Prof. Andrzej Friszke, historyk, były członek Kolegium IPN i członek Rady IPN na lamach Rzeczpospolitej ocenia politykę historyczną PiS. Nie pozostawia na niej suchej nitki.

Zdaniem historyka dzisiejsza polityka historyczna „to próba przeformułowania tradycji i wartości narodowych na użytek wewnętrzny, by tworzyć mity w bardzo drastyczny sposób. Wydobywa się bardzo nieliczne elementy z przeszłości, głównie militarne. Na piedestał wynosi się Żołnierzy Wyklętych, z których robi się absolutnych bohaterów, ze szkodą dla pamięci o Armii Krajowej, która była ogólnonarodową armią podziemną i sojusznikiem aliantów w wojnie z Hitlerem. Dziś polityka historyczna jest partyjnym galimatiasem, który musi być kompletnie niezrozumiały poza Polską, a w kraju służy wykluczaniu różnych środowisk i tradycji.”

Reklamy

Zdaniem profesora reparacje wojenne „nie mieszczą się w kategorii polityki historycznej, a przede wszystkim zdrowego rozsądku. Reparacje abstrahują od stanu prawnego i eskalowanie tego tematu jest bardzo groźne dla Polski.” Andrzej Friszke uważa, że podnoszenie kwestii reparacji może doprowadzić do podważenia układów międzynarodowych z Niemcami, na mocy których mamy stabilną granicę zachodnią. Jeżeli prowadzi się tego typu kampanię polityczną bez podstaw prawnych, to prowokuje się drugą stronę, żeby również sięgnęła po drastyczne argumenty. PiS rozpoczyna międzynarodową wojnę propagandową, która może skończyć się tym, że prawnicy krajów niekoniecznie przychylnych Polsce również zaczną studiować traktaty powojenne. Rozpoczynamy dyskusję, która nie jest w polskim interesie.”

Profesor stwierdził ponadto, że polityka historyczna PiS „to próba usankcjonowania fałszerstwa historycznego.” Jako przykład podał próbę robienia przez polityków PiS symbolu Solidarności z Lecha Kaczyńskiego, a z Wałęsy zdrajcy. „Robi się krzywdę Lechowi Kaczyńskiemu, wpychając go na siłę na cokół zajęty przez Wałęsę. Śp. Lech Kaczyński ma swoje miejsce w historii i nie trzeba dodawać mu fikcyjnych zasług. Politycy PiS ośmieszają śp. Lecha Kaczyńskiego, czyniąc z niego symbol „S”. Z punktu widzenia historyka, badań naukowych, dokumentów, akt, filmów z epoki, nie da się obronić tezy Jarosława Kaczyńskiego. Robi bratu wielką krzywdę, jak też ci, którzy powtarzają za nim te słowa. Lech Kaczyński nie zasługuje na to, żeby go ośmieszać, bo ma swoje godne miejsce w historii jako osoba zasłużona dla Polski. Był ważnym człowiekiem drugiego szeregu „S” i nikt mu jego roli nie odbierze.”

Historyk pochylił się też nad sprawą Andrzeja Przyłębskiego, ambasadora w Berlinie i męża obecnej prezes Trybunału Konstytucyjnego, który podpisał zobowiązanie do współpracy, ale Instytut uznał, że nie współpracował. „Pan Przyłębski sam odręcznie napisał zobowiązanie do współpracy, a tego typu sprawy były kierowane do sądu jako kłamstwo lustracyjne. Ustawa o lustracji nie ma odpowiedzieć na pytanie, jak bardzo szkodliwym agentem był dany człowiek. Jeśli jest rozbieżność między oświadczeniem lustracyjnym przyjmowanym w tym przypadku przez MSZ, a zachowaną dokumentacją, to sprawa zawsze była kierowana do sądu. Kłamstwo lustracyjne w przypadku pana Przyłębskiego zostało dokonane, a sprawa powinna znaleźć się w sądzie. Sprawa Przyłębskiego jest kompromitacją i radykalnym podważeniem wiarygodności IPN. Nagięto prawo i procedury, żeby chronić swojego towarzysza. Co teraz mają zrobić ludzie, których sprawy przy analogicznym stanie dokumentacji zostały skierowane do sądów lustracyjnych? – spytał retorycznie historyk Andrzej Friszke.

Źródło: Rzeczpospolita

Poprzedni artykułZaskakujący sondaż zaufania do polityków. Andrzej Duda i Władysław Kosiniak-Kamysz liderami.
Następny artykułWśród Polaków pracujących za granicą wrze. Rząd chce wprowadzić podatek od pracy poza Polską.