Prawo i Sprawiedliwość najwyraźniej nie ma już pomysłu, jak ma funkcjonować w opozycji. Nie wie, jak odzyskać inicjatywę, czym zainteresować wyborców ani jak zbudować przekonującą alternatywę dla rządu Donalda Tuska. Zamiast programu dostajemy więc kolejną konferencję, kolejne mocne słowa i kolejny wniosek, o którym jego autorzy z góry wiedzą, że niczego nie zmieni.
Tym razem PiS chce odwołania ministra finansów Andrzeja Domańskiego. „Wiemy, że ten rząd go obroni” – przyznaje Przemysław Czarnek. Trudno o bardziej szczere podsumowanie politycznej bezradności. PiS organizuje wielką ofensywę, jednocześnie informując, że zakończy się ona porażką.
Oczywiście problem finansów publicznych istnieje i nie ma sensu go bagatelizować. Projekt budżetu na 2027 r. przewiduje 977,6 mld zł wydatków i deficyt przekraczający 280 mld zł. Rządowa strategia zarządzania długiem także pokazuje jego wzrost. Opozycja ma więc nie tylko prawo, ale obowiązek pytać Domańskiego o tempo zadłużania państwa, koszty obsługi długu i sposób przywracania równowagi finansowej. Tyle że PiS zamiast przeprowadzić poważną debatę o finansach urządza kolejny spektakl, w którym najważniejsze są wielkie słowa, a konkretne rozwiązania schodzą na dalszy plan.
„Wszystko składa się na wielki problem, który jest tuż przed nami, idziemy na ścianę” – ogłasza Czarnek. Brzmi efektownie, ale co właściwie proponuje PiS poza odwołaniem Domańskiego? Gdzie jest alternatywny plan finansów państwa? Które wydatki należy zmniejszyć, które podatki zmienić i jak szybko redukować deficyt? Z czego finansować armię, ochronę zdrowia i świadczenia społeczne? Tego właśnie brakuje w wystąpieniu Czarnka. Łatwo powiedzieć „idziemy na ścianę”. Znacznie trudniej przedstawić własną drogę, która tę ścianę pozwoli ominąć.
PiS nie jest przy tym partią, która może przekonująco występować w roli niewinnego obserwatora polskich finansów publicznych. Jeszcze w 2023 r. rząd Mateusza Morawieckiego sam zakładał wzrost długu, między innymi z powodu zwiększonych wydatków na obronność, bezpieczeństwo, rodziny i zdrowie. Dzisiejsza sytuacja jest znacznie poważniejsza i wymaga odpowiedzi ze strony obecnego rządu, ale polityczna amnezja nie jest programem gospodarczym. Jeżeli PiS chce rozliczać Domańskiego z każdego miliarda zadłużenia, powinno również uczciwie rozliczyć własne decyzje i pokazać, co konkretnie zrobiłoby dzisiaj inaczej.
Jeszcze ciekawsze jest to, kogo partia Jarosława Kaczyńskiego zabrała na konferencję poświęconą gospodarce. Obok Czarnka pojawił się Daniel Obajtek. Były prezes Orlenu ma najwyraźniej wyrastać na jedną z gospodarczych twarzy PiS. Partia próbuje więc przekonywać Polaków, że ma świeży pomysł na przyszłość, wystawiając przed kamery ludzi jednoznacznie kojarzonych z poprzednią epoką własnych rządów. To trochę tak, jakby PiS chciało rozpocząć nowy rozdział, ale uparcie obsadzało go tymi samymi bohaterami.
I właśnie tutaj znajduje się prawdziwy problem partii Kaczyńskiego. PiS ciągle zachowuje się tak, jakby wystarczyło wskazać kolejnego wroga. Domański jest niekompetentny, Tusk prowadzi Polskę do katastrofy, budżet jest katastrofą, gospodarka zmierza do katastrofy, a kraj – jak mówi Czarnek – „idzie na ścianę”. Tyle że wyborca może w końcu zadać banalne pytanie: dobrze, ale co wy właściwie chcecie zrobić? Odpowiedzią nie może być wyłącznie kolejny wniosek o wotum nieufności, szczególnie jeśli jego autorzy już podczas składania przyznają, że nie ma szans na powodzenie.
Bo właśnie ten pomysł pokazuje, jak bardzo PiS nie wie dzisiaj, czym ma być. Partią przygotowującą się do powrotu do władzy? Wtedy potrzebowałoby programu. Poważną opozycją kontrolującą rząd? Wtedy potrzebowałoby konkretnej alternatywy dla budżetu Domańskiego. A może partią protestu? Wtedy wystarczą konferencje Czarnka, Obajtek stojący obok i okrzyk: „Idziemy na ścianę!”.
Na razie PiS wybiera właśnie tę trzecią możliwość. Składa wniosek, o którym samo mówi, że zostanie odrzucony, po czym zapewne wykorzysta debatę do kolejnej serii oskarżeń pod adresem rządu. To coraz mniej przypomina strategię odzyskiwania władzy, a coraz bardziej polityczne kręcenie się w kółko. PiS ostrzega, że Polska idzie na ścianę. Problem w tym, że to partia Kaczyńskiego sprawia dziś wrażenie, jakby kompletnie nie wiedziała, w którą stronę iść.











