Jak PiS używało Pegasusa? Służby wybrały tańszy model i wysyłanie SMS-ów

Źródło: YouTube KPRM

Eksperci twierdzili, że służby PiS nie mogły masowo szpiegować przeciwników politycznych, bo taka operacja byłaby zbyt droga. Tymczasem okazuje się, że wybrano tańszy wariant infiltracji, polegający na wysyłaniu złośliwego oprogramowania za pomocą SMS-ów.

Reklamy


Chcesz czytać  więcej wewnętrznych informacji ze świata polityki i mediów? Prosimy o obserwowanie naszego profilu na Facebooku oraz na Twitterze. Proszę o lajkowanie i podawanie dalej naszych wpisów - w ten sposób możemy zrobić dla Ciebie więcej.


Dziennikarze „Gazety Wyborczej” i „Die Zeit” opisali kulisy szpiegowania opozycji za pomocą systemu Pegasus. Jednym z kluczowych zagadnień była kwestia masowej skali inwigilacji w Polsce.

PiS i jego sojusznicy próbowali obśmiać ten fakt, twierdząc, że Pegasus jest bardzo drogi, a tym samym koszty takiej inwigilacji byłyby ogromne. Tymczasem okazuje się, że jest też wariant tańszy, który użyto m.in. wobec prezydenta Inowrocławia Ryszarda Brejzy i posłanki KO Magdaleny Łośko.

Pierwszy, droższy sposób jest zupełnie niewidoczna dla użytkownika. Cena waha się od miliona dolarów do kilku milionów dolarów.

„Żeby je kupić, znaleźć luki w oprogramowaniu w systemie zainstalowanym w telefonie, trzeba zapłacić ogromne pieniądze hakerom na czarnym rynku, którzy taką lukę znajdą w systemie. Albo zatrudnić sztab inżynierów, którzy sami nad tym pracują. Dopiero programy, które te luki wykrywają, połączone w całość są w stanie spowodować, że telefon bez żadnego znaku przechodzi w ręce tego, który chciałby ten telefon inwigilować. Tutaj uspokoję wiele osób – ta metoda jest tak droga, że z pewnością podsłuchiwanie nią na szeroką skalę nie jest możliwe” – przyznają dziennikarze.

A jak wygląda tańsza metoda? Tu w grę wchodzi infekcja telefonów SMS-ami i linkami do stron podszywających się np. pod znane marki.

To właśnie w ten sposób zainfekowano urządzenia i inwigilowano rodzinę oraz współpracowników dociekliwego parlamentarzysty Koalicji Obywatelskiej Krzysztofa Brejzy.

Przypomnijmy, że gdy pojawiły się pierwsze doniesienia o Pegasusie w Polsce popularny „ekspert od cyberbezpieczeństwa” Piotr Konieczny i jego portal Niebezpiecznik.pl przekonywali, że infekcje nie są związane z motywami politycznymi. Wkrótce też wyszło na jaw, że ów „ekspert” wykonuje prace dla służb.

Źródło: Służby Specjalne