A może w całej wojnie na prawicy patrzymy nie tam, gdzie trzeba? Może najważniejszym konfliktem nie jest już spór PiS z Mateuszem Morawieckim ani nawet coraz częstsze napięcia między Nowogrodzką a Pałacem Prezydenckim. Być może znacznie ciekawsze pytanie brzmi: czy Karol Nawrocki i Mateusz Morawiecki, świadomie lub po prostu dzięki zbieżności interesów, nie rozgrywają właśnie Jarosława Kaczyńskiego? Dowodu na żaden tajny pakt nie ma. Jest natomiast coraz więcej politycznych puzzli, które po ułożeniu tworzą dla prezesa PiS wyjątkowo niewygodny obraz.
Morawiecki otwarcie zbuntował się przeciwko sposobowi zarządzania partią przez Kaczyńskiego. Kiedy prezes próbował zmusić ludzi Rozwoju Plus do wyboru między stowarzyszeniem a PiS, środowisko byłego premiera odpowiedziało twardo: „Nie ma naszej zgody na podpisywanie lojalek, wymuszanie podpisów ani składanie upokarzających deklaracji”. Morawiecki przedstawił Kaczyńskiemu propozycje kompromisu, ale prezes ich nie przyjął. Konflikt przestał więc być sporem personalnym. Stał się walką o to, kto będzie urządzał prawicę po Kaczyńskim.
I właśnie wtedy coraz ciekawsza staje się rola Nawrockiego.
W PiS narastają pretensje, że prezydent nie stanął jednoznacznie po stronie Kaczyńskiego. Według medialnych relacji politycy związani z twardym skrzydłem partii zarzucają Pałacowi życzliwość wobec Rozwoju Plus. Jeden z ludzi z otoczenia Kaczyńskiego mówił nawet: „Morawiecki chce stwarzać wrażenie, że Nawrocki trzyma jego stronę. To budzi irytację na Nowogrodzkiej”. Inny przyznawał: „Nawrocki wie, że nie może poprzeć Morawieckiego. Nie stanie po jego stronie, ale jest życzliwy wobec Rozwoju Plus”.
To bardzo znaczące rozróżnienie. Nawrocki nie musi przecież publicznie ogłaszać sojuszu z Morawieckim. Wystarczy, że nie pomoże Kaczyńskiemu go zniszczyć.
Prezydent ma przy tym własny interes. Kaczyński przez dekady był niekwestionowanym centrum polskiej prawicy. Dziś Nawrocki posiada coś, czego prezes PiS nie ma: własny mandat pochodzący z wyborów powszechnych, urząd prezydenta i możliwość budowania politycznego zaplecza niezależnego od Nowogrodzkiej. Im słabszy Kaczyński, tym większa przestrzeń dla Pałacu.
Morawiecki potrzebuje natomiast patrona, który pozwoli mu funkcjonować na prawicy bez błogosławieństwa prezesa PiS. I tutaj interesy obu polityków zaczynają się zadziwiająco dobrze uzupełniać. Nawrocki potrzebuje szerokiego obozu, jeśli chce kiedyś mieć przyjazny sobie rząd. Morawiecki potrzebuje politycznej legitymizacji po zerwaniu z Kaczyńskim. Jeden ma urząd i mandat, drugi doświadczenie premiera, ludzi oraz własne środowisko.
Co więcej, w prezydenckiej Radzie Parlamentarzystów znaleźli się politycy związani z Rozwojem Plus, między innymi Marcin Horała i Szymon Szynkowski vel Sęk. W Pałacu są również osoby utrzymujące dobre relacje ze środowiskiem byłego premiera. To nadal nie jest dowód spisku. Jest jednak dowodem, że między tymi środowiskami nie ma politycznej kwarantanny, której zapewne życzyłaby sobie część PiS.
Najciekawsze jest jednak to, że obaj mogą osiągnąć swój cel bez formalnego porozumienia. W polityce nie zawsze potrzebny jest podpisany pakt. Czasem wystarczy wspólny przeciwnik i zgodność interesów.
I właśnie dlatego Kaczyński może mieć dziś znacznie większy problem, niż wygląda na pierwszy rzut oka. Morawiecki sam nie zdołał go pokonać wewnątrz PiS. Nawrocki sam nie potrzebuje otwartej wojny z człowiekiem, który pomógł mu dojść do prezydentury. Razem – nawet bez formalnego sojuszu – mogą jednak stopniowo przenosić centrum prawicy poza Nowogrodzką. Morawiecki odbiera Kaczyńskiemu ludzi, Nawrocki odbiera mu polityczny monopol, a prezes PiS po raz pierwszy od wielu lat musi obserwować, jak przyszłość jego własnego obozu może być układana bez niego.
Nie wiadomo, czy Nawrocki i Morawiecki grają razem. Coraz bardziej zasadne jest natomiast pytanie, czy przypadkiem obaj nie grają w grę, w której największym przegranym ma zostać Jarosław Kaczyński.











