Spadająca oglądalność Telewizji Polskiej ma swoją przyczynę. Obserwując nachalne promowanie jednej z opcji politycznej można odnieść wrażenie, że dziennikarze przywdziali wirtualne mundury i zamiast wykonywać swój zawód zajmują się polityką. Na jednego z najbardziej zagorzałych sług nowego systemu kreuje się Michał Rachoń, niegdyś rzecznik prasowy PiSowskiego ministerstwa, dzisiaj zatrudniony w TVP. Nawet nie kryje się z tym, co jest jego prawdziwym celem i bez cienia żenady przyznaje to w programie na żywo. 

„Pan mi nie pozwala wygłaszać swoich poglądów? Czy ja jako publicysta nie mam prawa wygłaszać swoich poglądów! Więc co mi Pan tutaj wyjeżdża z partią polityczną!?” — mówił Rachoń do swojego gościa, Adama Szejnfelda. 
Naszym zdaniem dziennikarze mogą mieć swoje poglądy, ale zostawiają je przed wejściem do studia. W przeciwnym razie stają się osobami, którym blisko już do miana politruka, funkcjonariusza ugrupowania rządzącego, który dba o to, by dyksredytować gości o poglądach innych, niż te oficjalnie obowiązujące.  
Widzowie nie lubią jednak takich manipulacji i zachowań, wystawiając Telewizji Polskiej słony rachunek w postaci masowej rezygnacji z oglądania jej programów. Podobnie postępują reklamodawcy, których na propagandowych antenach coraz mniej. 
Poprzedni artykułJak oni manipulują? Ujawniamy metody stosowane dla dyskredytowania opozycji.
Następny artykułPropaganda i ściema. Internauci nie zostawiają suchej nitki na TVP