Przemysław Czarnek najwyraźniej odkrył własny sposób na polityczne przetrwanie: każdego dnia znaleźć kogoś, z kim można się pokłócić. Donald Tusk, ministrowie, koalicja rządząca, Mateusz Morawiecki, jego polityczni współpracownicy, a teraz Sławomir Mentzen – właściwie wszystko jedno, kto akurat stanie na drodze. Ważne, żeby były kamery, mocne słowa i kolejna awantura, dzięki której nazwisko wiceprezesa PiS przez kilka godzin pozostanie w medialnym obiegu.
Tym razem poszło o podatek od nadzwyczajnych zysków koncernów paliwowych. Mentzen skrytykował Karola Nawrockiego, a Czarnek natychmiast uznał, że musi ruszyć prezydentowi na ratunek. I jak zwykle zrobił to z subtelnością tarana.
Nawrocki podpisał ustawę, jednocześnie kierując ją w trybie kontroli następczej do Trybunału Konstytucyjnego. Mentzen uznał, że rozwiązanie jest sprzeczne z konstytucją ze względu na jego retroaktywny charakter. „Bardzo żałuję, że Prezydent poddał się propagandzie Donalda Tuska i zgodził się na ten podatek” – napisał. Można się z Mentzenem zgadzać albo nie, ale jego argument jest przynajmniej czytelny: dotyczy konstrukcji podatku, konstytucji oraz konsekwencji dla akcjonariuszy Orlenu.
I wtedy pojawił się Czarnek.
„Drogi Sławku, chciałbym, żebyś skupił się na rzeczywistości Polaków i powiedział Polakom, jak ma ona wyglądać w przyszłości” – pouczył lidera Nowej Nadziei. Już samo protekcjonalne „drogi Sławku” pokazuje, jaki charakter miała mieć odpowiedź. Nie chodziło o polemikę dotyczącą retroaktywności podatku. Chodziło o ustawienie Mentzena w roli niesfornego młodszego kolegi, którego starszy polityk musi publicznie przywołać do porządku.
Na tym jednak Czarnek nie poprzestał. „Ja bym radził Sławkowi, żeby bardziej skupił się na partii, która nie jest w stanie uzbierać nawet 3000 podpisów poparcia za kandydatem na prezydenta Krakowa” – wypalił.
I tu zaczyna się prawdziwa osobliwość całej awantury. Co liczba podpisów pod kandydaturą w Krakowie ma wspólnego z konstytucyjnością podatku od nadzwyczajnych zysków? Absolutnie nic. Mentzen mówi o podatkach, Czarnek odpowiada Krakowem. Mentzen stawia zarzut dotyczący decyzji prezydenta, Czarnek wyciąga problemy organizacyjne Konfederacji. To nie jest polemika. To klasyczne „a u was biją Murzynów” w wersji dostosowanej do polskiej polityki 2026 roku.
Coraz częściej można odnieść wrażenie, że właśnie na tym polega dzisiejsza polityczna metoda Czarnka. Musi być głośno. Musi być konflikt. Najlepiej jeszcze taki, który pozwala politykowi PiS wystąpić przed kamerami w charakterze człowieka pouczającego wszystkich dookoła. Sens sporu jest drugorzędny, bo liczy się samo starcie.
Być może ma to również prozaiczne uzasadnienie. Czarnek musi przypominać, że nadal jest jednym z najważniejszych polityków PiS. W partii trwa przecież walka o przyszły układ sił, własną pozycję buduje Mateusz Morawiecki, samodzielnym ośrodkiem politycznym jest Karol Nawrocki, a Konfederacja walczy z PiS o część podobnego elektoratu. W takim otoczeniu zniknięcie z mediów choćby na kilka dni może być dla ambitnego polityka wyjątkowo nieprzyjemne.
Dlatego Czarnek komentuje, poucza, atakuje i udziela rad. Tyle że im częściej to robi, tym bardziej zaciera się granica między polityczną ofensywą a zwykłą potrzebą zwracania na siebie uwagi.
Najzabawniejsze jest więc to, że Czarnek radzi Mentzenowi, aby „bardziej skupił się na partii”. Być może powinien zastosować własną radę do siebie. PiS ma problemy z własną tożsamością, walczy z ludźmi Morawieckiego, próbuje odzyskać wyborców odpływających na prawo i zastanawia się, jak ma funkcjonować w nowym układzie politycznym. Tymczasem jeden z jego wiceprezesów urządza awanturę o to, że Mentzen ośmielił się skrytykować Nawrockiego, a na argument dotyczący podatków odpowiada podpisami z Krakowa.
Jeżeli Czarnek chciał pokazać, że PiS ma coś ważnego do powiedzenia, osiągnął skutek odwrotny. Pokazał przede wszystkim, że sam bardzo chce coś powiedzieć. Najlepiej codziennie, najgłośniej jak się da i nieważne właściwie na jaki temat. Byle kamery były włączone i nikt przypadkiem nie zapomniał, że Przemysław Czarnek wciąż jest w polityce.











