Kaczyński zabierze nam w tym roku dwie pensje? Scenariusz Wenezueli w Polsce, coraz bardziej realny [ANALIZA]

Inflacja w tym roku może wynieść kilkanaście procent, zrost gospodarczy spadać, a bezrobocie rosnąć. Kaczyński wprowadza nam powtórkę scenariusza z Wenezueli.

Obecnie tracimy przez politykę PiS jedną pensję rocznie, to właśnie podatek inflacyjny. Jak inflacja sięgnie 20 proc. , to będziemy tracić dwie…

Reklamy

Podwyższenie płacy minimalnej, jako odpowiedź na szalejącą inflację postuluje Adrian Zandberg. Szef komunizującej partii Razem (część Nowej Lewicy) szykuje nam powrót do PRL-u.

Jak pamiętamy partia drukowała tam kasę, następnie „likwidowała nawis inflacyjny”, czyli podnosiła ceny towarów w państwowych sklepach, na co ludzie się buntowali, więc partia znowu podnosiła płace itd.

W sklepach dość szybko zabrakło wartościowych towarów. Całość skończyła się hiperinflacją i upadkiem (na cztery łapy) komuny. Rząd PiS niczego już nie kontroluje.

Z jednej strony winduje stopy procentowe (czynnik antyinflacyjny). Z drugiej strony podnosi obciążenia firmom (czynnik proinflacyjny, bo przerzucą one koszty na klientów). Do tego kwitnie też zwykły, ordynarny druk pieniądza, pamiętany przez starszych z nas z lat 70. i 80. XX wieku.

I tak na koniec III kwartału 2021 r. w obiegu było 49,6 mln sztuk banknotów o nominale 500 zł, czyli o 46 proc. więcej niż rok wcześniej. 665,2 mln szt. banknotów o nominale 200 zł, czyli wzrost o 27,1 proc. Ale od początku 2020 r. aż o 85,4 proc.

Od 2019 r. przestrzegam, że polityka PiS skończy się w Polsce kryzysem do jakiego doprowadziły rządy Hugo Chaveza w Wenezueli. Przypomnijmy to jedno z najbogatszych państw Ameryki Południowej, zaledwie w dwie dekady stało się najbiedniejsze.

Narodowa waluta jest tam dziś bezwartościowa, jako tako żyje tylko elita socjalistycznej władzy, która trzyma się stołków w oparciu o armię. Przypomnijmy, że jedną z przyczyn katastrofy smoleńskiej było przekonanie pilotów (utwierdzonych przez kontrolerów lotu), że są „na kursie i ścieżce” do lotniska. W rzeczywistości samolot był na kursie kolizyjnym z ziemią.

Jeżeli nie nastąpi nagła zmiana polityki rządu PiS, to w tym roku inflacja zacznie atakować poziom 20 proc., wzrost gospodarczy spadać, a bezrobocie rosnąć. Czyli zapowiadana właśnie powtórka scenariusza z Wenezueli.

 

Mężczyzna, który nienawidzi biznesu

Dlaczego „cudowna broń” (wunderwaffe) PiS o nazwie „Polski ład” okazała się taką katastrofą? Furorę robi mem (podpisane zdjęcie), na którym premier Matusz Morawiecki pyta swojego wiceministra Piotra Patkowskiego (30-latek, który wygląda jakby uciekł z planu filmu o czarodzieju Harrym Potterze), czyli policzył już „Polski ład”. Ten łapie się za głowę i pyta: a to miało być na dziś?

Wyobraźmy sobie poradnik seksu lesbijskiego napisany przez heteroseksualną parę (albo przez parę gejów). Generalnie tak mniej więcej wygląda geneza katastrofy „Polski ład”. Ów plan napisali kolesie, którzy z przedsiębiorczością i prowadzeniem biznesów nie mają nic wspólnego.

Urzędnicy tworzący warunki działania firmom, to po prostu murowana recepta na katastrofę. „Polski ład” był odpowiedzią na fobie Jarosława Kaczyńskiego. Ubzdurał on sobie (i mówił to wiele razy publicznie), że przedsiębiorcy polscy celowo nie inwestują w gospodarkę za rządów PiS, aby doprowadzić jego rząd do upadku. Kaczyński i jego ekipa woli tą absurdalną spiskową teorię i niż prawdę, że tworzą coraz gorsze warunki do prowadzenia biznesu.

Co gorsza, są dla przedsiębiorców kompletnie nieobliczalni. Nie ma więc nic gorszego dla prowadzenia biznesu niż niepewność. Zamiast wyciągnąć z tego wnioski, od kilku lat Kaczyński odgrywa się na przedsiębiorcach podnosząc im koszty działania. Pomysł jest taki, że mają zacząć inwestować swoje pieniądze, bo jak nie to władza im te pieniądze zabierze.

