Ucieczka rzecznika nie była przypadkiem. Andrzej Duda wybrał fatalną strategię wyjścia ze sprawy z botami.

Działania, które mają osłabić klęskę wizerunkową, nazywa się w języku marketingu „damage control”. Prezydent Andrzej Duda, prawdopodobnie pod wpływem fatalnych doradców, wybrał najgorszą drogę wyjścia z afery z botami. Najpierw próbował doniesienia o używaniu w jego kampanii prezydenckiej botów hejterskich zdementować a teraz wyśmiewa. Tymczasem niewiele osób zwróciło uwagę, że kilka dni przed aferą uciekł Pałacu Prezydenckiego rzecznik prasowy prezydenta.

Ucieczka rzecznika

Ucieczki ważnych osób od Dudy zdarzały się już wcześniej, ale po raz pierwszy postać tak kluczowa dla przekazu prezydenta jak Krzysztof Łapiński, zdecydowała się go porzucić. Powodów tej ucieczki może być kilka, ale logiczny wydaje się związek z aferą z botami. Mając znajomości wśród dziennikarzy musiał zdawać sobie sprawę z faktu, że za moment przyjdzie bardzo poważne uderzenie.

Reklamy

Sekwencja zdarzeń była taka: 4 września Krzysztof Łapiński ogłasza swoje odejście. 10 dni później wybucha afera. 14 września o sprawie piszą wszystkie media. Po stronie mediów PiS cisza. Prezydent milczy. Dopiero trzy dni później zabiera głos. To bardzo dziwne w tak kluczowej sprawie. Co sprawdzano i dlaczego tak długo panowało milczenie? Możliwe, że Pałacu Prezydenckim trwała gorączkowa weryfikacja dokumentów.

Dlaczego hejt-boty były skuteczne?

Sprawa botów ma też inne obliczne, bardzo groźne. Po raz pierwszy użyto zautomatyzowanego hejtu do kontrolowania opinii publicznej. Metoda polegała na zaatakowaniu Twittera, medium bardzo w Polsce elitarnego, używanego w zasadzie przez polityków i dziennikarzy. To do ich głów miał trafić przekaz. Można powiedzieć, że hejt-boty Andrzeja Dudy nasączały głowy dziennikarzy przekonaniem o tym, że Komorowski jest gorszy od Dudy. Dlatego kompletnie nieprzekonująca jest linia tłumaczeń obozu łże-nacjonalistycznego, który mówi, że boty nie głosują.

Zaplanowana sekwencja zdarzeń

Operacja była skoordynowana z nagłośnieniem książki „Niebezpieczne związki” oraz z aferą taśmową. Wszystkie te działania realizowane były według planu, opracowanego – i to jest w tej historii – przez specjalistów od manipulacji społecznej i wizerunku. Pytanie czy byli do polscy specjaliści. Tego dzisiaj nie wiemy. Ale wraz z upływem czasu wychodzi na jaw coraz więcej szczegółów tej bulwersującej sprawy.

Początek końca Dudy?

Żaden dziennikarz i obserwator sceny politycznej nie może mieć wątpliwości, do prawdziwości zarzutu o stosowaniu hejt-botów w kampanii wyborczej. Dlatego sprawa ta może być kolejnym gwoździem do politycznej trumny Andrzeja Dudy jako prezydenta. Po antyeuropejskich wypowiedziach i braku dementi w tej sprawie, po szerokim nagłośnieniu wiary w święty łój rzekomej mistyczki, kolejna kompromitacja, tym razem jako internetowego siewcy nienawiści do politycznych konkurentów, co nie licuje z godnością poważnego polityka, może być już zbyt mało strawna dla centrowych wyborców, którzy mieli jeszcze jakieś wątpliwości. Duda może dzisiaj liczyć tylko na skrajny elektorat nacjonalistyczny a to za mało, by marzyć o prezydenturze.

Droga do drugiej kadencji została właśnie zamknięta. Czy prezydent Duda znajdzie klucz, by ją otworzyć? To bardzo wątpliwe.