Szczyt wszystkiego! Chcą utajnić proces w sprawie wypadku Szydło

Wszyscy, którzy obawiali się przejrzystości postępowania po wypadku Szydło, gdy limuzyna byłej premier mało co nie staranowała Fiata Seicento, mieli rację. Prokuratura i dawny BOR chcą utajnienia procesu. Jak zwykle pod pretekstem bezpieczeństwa państwa i osób chronionych. Tymczasem w czasie procesu nie będą ujawniane żadne tajemnice.

Wniosek prokuratury jest absurdalny, ale powód jego złożenia musi być jasny dla każdego, kto interesował się sprawą. Pędząca bez wymaganych sygnałów kolumna zagrażała bezpieczeństwu ruchu drogowego a dla Beaty Szydło to wizerunkowy cios, po którym może się nie pozbierać. Zwłaszcza, że była już premier, aktualnie przesiadująca w swojej małej miejscowości, zamiast w pracy, pogrążyła się aroganckim hasłem „bo nam się należy”. Miała wtedy na myśli swoje milionowe premie i apanaże władzy.

Reklamy

Arogancja tej władzy jest zadziwiająca. Brak umiaru, zachłanność i te próby uniknięcia odpowiedzialności. Co powinna zrobić Beata Szydło po wypadku? Pojechać po wyjściu ze szpitala do kierowcy Seicento i go przeprosić. Co zamiast tego mu zafundowano? Wielomiesięczną gehennę po sądach, oskarżenie przez prokuraturę Ziobry.

Ta arogancja nie może podobać się zwykłym ludziom.

W tym absurdalnym procesie przesłuchanych będzie… 100 osób. Żenujące marnowanie czasu sądu i naszych pieniędzy z podatków.