Szef więziennictwa manipuluje statystykami. Jaki przymyka oko?

Od 2012 roku wzrasta liczba bójek i pobić w polskich więzieniach. Tymczasem jak informuje Onet w styczniu br szef więziennictwa zmienił definicję i za bójki i pobicia można teraz uznać tylko te sytuacje, gdzie poszkodowani muszą się leczyć powyżej siedmiu dni. Wiceminister sprawiedliwości Patryk Jaki twierdzi, że nikt niczego nie chce ukrywać, ale eksperci uważają, że to jawna manipulacja.

Od sześciu lat widać wyraźnie, że regularnie rośnie poziom niebezpieczeństwa w polskich więzieniach. Onet donosi, że w 2012 roku we wszystkich zakładach karnych w Polsce doszło do 792 bójek i pobić z udziałem 1701 osób. Przez kolejne lata ta liczba wzrastała, a w 2017 roku wyniosła 1102 bójki, w których wzięło udział 2445 osób. Ekspertów nie dziwią te statystyki. Zwracają uwagę, że wynika to przede wszystkim ze złych warunków panujących w więzieniach.

Reklamy

Tymczasem 3 stycznia tego roku Dyrektor Generalny Służby Więziennej gen. Jacek Kitliński wydał zarządzenie, w którym zmienił definicję „bójek” i „pobić”. Wedle nowego zapisu, za takie zdarzenia można uznać sytuację, w której u osoby poszkodowanej spowodowano „naruszenie czynności narządu ciała lub rozstrój zdrowia trwające dłużej niż 7 dni”. Wcześniej, za „bójkę” i „pobicie” uznawano każdą agresję fizyczną, bez względu na to, ile dana osoba musiała się leczyć.

Eksperci nie mają złudzeń, że mamy w tym wypadku do czynienia z manipulacją. „To jest jedna wielka bzdura, która totalnie może sfałszować statystyki. Bo można faceta znokautować, a okaże się, że leczenie nie będzie trwało więcej niż siedem dni. Tak naprawdę, tylko w takich sytuacjach, kiedy ktoś ma np. złamaną rękę lub szczękę albo wybite oko, to musi się hospitalizować dłużej niż tydzień” – powiedział Onetowi Grzegorz Dobrański, były Dyrektor Okręgowy Służby Więziennej i doradca ministra sprawiedliwości Marka Biernackiego. „Przepracowałem w więziennictwie 30 lat i pierwszy raz spotykam się z taką sytuacją, żeby ktoś chciał zaniżać ilość zdarzeń w zakładach karnych. Takie pudrowanie rzeczywistości jest bardzo niebezpieczne, bo jak się okaże, że w jakimś więzieniu dochodziło regularnie do takich sytuacji i nikt tego nie raportował, to może w końcu dojść do tragedii” – dodaje.

Więcej: Onet.