Kilkunastu zagranicznych inwestorów z branży energetyki wiatrowej powiadomiło polski rząd, że będzie dochodzić wielomilionowych odszkodowań przed międzynarodowym trybunałem arbitrażowym – informuje Dziennik Gazeta Prawna.

„Z informacji posiadanych przez Prokuratorię Generalną RP wynika, że złożonych zostało około 13 notyfikacji sporu przez zagranicznych inwestorów w związku z wejściem w życie ustawy o inwestycjach z branży elektrowni wiatrowych” – powiedziała rzecznik prasowy prokuratorii mec. Sylwia Hajnrych. Oznacza to, że firmy, które poniosły straty na skutek niekorzystnej dla nich tzw. ustawy odległościowej z 2016 r., wykonały pierwszy formalny krok w kierunku wszczęcia postępowań arbitrażowych.

Reklamy

Ale według ustaleń DGP notyfikacje sporów przez kolejnych inwestorów są tylko kwestią czasu. Podstawą prawną do wnoszenia pozwów mogą być Traktat Karty Energetycznej (międzynarodowa umowa, której stroną jest Polska) albo dwustronne umowy o wspieraniu inwestycji (czyli tzw. BIT-y).

Zdaniem ekspertów kwoty roszczeń odszkodowawczych w każdej ze spraw mogą wynieść po kilkaset milionów dolarów. Jak wyliczyli naukowcy z Lawrence Berkeley National Laboratory, każdy megawat mocy turbiny wiatrowej oznacza dla przedsiębiorców wydatek rzędu 1,7 mln dol. Do kosztów rozwoju i utrzymania inwestycji, które uwzględnia się przy kalkulowaniu żądań kompensacyjnych, dochodzą jeszcze utracone przez firmy korzyści.

„Zarzuty inwestorów – w znacznej mierze zagranicznych, lecz także polskich grup energetycznych – są często mocne, gdyż dotyczą dyskryminacyjnego traktowania energetyki wiatrowej względem innych technologii. W jego efekcie wiele firm musiało zakończyć projekty, ogłosić upadłość bądź są tego bliskie. W takich sytuacjach arbitrzy mogą uznać, że doszło do naruszenia umów międzynarodowych o wzajemnym popieraniu i ochronie inwestycji” – wyjaśnia w rozmowie z DGP dr Karol Lasocki, partner w kancelarii K&L Gates, specjalista od prawa energetycznego i ochrony środowiska.

Kontrowersyjne przepisy określiły minimalne odległości od zabudowań mieszkalnych i terenów przyrodniczych pod ochroną, w jakich można postawić elektrownie wiatrowe. Podmioty z branży od początku alarmowały, że w Polsce trudno będzie przez to znaleźć miejsca pod nowe farmy.

Ustawa wprowadziła zasadę, że właściciele farm wiatrowych mieli płacić podatek od nieruchomości od całego obiektu, a nie tylko od części, co skutkowało dla nich drastyczną podwyżką daniny. Znajdująca się aktualnie w konsultacjach publicznych nowelizacja ustawy o OZE przewiduje powrót do poprzednich zasad opodatkowania turbin. Zdaniem ekspertów, nawet jeśli przepisy wejdą w życie, to są małe szanse, że inwestorzy zrezygnują ze sporu inwestycyjnego, zwłaszcza że wielu poniosło straty nie do odrobienia. Jak wynika z ostatnich danych Agencji Rynku Energii, ponad 70 proc. farm wiatrowych w 2016 r. zanotowało straty.

Na razie tylko amerykański koncern Invenergy oficjalnie potwierdził, że będzie się domagał ok. 700 mln dol. odszkodowania za pośrednie wywłaszczenie, tj. podjęcie przez Polskę działań, które uniemożliwiają lub utrudniają mu korzystanie z dokonanej inwestycji. Zarzuty firmy dotyczą głównie niekorzystnej dla branży rewolucji w systemie wsparcia OZE. Reforma zaowocowała zmianą lub zerwaniem wieloletnich kontraktów na zakup energii i zielonych certyfikatów zawartych między farmami wiatrowymi a operatorami energetycznymi. Invenergy twierdzi, że po rozwiązaniu kontraktów została zmuszona do sprzedaży prądu po dużo niższych cenach niż dotąd.

Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Poprzedni artykułArogancja państwa wobec obywateli przeraża. Myśliwskie lobby dostało gigantyczne uprawnienia
Następny artykułZa rządów PiS musimy importować ogromne ilości prądu zza granicy. Niechlubny rekord układu władzy