Prawdziwe rozmiary katastrofy jaką zafundował nam PiS „Polskim ładem” (lepiej pasuje określenie „Polski wał” lub „Ruski ład”) poznamy za kilka miesięcy, gdy do zarządzających Polską dotrze, że większych wpływów do budżetu nie ma, bo przedsiębiorcy albo uciekli w inną formę działania (zamienili jednoosobowe działalności gospodarcze na spółki z ograniczoną odpowiedzialnością), albo przeszli do szarej strefy. Szerzy się też po prostu zamykanie biznesów. Część z przedsiębiorców nie tylko zwalnia pracowników, ale również sama dołącza do grona bezrobotnych.

Socjalizm zawsze się kończy wtedy kiedy kończą się cudze pieniądze – przestrzegała brytyjska premier Margaret Thatcher. Polska pod rządami PiS, to właśnie pożar w burdelu. Symbolem tego są absurdalne działania rządu mające zatrzymać inflację i drożyznę.

Obniżono VAT na paliwo na kilka miesięcy z 23 proc. do 8 proc. i obniżono VAT na żywność z 5 proc. do 0 proc. Władza zapowiedziała (to nie żarty), że kontrole z Urzędu Ochrony Konsumenta i Konkurencji będą pilnować czy przedsiębiorcy obniżą stosownie ceny.

Po tej zapowiedzi, jeszcze przed wprowadzeniem obniżki podatku, sklepy z żywnością gremialnie podniosły ceny, aby obniżyć je po wejściu w życie obniżek. Absurdalna rzeczywistość staje się powoli codziennością na naszych oczach.

Pomysł PiS, aby zabrać Piotrowi, by dać Pawłowi i dostać jego głosy, spotyka się z tą samą reakcją, z którą spotykał się ten pomysł zawsze. Piotr przestaje pracować (lub chowa efekty swojej pracy) w efekcie wszyscy są biedniejsi. Jeżeli tego typu działania się robi w makroskali gospodarki, to zaczynamy mieć do czynienia z katastrofą.

Jedyną realną odpowiedzią rządu PiS na to wszystko są próby przekonania własnego elektoratu, że podwyżki cen to winna złej Unii Europejskiej i osobiście Donalda Tuska. Tymczasem podwyżki cen gazu, które nastąpiły także zawdzięczamy „genialnej” polityce PiS.

W 2020 r. władze PiS chwaliły się pokonaniem Gazpromu przed sądem arbitrażowym w Sztokholmie. Zmusiły one rosyjskiego giganta, aby zmienił on formułę cen w kontrakcie, ze złożonej odnoszącej się do historycznych notowań, na formułę cen z bieżących notowań na giełdzie.

Gazprom musiał oddać państwowemu monopoliście PGNiG 6 mld zł. Politycy PiS triumfowali. Władimir Putin kasę zapłacił. Formułę cenową na gaz zmienił, a następnie ograniczył dostawy gazu do Europy i podniósł w ten sposób ceny bieżące. Stąd właśnie wzięły się gigantyczne podwyżki cen gazu.

Kolesie z PiS nie rozumieli bowiem, że prowadząc firmy nie gra się na niskie ceny bieżące surowców, ale rozkłada się ryzyko. Skutek jest taki, że plajtują małe polskie firmy, rosną ceny, a rząd PiS musi dopłacić z naszych pieniędzy 20 mld zł do PGNiG, aby i ta firma nie splajtowała.

Czy można zatrzymać marsz Kaczyńskiego w stronę Wenezueli? Wszystko zależy od tego jak szybko zaczną się ludzie buntować. Władza PiS nad niczym obecnie nie panuje. Na Nowogrodzkiej (siedziba władz PiS) trwa nieustanna modlitwa w intencji wojny na Ukrainie, ponieważ partyjni stratedzy liczą na to, że w obliczu krwawej jatki zza wschodni granicą, wyższe ceny, galopująca inflacja i ogólnie kryzys, nie będą wyglądać już tak strasznie.

Pytanie jest jedno. Czy ta katastrofa nauczy czegoś Polaków? Czy zrozumieją, że to nie żaden kryzys, ale po prostu skutek polityki gospodarczej PiS, która polegała na wydawaniu pieniędzy, których w budżecie nie było?

Jeden z profesorów pokazywał w praktyce studentom dlaczego socjalizm nie działa. Wprowadzał zasadę, że wszyscy zdają egzaminy. A oceny tych, którzy zdawali najlepiej były zmniejszane o jeden stopień, który przekazywano następnie tym, którzy by nie zdali. Średnia ocen z każdym kolejnym egzaminem spadała. Ci, którym zabrano piątki, uczyli się słabiej. Koniec był łatwy do przewidzenia: dochodziło do sytuacji, w której nie uczył się już nikt i oblewała cała klasa. Ten mechanizm w gospodarce polskiej uruchomił właśnie Jarosław Kaczyński.

Jan Piński

Autor jest redaktorem naczelnym Wiesci24.pl