Chcemy, chcemy, chcemy – krzyczy za każdym razem Mateusz Morawiecki, gdy coś obiecuje. Obiecanki-cacanki premiera nie niosą jednak za sobą żadnej większej wartości, poza samym chciejstwem. Władza oferuje Polakom państwo na niby. Niby jest, ale w rzeczywistości to tylko chciejstwo.
Chcemy miliona samochodów elektrycznych na ulicach – mówił Morawiecki kilka lat temu. Efekt? Wspaniały, jeździ ich kilka tysięcy. Polskich samochodów nie ma wcale. Chcemy promów – zapowiadał premier. Efekt? nie ma ani jednego. Chcemy lotniska – mówił premier. Efekt? Łąka w Baranowie stoi pusta jak stała.
Państwo na niby nie ma edukacji, tylko pseudo-edukację. Państwo na niby nie ma gospodarki, tylko jakiś zadziwiający mix wielkich państwowych koncernów, przypominających czasy komunizmu i rynek prywatny, dojony na wszelkie sposoby. Państwo na niby nie ma nawet okrętu podwodnego, bo marynarze boją się pływać.
Prawdziwe tutaj są tylko koszty, które ponosimy, aby utrzymywać to całe towarzystwo.
