O co chodzi w sporze kontrolerów z rządem PiS? O bezpieczeństwo

„Duża grupa kontrolerów z Warszawy, mówimy tu przede wszystkim o warszawskim zbliżaniu i obszarze, powiedziała jednak „dość”. Oni nadal chcieliby wykonywać swój zawód tak, jak powinien być wykonywany, w bezpiecznym i transparentnym środowisku, ale wręczenie tzw. wypowiedzeń zmieniających obudziło w nich pokłady odwagi i stłumiło strach przed utratą świetnej pracy.

Należy tu spojrzeć na pewien aspekt ludzkiej psychologii wpływający na to w jaki sposób podejmujemy decyzje; co innego pojedynczo wyrwać się z protestem (byli też i tacy, chwała im za to), a co innego zareagować w grupie wobec wspólnego zagrożenia. Mamy na to przykładów w dzisiejszych czasach aż nadto. Gdy więc pracodawca przedstawił alternatywę: albo podpisujesz nowe warunki, albo odchodzisz z pracy – bo tak działa wypowiedzenie zmieniające – to kontrolerzy masowo wybrali tę drugą opcję. Nie jest to więc żaden „strajk” ani „sabotaż”, jak mówił były już p.o. prezesa niespodziewający się takiego obrotu sprawy, lecz zwykłe uprawnienie wynikające z kodeksu pracy.

Reklamy

Nie sądzę, że kontrolerzy mają dość swojej pracy, natomiast na pewno mają jej dość w takich warunkach, jakie im zgotowano przez ostatnie dwa lata. Decyzja o odejściu z pracy, z naprawdę różnymi perspektywami znalezienia innej, jest naprawdę mocnym protestem przeciwko obecnej sytuacji w PAŻP. O tym wszystkim było wiadomo od paru miesięcy – pierwsze wypowiedzenia wręczono jeszcze w grudniu – i próbowano kontrolerów „przeczekać”.

Na ostatniej prostej, na dzień przed odejściem 44 kontrolerów, minister odwołał dotychczasowego p.o. prezesa i powołał nową prezes. Kończy się kwiecień, za chwilę warszawskie zbliżanie oraz obszar zostaną jedynie ze szkieletową obsadą, bo pomimo toczących się negocjacji trudno w tak krótkim czasie zażegnać wszystkie sporne kwestie”

źródło: Facebook