lub niewinności. Żurek ma rację w jednym zasadniczym punkcie: państwo nie może odpuszczać. Musi natomiast działać tak, żeby tym razem nie popełniać własnych błędów.











