Porażka rządowego programu

Z 16 mobilnych gabinetów dentystycznych, świadczących bezpłatną opiekę stomatologiczną uczniom z małych miejscowości, na razie w Polskę wyruszyły zaledwie… 3 pojazdy! Poinformowało Radio ZET, dodając, że przebadano w nich dotąd 300 dzieci.

Mimo że Ministerstwo Zdrowia wydało na nie ogromną kwotę, stomatolodzy podważają ich sterylność, narzekają na brak autoklawów i… nie chcą podpisywać z NFZ kontraktów na ich obsługę. Darmowy dostęp do stomatologa dla maluchów ze szkół liczących nie więcej niż około 100 uczniów zaproponował resort zdrowia jeszcze za kadencji ministra Konstantego Radziwiłła i zakupił w tym celu 16 mobilnych dentobusów, po jednym na każde województwo. Za każdy specjalnie przystosowany pojazd zapłacono około 1,5 mln zł. Jednak szybko pojawiły się problemy ze znalezieniem chętnych do ich obsługi.

Reklamy

Choć w Polsce zarejestrowaną działalność prowadzi około 40 tys. stomatologów, to na razie NFZ w skali całego kraju podpisał zaledwie… 11 umów na świadczenie tzw. mobilnych usług dentystycznych. Dlaczego tak trudno znaleźć specjalistów, którzy chcieliby oferować mobilne usługi? Lista zastrzeżeń, które do mobilnych gabinetów dentystycznych mają stomatolodzy stale się wydłuża. Główne zastrzeżenia do dentobusów to:

  • brak autoklawów pozwalających na zachowanie sterylności narzędzi (trzeba je za każdym razem dowozić);
  • problemy z przyłączeniem do wody w miejscu postoju pojazdu i badaniami bakteriologicznymi, które powinny być w takim wypadku wykonane, by nie narażać dzieci na żadne niebezpieczeństwo;
  • mimo wyposażenia w aparat rentgenowski, żaden pojazd nie ma odbioru radiologicznego (więc nie jest dopuszczony do działania);
  • każdy dentobus zarejestrowany jest na 2 osoby, tymczasem do jego obsługi potrzeba minimum 3 specjalistów (stomatologa, asystentki/higienistki a także kierowcy);
  • problemy formalne: dentysta nie ma prawa leczyć dziecka bez zgody rodziców, która w formie pisemnej musiałaby być dostarczana za każdym razem;
  • czas pracy pojazdu: umowa z NFZ zakłada, że z mobilnych gabinetów będzie można korzystać 5 razy w tygodniu po 6 godzin, nie wchodzi w to czas, jaki trzeba poświęcić na transport (w dwie strony) do odległych o kilkadziesiąt kilometrów miejsc;
  • brak informacji o tym, kto ma odpowiadać za ubezpieczenie pojazdu, ewentualne kary, mandaty czy usterki, które mogą się zdarzyć podczas jego użytkowania;
  • niski ryczałt na obsługę dentobusów (miesięcznie około 7-8 tys. zł na pokrycie wszystkich opłat, łącznie z wynagrodzeniem dla stomatologa, higienistki i kierowcy oraz kosztami zakupu paliwa), dla wielu specjalistów oznacza to konieczność rezygnacji z prywatnych praktyk.

 

Wielu stomatologów podkreśla, że zdecydowanie lepszym pomysłem byłoby dowożenie uczniów, którzy nie mają w szkołach gabinetów dentystycznych do miejsc, w których lekarze pracują na co dzień. Za 24 mln zł, które wydano na zakup pojazdów można byłoby obsłużyć zdecydowanie więcej dzieci niż w dentobusach.

 

Źródło: radio ZET